
To miała być wycieczka w scenerii, jak z baśni tysiąca i jednej nocy. Skąpane w słońcu wybrzeże Morza Czerwonego, złote plaże, bajeczne rafy koralowe, buszowanie na egipskich bazarach i wieczorne spacery najpiękniejszymi ulicami jednego z najatrakcyjniejszych na świecie kurortów. Wakacje marzeń zakończył jednak horror. W drodze na lotnisko doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego.
25-letni tarnobrzeżanin wraz z dziewczyną pojechali do Egiptu. 9 kwietnia br. w drodze z Marsa Alam na lotnisko w Hurghadzie autokar wiozący Polaków miał wypadek. Zginęły 3 osoby, a 16 zostało rannych, w tym 20-letnia Paulina, która straciła prawą rękę, a lewą poważnie uszkodziła. Młoda kobieta walczy o powrót do zdrowia.
– Historia, która spotkała niedawno moją córkę, wydaje się nieprawdopodobna. Do dziś nie mogę uwierzyć w to, co się stało – mówi tata Pauliny Mroncz, która uległa wypadkowi autokarowemu w Egipcie. – To miały być cudowne wakacje. Paulina spędziła wspaniale czas, ciesząc się słońcem i upragnionym odpoczynkiem. Wyjazd zakończył się jednak tragicznie, gdy nadszedł czas powrotu do domu.
Informacja o wypadku Polaków w Egipcie obiegła polskie media. Informowało o nim także biuro podróży: „Autokarem jechało 18 turystów z Polski, rezydent Coral Travel oraz kierowca. Dwóch turystów z Polski oraz kierowca zginęli na miejscu. 16 osób zostało rannych” – informowało Coral Travel.
Jechał za szybko po świeżej smole
Jak wynika z relacji uczestników wypadku, do tragedii doszło na remontowanej drodze pokrytej świeżą smołą. – Droga była szeroka, dwupasmowa, prosta. Było bardzo gorąco, a na powierzchni drogi znajdowała się smoła. W Egipcie jestem już po raz dziesiąty i nie był to pierwszy przypadek, gdy spotkałam się z takimi warunkami na drodze. Charakterystyczne są tu wąskie uskoki zwalniające, które nasz kierowca ciągle wymijał slalomem, jadąc jedną stroną autobusu asfaltowym poboczem – relacjonuje cytowana przez portal Onet.pl Polka uczestnicząca w wypadku. – Autobus był wysoki, w dobrym stanie. To, co zwracało jednak moją uwagę podczas drogi, to fakt, że nami zarzucało, tak jak zarzuca większymi autami, gdy za szybko wchodzi się w zakręt.
Uczestnicy zdarzenia opisują, że autobus, po tym, jak się przewrócił, sunął jeszcze po jezdni. Najbardziej poszkodowani zostali ci pasażerowie, którzy siedzieli przy oknie po stronie, na którą upadł pojazd. Jedną z tych osób była 20-letnia Paulina. Zdaniem biura podróży: „lekko ranna”.
Mirosław Jarosz, tata Jana, który był na wycieczce z Polą w Egipcie, opublikował na swoim Facebooku poruszający wpis uczestniczki wyjazdu, który zmienił 20-latce życie o 180 stopni.
– Pola siedziała przede mną w dużym, nowoczesnym autokarze. Tak samo jak ja, wybrała się na wakacje do Egiptu. Prawdopodobnie tak samo jak ja, spędziła tam cudownie czas. I tak samo jak ja, przeżyła coś, co nie udało się każdemu – wspomina kobieta. – Niestety, część z nas z tego autokaru zmarła na miejscu… Kierowca pędził jak oszalały, rozmawiając z rezydentem i z panią z infolinii biura Coral. Prosiłam kierowcę, by zwolnił. Nie posłuchał. W pewnym momencie autobus zaczął tracić przyczepność i poleciał na lewą stronę. Pola z chłopakiem siedziała tuż przede mną, po lewej stronie autobusu. Niestety, pech tak chciał, że to ona została przygnieciona, zakleszczona elementem autobusu, który prawdopodobnie się skądś oderwał. W momencie kiedy wyszłam ze swoimi przyjaciółkami z autokaru, Kamila Derda powiedziała mi, że próbowała uwolnić tę dziewczynę, ale nie miała na tyle siły, by to udźwignąć. Postanowiłam zawrócić, gdyż ciągle słyszałam rozpaczliwy krzyk jej chłopaka. Każdy z Nas reaguje inaczej w sytuacji, która wykracza poza naszą wyobraźnię.
