
– Nie da się do tego huku przyzwyczaić. On za każdym razem podrywa ciało do góry, powoduje dyskomfort i trafia prosto w głowę, prosto do uszu. Żeby to było raz, dwa razy dziennie,
może dałoby się na to nie zwracać uwagi, ale to trwa od rana do wieczora i to przez siedem dni w tygodniu – skarży się mieszkanka tarnobrzeskiego Borowa, której dom sąsiaduje
z dwiema strzelnicami.
Problem hałasów dobiegających z dwóch strzelnic usytuowanych na Borowie nie jest w Tarnobrzegu nowy, jednak w obliczu trwającej w Ukrainie wojny i niekończącego się tematu bombardowań, mordowania cywilów i ginących w ostrzale żołnierzy, nabrał dla lokalnej społeczności dodatkowego wymiaru.
– Od tygodni śledzimy wiadomości dotyczące tego, co dzieje się w Ukrainie. Może one nawet już trochę spowszedniały, ale obok ogromu cierpienia, które przeżywają Ukraińcy, nie da się przejść obojętnie – mówi tarnobrzeżanka, która wprowadziła się na Borów w 2020 r. – To w człowieka wchodzi i z nim jest. Podczas codziennych zajęć, zakupów, odpoczynku. Być może nie każdy tak to przeżywa, ale jeśli ma się jakąś wrażliwość na los drugiego człowieka, to nie da się zapomnieć o toczącej się wojnie. I teraz, z jednej strony, ten strach o to, co tam się dzieje i o to, co może się do nas przenieść, a z drugiej, codzienny huk wystrzałów, które dobiegają ze strzelnic tuż obok domu. Proszę mi wierzyć, że naprawdę nietrudno o obłęd. Wyłączę telewizor, nie zaglądam do Internetu, bo chcę się odciąć, ale tego hałasu nie jestem w stanie uciszyć. A to są całe serie. I zaczynają się już o godzinie 9, ostatnie strzały słychać tuż przed 18.
Strzelnice były, zanim powstały domy
Konflikt na linii mieszkańcy Borowa kontra Polski Związek Łowiecki i Liga Obrony Kraju zaognił się, odkąd na osiedlu przybyły nowe domy. A te rosną tu jak grzyby po deszczu. Budują prywatni mieszkańcy i deweloperzy. W miejscu, gdzie jeszcze kilka lat temu były szczere pola, dziś stoi dom koło domu. Działki pod budownictwo jednorodzinne sprzedawało tu także miasto. Mieszkańcy Borowa interweniują zresztą u miejskich radnych i prezydenta, licząc, że poprzez nagłośnienie, można walczyć z hałasem.
– Byliśmy za granicą, ale chcielibyśmy kupić działkę w Tarnobrzegu. Śledziliśmy ogłoszenia. Gdy miasto ogłosiło przetarg na działki na Borowie, nie zastanawialiśmy się długo. Podobała nam się bliskość centrum i bliskie sąsiedztwo lasu zwierzynieckiego. Fakt funkcjonowania tu strzelnic nie wydawał nam się wówczas jakimś problemem – mówi właścicielka domu zlokalizowanego przy ul. Jaśminowej. – Teraz, z perspektywy czasu i kilkunastomiesięcznego mieszkania w tym miejscu, widzę, a właściwie słyszę, że jest to bardzo uciążliwe sąsiedztwo. O ile w zimie, gdy mniej przebywa się na zewnątrz domu, da się jakoś to znieść, o tyle od wiosny do jesieni nie ma mowy o odpoczynku w ciągu dnia koło domu. Proszę sobie wyobrazić chwile relaksu na leżaku na tarasie, gdy co chwilę słychać strzały. I to jest strzał za strzałem. Z różnej broni. To jest tak bardzo męczące, że niemal każde wyjście do ogrodu kończy się tym, że ze złością trzaska się drzwiami i wraca do środka. Przecież nie będę siedziała na tarasie w słuchawkach wyciszających, a szczerze mówiąc, tylko tak dałoby się zaznać tu trochę ciszy. Nasz dom stoi na ulicy bocznej od Jaśminowej. Z dala od drogi, wydawało mi się, gdy zaczynaliśmy go budować, że będziemy tu słyszeć tylko śpiew ptaków. A niestety, czujemy się tu jak na froncie. Rozmawiałam w tej sprawie z radnym reprezentującym osiedle, byłam też w Urzędzie Miasta, aby przedstawić nasz problem. Nie zostałam zignorowana, więc liczę, że ktoś się nami zainteresuje, choć zdaję sobie sprawę, że Urząd Miasta nie jest stroną w tym konflikcie.
Mieszkańcy Borowa wiedzą, że strzelnice były pierwsze, zanim oni się sprowadzili. Przeczytałam, że zbudowaliśmy się koło lotniska i chcemy teraz, żeby je zamknąć, bo przeszkadza nam, że samoloty latają. Może dla kogoś tak to wygląda, ale tak nie jest. Miasto się rozrasta nawet, jeśli zbudowane kilka dekad temu pod lasem strzelnice nikomu przez lata nie przeszkadzały, to jednak teraz, gdy dotarło do nich budownictwo jednorodzinne, muszą wziąć pod uwagę, że ich działalność nie jest obojętna dla lokalnego środowiska. Poza tym, są też pewne normy hałasu, które obowiązują w przestrzeni publicznej. Tu, jestem pewna, że są one przekroczone. Intensywność hałasu jest bowiem bardzo uciążliwa. A dla takiego osiedla jak nasze, dopuszczalna norma to 50 decybeli. I to właśnie w pomiarze hałasu mieszkańcy Borowa upatrują szansy na zastopowanie działalności strzelnic lub ich ograniczenie.
Boom na strzelnice
LOK i Polski Związek Łowiecki nie ignorują mieszkańców i modernizują swoje obiekty, wygłuszając tak, na ile to możliwe. Budynki są zresztą tak zlokalizowane, że otacza je las, co stanowi naturalny ekran akustyczny. W LOK-u strzela się w budynku, co dodatkowo tłumi hałasy. Jest to jednak jedna z czterech pełnowymiarowych strzelnic na Podkarpaciu i cieszy się dużym zainteresowaniem osób, które chcą nauczyć się strzelać. A strzela i wojsko i Wojska Obrony Terytorialnej, i policjanci i inne grupy zorganizowane. Sam klub strzelecki, liczy około 170 członków. Strzelnica Polskiego Związku Łowieckiego także cieszy się dużą popularnością. Korzystają z niej nie tylko myśliwi, ale inne grupy i osoby indywidualne.
Jak informują ogólnopolskie media, w całej Polsce strzelnice przeżywają oblężenie. To za sprawą wojny za naszą wschodnią granicą. Jako państwo członkowskie NATO, możemy się czuć bardziej chronieni niż sąsiadująca z nami Ukraina, jednak historia uczy, że sojusze bywają teoretyczne – w związku z tym, próbujemy sami zrobić coś dla bezpieczeństwa własnego i swoich rodzin. Ruch na strzelnicach jest dowodem na to, że chcemy nauczyć się strzelać. Odbycie kursu na strzelnicy jest też jednym z warunków otrzymania pozwolenia na broń. Obecnie jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie, co rodzi pewne obawy.
Małgorzata Rokoszewska


