Czego boją się mieszkańcy Matysówki?

Spotkanie mieszkańców Matysówki z władzami Rzeszowa (12.02.2023 r.). Fot. Czytelnik

To są atrakcyjne tereny, a ustalenie planu obniży wartość naszych działek. Zostaną za bezcen wykupione przez miasto,
a później sprzedane prywatnym inwestorom pod budowę szeregówek – grzmią mieszkańcy os. Matysówka. – Wykorzystaliście to, że przyłączyliście te tereny do Rzeszowa i robicie z nami co chcecie – mówią do radnych. – Władza przyjdzie, wyceni to jako użytki rolne i dadzą nam po 300 zł za ar.

Teren po zachodniej stronie ulicy Nowe Wzgórze ma ok. 29 hektarów. To pagórki porośnięte lasami i krzakami, sporo tu pastwisk i terenów rolniczych. Zanim jeszcze Matysówka stała się częścią Rzeszowa, zadawano pytanie – co nowe osiedle może wnieść do miasta. To wtedy powstała wizja, która wykorzystałaby brak zabudowy i naturalny układ terenu. Zaczęto mówić m.in. o stoku narciarskim. – Podchodziliśmy do tego różnie, wiele osób mówiło, że to niemożliwe, ale inspiracja została – mówi wiceprezydent Krystyna Stachowska. – Dziś o samym stoku już nikt nie myśli, bo ile on by działał przy takich zimach, jakie teraz mamy? Miesiąc w roku? Koncepcja się jednak rozrastała i chcemy, żeby to były całoroczne tereny rekreacyjne.

Obserwatorium kosmiczne Matysówka

Wiceprezydent sama pochodzi z Matysówki. W niedzielę pojawiła się na osiedlu, by spotkać się z zaniepokojonymi planami miasta mieszkańcami. Powodem niepokoju jest podjęta pod koniec stycznia decyzja Rady Miasta Rzeszowa o przystąpieniu do utworzenia dla Matysówki miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Na wspomnianych 29 hektarach mają powstać rekreacyjne tereny zielone. Miasto chce je jak najszybciej objąć planowaniem, żeby uchronić przed niekontrolowaną zabudową. Mówi się o parkach, ścieżkach spacerowych i rowerowych, tarasie z widokiem na panoramę miasta, a nawet o obserwatorium kosmicznym.
Tyle, że dla kilkudziesięciu osób, które mają tu działki, obserwatorium jest raczej jak wizja z kosmosu. Wielu z nich wolałoby postawić na ojcowiźnie jednorodzinny dom i zapewnić w ten sposób przyszłość swoim dzieciom. Jak miasto uchwali plan, to zamiast starać się o przekształcenie działek rolnych w budowlane, będą musieli je odsprzedać. I nie przekonują ich zapewnienia wiceprezydent, że osiedle dzięki temu zyska, bo wraz z inwestycją pojawią się nowe miejsca pracy, a centrum rekreacji sprawi, że tereny dookoła będą się rozwijać. – Pięknie pani opowiada o tym, jakie korzyści będziemy mieli, ale nas interesuje to, ile pieniędzy dostaniemy za nasze działki? Ile miasto będzie miało czasu, żeby nam za nie zapłacić? Potrzebujemy konkretów. Zapłaćcie nam uczciwe pieniądze, wtedy róbcie z tym, co chcecie.

Skąd miasto weźmie 42 mln zł?

Do konkretów niestety jeszcze daleko. Na razie wiceprezydent Stachowska zapewnia, że nie ma mowy o wykupie terenu po 300 zł za ar. – Zawsze pojawiają się legendy, że działki będą po bardzo niskich cenach. Nie wiem jednak skąd takie sygnały, dzisiaj średnio wykupujemy ar w tej okolicy za 15 tys. zł – mówiła Krystyna Stachowska.
Mieszkańców uspokajał też Robert Kultys, rzeszowski radny PiS. – Sam, jako radny, trochę byłem zaskoczony decyzją prezydenta o utworzeniu planu. Zaopiniowaliśmy ją jednak pozytywnie. Pamiętam, że główną bolączką mieszkańców było to, że miasto uchwali tu zieleń prywatną i wiele osób będzie poszkodowanych, bo będzie miało ziemię, a nic z nią nie będzie można zrobić. Ani sprzedać, ani zbudować domu. Teraz, jeśli powstanie plan, to miasto tę ziemię będzie musiało wykupić.
Na podstawowe pytanie mieszkańców – kiedy? – nie potrafił odpowiedzieć. – Faktycznie procedura nie określa, jak długo ten plan ma być przygotowywany. Może to być równie dobrze 18 miesięcy, jak się to do tej pory zdarzało, ale może być i 15 lat. W takiej sytuacji, jeśli mogę coś doradzić, jeśli państwo są zainteresowani, żeby te działki sprzedać, to trzeba naciskać na ratusz, żeby ten plan został uchwalony jak najszybciej.
Jeden z mieszkańców szybko wyliczył koszt wykupu wszystkich gruntów. – Licząc 15 tys. zł za ar, to wychodzi 42 mln zł za całość. Skąd miasto weźmie na to pieniądze?
– Wydaje się, że to duża kwota, ale te pieniądze systemowo przychodzą. Niedługo będziemy budować szkołę, tereny rekreacyjne to będzie kolejna inwestycja. Dziś tych pieniędzy nie ma, bo nie ma planu, ale one na pewno się znajdą – zapewniła Krystyna Stachowska. – Chciałabym żebyśmy tu nie używali nieprawdziwych określeń. Nikt nikomu tu nie chce niczego zabrać.
Wiceprezydent zobowiązała się też do kolejnego spotkania, na którym pojawi się prezydent oraz dyrektor Biura Gospodarki Mieniem. Przedstawią wtedy konkretne wyceny działek na os. Matysówka, które będą brane pod uwagę przy wycenie terenów przy ul. Nowe Wzgórze.

Grzegorz Król