Czasami wypada przestać być dyplomatą

fot-kaminska (1).jpg

Jak wiadomo, umiejętność dyplomatycznego zachowania się w każdej sytuacji jest tyleż pożądana, co nieoczywista. Generalnie uznaje się, że człowiek dobrze wychowany i dorosły powinien umieć panować nad swoimi emocjami nawet w skrajnych przypadkach i – o ile już musi – swą dezaprobatę wyrażać nie używając zbyt mocnych słów, nie obrażając nikogo, nie podnosząc głosu i tak dalej…I niby to jest racja
– niby, bo są chwile i zdarzenia, które – z braku lepszego wyrażenia
– nie są kompatybilne z dyplomatycznym i chłodnym zachowaniem. Są też ludzie, których zachowanie wymaga, by – jak to się mówi
– uderzyć pięścią w stół, pokazać komuś gdzie jego miejsce i uświadomić mu, że postępuje nikczemnie, bezczelnie czy głupio. Bez ogródek, bez owijania w bawełnę, nie „bułkę przez bibułkę”, tylko normalnie, wprost, w krótkich żołnierskich słowach i po męsku. I nie, to nie jest bynajmniej chamstwo – to jest dostosowanie swego przekazu do poziomu odbiorcy – to wszystko. W takich przypadkach „dyplomatyczna gadka” to zgoda na np. nazywanie ludobójstwa czynionego przez Rosjan na Ukraińcach „operacją specjalną na Ukrainie”
– zgoda na udawanie, że chamstwo nie jest chamstwem, zbrodnia nie jest zbrodnią i tak dalej.
W ostatnim czasie modelowo wręcz, jak i kiedy nie należy być na siłę „dyplomatą”, pokazał nam prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. Ów włodarz przygranicznego miasta nad Sanem, który od pierwszych dni wojny zamienił swój magistracki gabinet na pomieszczenie na przemyskim dworcu, by tam kierować organizacją pomocy dla uchodźców z Ukrainy, a garnitur i krawat na zielony uniform, dwa razy zwyczajnie nie wytrzymał ludzkiej bezczelności, cynizmu i bezmyślności. W marcu do Przemyśla przybyła delegacja włoskiego parlamentu z pomocą humanitarną dla uchodźców. Wypadało ją mile i grzecznie potraktować? A jakże – wypadało. Tylko że w tej delegacji kluczową osobą był Matteo Salvini. Nie, żeby włoski parlament podejrzewać o złą wolę, ale obecność w takiej delegacji polityka, który jest jawnie proputinowski i fotografował się na tle Kremla w koszulce z wizerunkiem rosyjskiego prezydenta i napisem „Armia Putina” i to już po aneksji Krymu przez Rosję, wyglądało na ordynarną prowokację albo totalne lekceważenie tak przemyślan z całych sił pomagających uchodźcom ukraińskim, jak i samych uchodźców. I tu „zjawił się” prezydent Wojciech Bakun, cały na zielono – bo we wspomnianym uniformie
– i dał Salviniemu taką koszulkę, w jakiej ten kilka lat temu pozował w Moskwie. Zaproponował mu też odwiedzenie uchodźców, żeby włoski polityk mógł zobaczyć co jego przyjaciel i idol, Putin, uczynił tym biednym ludziom! Na koniec włodarz Przemyśla rzucił Salviniemu po angielsku: „Nie mam szacunku dla ciebie”. Za mocno? Sądząc po reakcjach ludzi- w tym Włochów doskonale zorientowanych kim naprawdę jest Salvini – w sam raz. A niedawno Wojciech Bakun w równie mocnych słowach zwrócił się do aktora i celebryty, Antka Królikowskiego w temacie „genialnego” wręcz pomysłu tego młodego człowieka. Otóż Królikowski, który jest właścicielem federacji Royal Division zaplanował walkę na gali MMA, podczas której bić mieli się …sobowtóry Putina i prezydenta Zełenskiego. Aktor niezbyt roztropnie pochwalił się tym pomysłem w mediach społecznościowych pisząc: – Zawsze chciałem uratować świat, choćby symbolicznie. 30 kwietnia w Opolu dojdzie do spotkania dwóch facetów, wyglądających jak Ci, którzy muszą ze sobą poważnie porozmawiać…Dochód z akcji zostanie przeznaczony na pomoc dla ofiar wojny na Ukrainie. Faworyt jest tylko jeden! – napisał młody celebryta. Na reakcję na tę doprawdy idiotyczną inicjatywę nie trzeba było długo czekać, a jednym z komentujących był właśnie prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. – Trzeba mieć w głowie kakao, żeby w tym czasie promować coś takiego. Stuknij się w pusty łeb – napisał na Instagramie do Królikowskiego. Słów tych – jak zapewnił w rozmowie z nami – nie żałuje. – Pan Królikowski przekroczył granice przyzwoitości i dobrego smaku – podkreślił. – Wojna na Ukrainie to naprawdę tragedia, a nie powód do żartów i robienia na tym show biznesu – zauważył włodarz Przemyśla. – Użyłem właściwych słów, takich, które oddają poziom pomysłu pana Królikowskiego – dodał. Dodajmy że celebryta po wielu podobnych komentarzach wycofał się z federacji, przeprosił i zniknął z mediów. Widocznie dotarło do niego coś. To pokazuje, że nie zawsze trzeba być poprawnym, czasem trzeba być emocjonalnym i dosadnym. Inaczej ktoś nie zrozumie, że robi źle, albo – co gorsza – będzie udawał, że tego nie rozumie. A tak to – jak to się mówi – kawa na ławę.

Redaktor Monika Kamińska