Czy organizatorzy trafią przed sąd za tęczowy herb?

4 czerwca ulicami Sanoka przejdzie pierwszy w historii miasta Marsz Równości. Wydarzenie, które przez organizatorów promowane jest hasłem „Czyńmy miłość, a nie wojnę”, wzbudza spore kontrowersje głównie ze względu na herb Sanoka, który organizatorzy umieścili na tęczowych barwach.

Marsze Równości mają na świecie wieloletnią tradycję. Pierwszy odbył się 27 czerwca 1970 roku w Nowym Jorku. Wydarzenie zostało zorganizowane, aby upamiętnić sześciodniowe zamieszki, które miały miejsce po nalocie policji na nowojorski gejowski klub „Stonewall Inn”. Po siłowym wejściu policji do lokalu i aresztowaniu kilku osób doszło do starć mundurowych z przedstawicielami środowisk LGBT. Demonstracje po tym wydarzeniu trwały przez pięć kolejnych dni. Uczestnicy zaczęli głośno mówić o tym, że prawa mniejszości seksualnych są prawami człowieka i domagać się ich respektowania. Wydarzenia te były swoistym katalizatorem przemian i zapoczątkowały ruch walki o prawa osób nieheteronormatywnych.
W Polsce pierwszy Marsz Równości został zorganizowany w Warszawie w 2001 roku. Z małego happeningu przez lata ewoluował do miana najważniejszego corocznego wydarzenia dla społeczności LGBT. Co roku do stolicy dołączają inne polskie miasta, w tym roku będzie ich 14, a wśród nich m.in. Kraków, Wrocław i Gdańsk.

Po raz pierwszy w Sanoku

4 czerwca Marsz Równości po raz pierwszy w historii przejdzie także ulicami Sanoka. I będzie to jedyne tego typu wydarzenie w tej części Polski. Organizatorzy LGBT+ Activist SANOK oraz Kolektyw Obłęd promują je hasłem „Czyńmy miłość, a nie wojnę” i zapowiadają, że jego główną ideą jest promowanie tolerancji i szacunku.
– Jesteśmy jednym z 14 miast, które ujawniły do tej pory daty Marszów Równości, odbywające się tego roku w Polsce. Tym samym budujemy sanocką historię walki naszej społeczności LGBT+ o równe prawa! Niech Sanok i całe województwo podkarpackie także będzie miejscem otwartym dla każdego, akceptującym różnorodną społeczność i miejscem wolnym od dyskryminacji i przemocy – czytamy na stronie organizatorów.
Inicjatywie towarzyszą postulaty, których realizacji domagają się organizatorzy wydarzenia. Wśród nich są m.in.: walka z dyskryminacją i wykluczeniem, wzmocnienie ochrony prawnej przed mową i przestępstwami z nienawiści, zalegalizowanie związków partnerskich, wprowadzenie uregulowań prawnych ułatwiających proces medyczny i prawny potwierdzenia płci osobom transpłciowym w dokumentach bez zbędnych procesów sądowych oraz wprowadzenie pełnej równości małżeńskiej z prawem do adopcji.
Tęczowy herb budzi kontrowersje
Organizatorzy przygotowali także materiały graficzne promujące wydarzenie, a wśród nich tęczowy herb Sanoka. Przeróbka herbu wywołała spore kontrowersje i sprzeciw prawicowych środowisk. Andrzej Romaniak, przewodniczący Rady Miasta Sanoka związany z klubem „Łączy nas Sanok”, tworzącym nieformalną koalicję z PiS, w rozmowie z Super Nowościami skrytykował wykorzystanie przez organizatorów herbu Sanoka i przedstawienie go w tęczowych barwach. – Krytykuję to i będę krytykował
– powiedział nam przewodniczący Rady Miasta Sanoka.
Podkreślił, że organizatorzy nie wystąpili do rady o zgodę na wykorzystanie herbu, a zgodnie z przepisami powinni. – Żadne pismo w tej sprawie do nas nie wpłynęło
– powiedział. Pociągać do odpowiedzialności organizatorów jednak nie zamierza. – Każdy mieszkaniec, który poczuł się urażony wykorzystaniem herbu, może to zgłosić do odpowiednich organów, ja na razie nie zamierzam – podsumował.