Miałam plecy poszarpane od szkła
– Gdy wróciłam do autobusu, zapytałam się, co się dzieje? Przerażony odpowiedział tylko, by pomóc jego dziewczynie, że ona chyba nie żyje… – relacjonuje uczestniczka feralnego wyjazdu. – Nie chcę sobie wyobrażać, co on wtedy czuł. Pochyliłam się i zobaczyłam Polę. Była przyciśnięta co do minimetra do boku autobusu, który stał się wówczas podłogą. Była zakleszczona. Cud sprawił, że głowa ugrzęzła na wysokości zagłówka, bo nie chcę myśleć, co by było, gdyby jej ciało było kilka cm przesunięte w inną stronę. Próbowałam unieść to pudło (prawdopodobnie półka z osłoną, która znajdowała się parę siedzeń z tyłu po prawej stronie autokaru, gdzie siedziała Kamila, nie jestem pewna, ale tylko ten element mi się z tym kojarzy). Niestety, pomimo mojej ogromnej siły (byłam zawodową lekkoatletką, 100 kg na pełen przysiad, do dnia wypadku czynnie uprawiałam sport, szykując się do zawodów), nie byłam w stanie tego udźwignąć, plecy miałam poszarpane od szkła i asfaltu i poparzone od tarcia po asfalcie podczas wypadku. Ułożyłam Jaśka dłonie na tym elemencie i poprosiłam, by popychał to, a ja w tym czasie starałam się unosić dół tego czegoś tak, by nie zmiażdżyć Poli głowy.
Opowieść uczestniczki wypadku brzmi strasznie, ale jak sama mówi, strasznie było tam, wtedy, w tamtej chwili…
– Poinformowałam Polę, że mamy problem z jej wyciągnięciem, że musi sama spróbować wyślizgnąć się spod tego, co ją przyciska. Że my postaramy się to lekko unieść, a ona musi się zmobilizować i wyślizgnąć – wspomina kobieta. – Była dzielna, razem byliśmy zdeterminowani i wiedzieliśmy, jaki jest cel. Jak najszybsze opuszczenie autokaru, w obawie, że może zaraz wybuchnąć. Kiedy pomagałam jej wstać, zobaczyłam że ma nogi jak z waty, poprosiłam ją, by objęła mnie rękoma za szyję. Wtedy do nas obydwu dotarło, co tu się… Straciła całą prawą rękę, po prostu coś ją oberwało. A lewa wisiała bezwładnie.
Krzyczała, że nie chce żyć bez rąk
– Pola zaczęła krzyczeć, była w szoku, tak samo jak my. Prosiła, bym ją zostawiła, bym nie ratowała. Krzyczała, że nie chce żyć bez rąk… Złapałam ją za ubranie i nią potrząsnęłam – wspomina kobieta. – Powiedziałam, by się uspokoiła, że miałyśmy wypadek i jest w szoku. Pokazałam jej swoje dłonie, wmawiając że to są jej ręce i żeby złapała mnie za szyję, bo jak najszybciej musimy opuścić autokar. Posłuchała. Płakała i próbowała iść, wisiała na mnie, plecy mi pękały z bólu, będąc już blisko rozbitej przedniej szyby autokaru, błagałam o pomoc rezydenta z firmy Coral, by mi pomógł, informowałam, że nie mam już siły. Rezydent stał z telefonem i coś pisał – relacjonowała uczestniczka wyjazdu, która miała więcej szczęścia niż Pola.
Wszystko zaczynało ją boleć. Nie pomagał również widok poranionej, zakrwawionej Poli. – Czułam, że zaraz stracę przytomność. Zrozpaczona przeprosiłam ją i powiedziałam, że musimy chwilę odpocząć, że nie daję już rady. Wtedy Jasiek złapał ją za nogi i zaczęliśmy ją wspólnie wynosić. Wynieśliśmy ją przez otwór na przednią szybę, do przydrożnego rowu, do swoich przyjaciółek z dala od autokaru na wypadek wybuchu. Na tym opowieść o Poli mogła by się skończyć, ale tak naprawdę prawdopodobnie dopiero się zaczyna… – nie kryje kobieta.
Trudno było nazwać szpitalem
Kobieta w swoich postach na Fb od początku wypadku relacjonowała w postach przebieg wydarzeń i doświadczeń, których doznała po wypadku.
