To, że niejaki Przemysław Czarnek plecie od rzeczy, wszystkim jest powszechnie wiadome. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego ogólnie – bo plecenie od rzeczy jest niejako znakiem firmowym ekipy aktualnie rządzącej Polską – gdyby nie to, że wspomniany Czarnek jest – o zgrozo, osobą w naszym państwie odpowiedzialną za edukację. A osoba taka – z założenia przynajmniej – powinna stanowić wzór i autorytet dla młodych ludzi: uczennic i uczniów. Cóż, gdy pan Czarnek – urzędnik PiS-owski – gdy tylko raczy otworzyć usta, albo napisać coś publicznie, budzi jedynie uczucie politowania dla niego wymieszane z silnym zażenowaniem, że ktoś taki jest u nas ministrem edukacji i nauki. A to dlatego, że ani z edukacją, ani z nauką pan Czarnek wydaje się nie mieć nic wspólnego, za to sporo ze stereotypami, z homofobią, z ksenofobią i z indoktrynacją światopoglądową. Pan Czarnek uważa np., że nadwagę miewają tylko dziewczynki – o dziwo, własnej jakoś nie dostrzega – że młode dziewczęta należy wychowywać w duchu „cnót niewieścich” – co oznacza podporządkowanie się mężowi, rodzenie dzieci i prowadzenie domu o pracy i rozwoju zapomniawszy – że, dla odmiany, chłopcy nie powinni nosić spodni typy rurki, bo to „nienormalny strój”, á także – że „nie chce promowania dzieci niemówiących po polsku” – to a propos uczennic i uczniów z Ukrainy…To tylko niektóre z „perełek”, które minister Czarnek rzuca – nie przed wieprze bynajmniej – a w przestrzeń publiczną kompromitując nie tylko siebie, ale i kierowany przez siebie resort. Teraz minister Czarnek znów otworzył – niestety poniekąd – usta i wygłosił „złote myśli” przy okazji kolejnej, 6. już edycji Narodowego Czytania Biblii. Cóż to naplótł pan minister edukacji i nauki? Ano, że Biblia to znakomite dzieło na trudne czasy – dzięki niemu pojmie się wszystko – od rosyjskiej napaści na Ukrainę, po galopującą u nas inflację. – Biblia to dzieło wszech czasów. Przez wieki stanowiła inspirację dla malarzy, artystów i twórców literatury. Biblia zawiera uniwersalne symbole, motywy i wzorce osobowe, których sens można odczytywać w każdej epoce. Jest wspaniałym zabytkiem kultury, nieustannym źródłem badań językoznawców, kulturoznawców czy literaturoznawców – tak „nauczał” minister Czarnek w przeddzień kolejnej edycji Narodowego Czytania Biblii, które w tym roku odbywało się pod hasłem „Pokój temu domowi”. Zdaniem szefa naszej edukacji i nauki ,(!) Biblia to „zbiór uniwersalnych zasad moralnych i etycznych, które powinny być obecne w życiu każdego człowieka, także niewierzącego czy wyznającego inną religię”. No i co w tym dziwnego? Ano w tym, że minister Czarnek jest zagorzałym zwolennikiem indoktrynacji światopoglądowej Polaków, to nic, bo o tym powszechnie wiadomo. Rzecz w tym, że to co wygłasza minister Czarnek dobitnie świadczy o tym, że nie czytał on Biblii, a jeśli już, to jej fragmenty i w dodatku – o zgrozo – kompletnie bez zrozumienia. Gdyby bowiem czytał, albo cokolwiek zrozumiał, to wiedziałby, że w Biblii, a szczególnie w Starym Testamencie krew leje się strumieniami, ludzie są kamieniowani za w zasadzie drobne przekroczenia praw boskich, Bóg wymaga krwawych ofiar itd. Do tego kobieta jest przedstawiana jako istota na niższym poziomie duchowym i moralnym niż mężczyzna. Nawet przy bardzo dobrych intencjach trudno takie treści uznawać za „zbiór uniwersalnych zasad moralnych i etycznych, które powinny być obecne w życiu każdego człowieka”, bo Biblia powstała w czasach, kiedy panowały zupełnie inne normy społeczne niż teraz. Dlatego Biblia jako święta księga chrześcijan wymaga interpretacji! Bez niej – nijak nie przystaje do współczesności. I tego nauczano w szkole już jakieś 35 lat temu, kiedy to fragmenty Biblii były lekturą obowiązkową w szkołach ponadpodstawowych. Sam tekst Biblii, bez wspomnianej interpretacji, można analizować jedynie pod względem literackim. Tę – dodajmy, że dość oczywistą – wiedzę minister Czarnek zdołał jednak jakoś „ominąć” – może chory akurat był – i teraz plecie trzy po trzy bzdury upajając się własną niewiedzą. I gdyby to był jakiś taki zwyczajny, szary człek, to jeszcze uszłoby – że wie, iż dzwonią, ale nie wie, nomen omen, w którym kościele. Ale to minister edukacji i nauki jest! I to jest naprawdę wstyd…
Redaktor Monika Kamińska