Tęcza nie obraża

W obronie organizatorów stanął m.in. aktywista Bart Staszewski, który walczy o prawa osób LGBT. – Wielokrotnie w sądach udowadniano, że tęcza łączona z godłem, herbem czy Maryjką, nie urąga tym symbolom – zwrócił uwagę działacz.
Nic złego w tęczowym herbie nie widzi też miejski radny, Jakub Osika. – Jeżeli chodzi o samą formę graficzną i symbol tęczy, nie mam nic przeciwko. Jest to wyrażenie pewnego światopoglądu twórców i w myśl swobody artystycznej mają do niego prawo – skomentował dla Super Nowości.
Zastrzeżenie radnego budzi jedynie sam sposób użycia herbu, którego wizerunek jest objęty przepisami prawa. – Prawdopodobnie, o ile mi wiadomo, organizatorzy nie dochowali formalno-prawnych procedur, niemniej nie wykorzystano herbu do działalności komercyjnej, czy zarobkowej. Jednak być może czeka nas dyskusja na temat granic i norm prawnych, regulujących ochronę sanockiego herbu – dodał nasz rozmówca.
W podobnym tonie wypowiada się Marzena Marczak-Dziurawiec, radna powiatu sanockiego. – Mnie tęcza nie obraża, uważam też, że godności herbu nie uwłacza. Wystarczy tu sięgnąć po wyroki sądów, które to potwierdzają. Pozostaje zgoda na użycie herbu – i tutaj też stanę po stronie aktywistów. Tęczowy herb użyty był bowiem w celu zwrócenia uwagi na problemy społeczne, np. na uchwały anty-LGBT w Polsce – podkreśla radna i dodaje: – Nie czepiałabym się tęczowego herbu na miejscu radnych sanockich. Może zamiast świętego oburzenia warto byłoby pomóc w walce z mową nienawiści, która wylała się na LGBTQ pod publikacjami w sieci?

„Takie inicjatywy są potrzebne”

Jak podkreśla Jakub Gawron, aktywista na rzecz osób LGBT, organizator pierwszego Marszu Równości w Rzeszowie, tego typu inicjatywy są ważne i potrzebne, bo to właśnie m.in. dzięki nim, można walczyć z dyskryminacją i hejtem wobec osób LGBT. – W naszym województwie, według różnych szacunków, mieszka około 100 – 200 tysięcy osób LGBTQ. Ta społeczność powinna móc wyrażać swoje interesy za pośrednictwem własnych organizacji i nieformalnych grup oraz inicjatyw. Powinny być one stałym i widocznym elementem lokalnej sceny społecznej i samorządowej. Dzięki takim inicjatywom radnym będzie trudniej walczyć z bliżej niezdefiniowaną „ideologią LGBT”, która jest tylko pretekstem do dyskryminowania i uciszania osób LGBTQ żądających uznania ich podmiotowości oraz potrzeb – podkreśla działacz w rozmowie z Super Nowościami.
– Liczę na to, że sanocki Marsz Równości będzie zachęcał kolejne osoby z innych podkarpackich miast do organizowania nowych marszów oraz dalszej działalności na rzecz LGBTQ na bazie marszowych grup – dodaje.
Udział w marszu zadeklarowało w mediach społecznościowych już kilkadziesiąt osób. Wśród nich są także radni Osika i Marczak-Dziurawiec. – Może kolorowy marsz uświadomi sanoczanom, że choć jesteśmy różni, jesteśmy też jedną społecznością lokalną, mamy jednakową potrzebę akceptacji w środowisku. Mając wielu znajomych LGBTQ w Polsce i poza granicami wiem, jak bardzo boli ich odrzucenie przez najbliższych, przez otoczenie, czy Kościół. Wiem, jak cenne jest dla nich każde wsparcie, dlatego wezmę udział w sanockim marszu – zapowiada Marzena Marczak-Dziurawiec.
– Jestem za prawem do wyrażania własnych przekonań, poglądów i ocen. Wolność słowa to podstawowa społeczeństwa demokratycznego. Oczywiście zawsze należy przestrzegać społecznych norm i harmonijnego współżycia, aby prawo jednych nie stwarzało zagrożenia lub dyskomfortu dla innych. Organizacja marszu jak najbardziej wpisuje się w powyższe zasady. Sanok zawsze był miastem słynącym z tolerancji i otwartości. Niech taki pogląd i wizerunek nadal stanowi wizytówkę naszego Królewskiego Wolnego Miasta
– podkreśla Jakub Osika.
Czy burmistrz Tomasz Matuszewski wyda zgodę na organizację w Sanoku Marszu Równości? To i inne pytania dotyczące tego wydarzenia wysłaliśmy drogą elektroniczną do Urzędu Miasta w Sanoku, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Jak ustaliliśmy, do Prokuratury Rejonowej w Sanoku nie wpłynęło do tej pory ani jedno zgłoszenie dotyczące tęczowego herbu Sanoka.

Martyna Sokołowska