– Pierwszy szpital trudno było nazwać szpitalem. Zdzierali mi zaschnięty asfalt z poszarpanych pleców, wydłubywali kawałki szkła i żużlu. Zszywali wyszarpane dziury z dołu pleców i to wszystko bez jakichkolwiek środków przeciwbólowych. O morfinie można było zapomnieć. Nie chcę wiedzieć, co przeżyła tam Pola i z jaką traumą walczy cały czas – pisze kobieta, która nie znała 20-latki przed wypadkiem.
– To zdarzenie w jakimś stopniu połączyło nas. Sprawiało, że jej ból, boli mnie każdego dnia. Jej cierpienie, daje mi siłę do walki o sprawiedliwość, a jej determinacja i wola życia – nadzieję na lepsze jutro. Pola spędziła podobnie jak ja w egipskim szpitalu około 3 tygodni. Nie doszyli jej tam ręki, nikt jej chyba nawet nie zabezpieczył. Pomimo usilnych nacisków z mojej strony i propozycji złożonej przez klinikę, w której byłam, ktoś usilnie blokował jej przeniesienie i oferowaną pomoc. Po powrocie do Polski okazało się, że Pola ma chorobę zakaźną, która jest oporna na antybiotykoterapię.
Uczestnicy wypadku w Hurghadzie byli ubezpieczeni, ale okazało się, że nie dotyczy to leczenia, którego koszty w tym wypadku spadają na ofiary wypadku. – Ubezpieczenia podróżnicze działają za granicą w momencie repatriacji, potem ubezpieczenie wygasa. Nie wiedziałaś o tym? My też nie. Byłam przekonana, mając zabezpieczenie pokrycia kosztów hospitalizacji do określonej kwoty, że jakoś to będzie, pojadę do specjalistycznej kliniki, przejdę rehabilitację, powoli odzyskam sprawność i zacznę normalnie chodzić. Później usunę laserowo blizny i jakoś to będzie, pozbieram się. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wydatki muszę pokryć z własnych pieniędzy – wyznaje kobieta, której koszty rehabilitacji i tak będą o wiele niższe niż w przypadku Poli.
Ta świadomość mrozi krew w żyłach
– Córka straciła prawą rękę, a lewa została poważnie uszkodzona. Ma liczne rozcięcia na twarzy i całej głowie. To tragiczne wydarzenie odebrało jej tak wiele… Gdy tylko o tym myślę, łzy same napływają mi do oczu. Paulina ma dopiero 20 lat – mówi tata młodej kobiety. – Świadomość, że już nigdy nie odzyska sprawności, mrozi mi krew w żyłach. Mimo potwornego wypadku pragnę zrobić wszystko, by zapewnić jej jak najlepszą przyszłość. Przyszłość, na którą tak bardzo zasługuje – mówi tata Pauliny.
W pomoc Paulinie postanowili się także zaangażować rodzice chłopaka, z którym spędzała wakacje dziewczyna oraz inni poruszeni tragedią tarnobrzeżanie. Rodzina poszkodowanej Pauliny zbiera pieniądze na leczenie, rehabilitację i sprzęt medyczny.
– Potrzebujemy pomocy w zebraniu środków na nowoczesną protezę prawej ręki, która kosztuje ponad 350 tysięcy złotych – mówi tata poszkodowanej. – To ogromne pieniądze, których sam nie jestem w stanie zgromadzić. To kwota, która jest jedyną nadzieją Pauliny na powrót do w miarę normalnej codzienność. Wiem, że nigdy nie uda jej się zapomnieć o wypadku. Że cień potwornych wydarzeń poprzedniego miesiąca zostanie z nią już na zawsze. Jedyne, co mogę zrobić, to sprawić, by jej przyszłość była łatwiejsza… Tylko Ty możesz mi w tym pomóc.
Zbiórka dla Poli organizowana jest na Siepomaga. 5 czerwca br. w Tarnobrzegu odbędzie się natomiast piknik charytatywny pod hasłem „Przywróćmy Poli uśmiech”. Wydarzenie zaplanowano od godz. 9 do 20 na pl. Bartosza Głowackiego. Wspierają go off-roadowcy, będą pokazy karate-kyokushin, park robotów, kiermasz ciast, licytacje, przejazdy motocyklowe, jazda konna i występy zespołów muzycznych.
Małgorzata Rokoszewska


