
z lat 1890-1918. Suczka Zuzia, choć
nie umie szyć ani prezentować strojów, stara się dzielnie
w tym pomagać. Fot. Andrzej Kawecki
Jedni są młodzi, inni dojrzali. Są przedstawiciele najróżniejszych profesji. Łączy ich jednak wspólna pasja – stroje
z różnych epok. To dzięki bajecznym kreacjom i dbałości o szczegóły zapraszani są na liczne uroczystości i imprezy, na których nie tylko cieszą uczestników kreacjami, ale i dają złudzenie przenosin w czasie.
Mowa o członkach Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Strojów Historycznych Damy i Huzary. Na ich czele stoi prezes Andrzej Kawecki. Sympatyczny przemyślanin, któremu niemal zawsze towarzyszy ukochana suczka Zuzia rasy yorkshire terrier, będąca maskotką stowarzyszenia, zdradza nam:
– Wcześniej też lubiłem się przebierać. Ale były to przebrania głównie militarne. Raz się złożyło, że zostałem zaproszony na jedną z imprez miejskich i przyszedłem ubrany nie w mundur, ale w strój z końca XIX wieku – opowiada.
– Spodobało się i tak zrodził się pomysł, by powołać do życia taką właśnie grupę pasjonatów, którzy będą przybliżać światu modę z różnych okresów historycznych – wspomina prezes Dam i Huzarów.
Pomysł szybko zaczął nabierać bardzo realnych kształtów.
– Zebrała się ekipa fajnych ludzi, którym chciało się i nadal chce się w to „bawić” – uśmiecha się Andrzej Kawecki. Cudzysłów jest tu jak najbardziej zamierzony, bo choć oczywiście członkowie Dam i Huzarów czerpią wiele radości z realizowania się w swej pasji, to wiąże się to także z pracą i pewnym poświęceniem. – Bywa trudno, szczególnie podczas plenerowych imprez i eventów. Dawne stroje nie były łaskawe dla noszących je w upały – wyznaje. – Ale dajemy radę. Cieszy nas, kiedy ludzie uśmiechają się na nasz widok, podziwiają nasze stroje i robią sobie z nami zdjęcia. To naprawdę bardzo miłe – podkreśla prezes Dam i Huzarów.
Czasochłonne…
Na razie skupiają się na modzie z końcówki XIX wieku i początku wieku XX. – Najpierw część strojów kupowaliśmy – wspomina Kawecki. – Teraz dzięki naszej członkini, nieocenionej Krysi Cynkarowej, która jest genialną krawcową, większość szyta jest właśnie przez nią oraz przez Jasię, Gosię i Dorotkę
– zdradza. Wszystkie stroje są szyte na miarę, na konkretną osobę. Ile to trwa? – Taką „wyjściową” suknię z lat 1890-1918 szyje się około 1,5 miesiąca. Dziewczyny mają już dużą wprawę – nie kryje prezes Kawecki. – Wzorują się na starych fotografiach z muzeum i archiwum. Mam także krewną w Londynie, która interesuje się modą z tamtych czasów i to ona przesyła nam projekty strojów.
Jeśli chodzi o dodatki, to damy i huzary same „polują” na odpowiednie dodatki do poszczególnych strojów. – Zbierają broszki i kolczyki po rodzinach, kupują w różnych miejscach – mówi Andrzej Kawecki. – Kapelusze tworzy Stasia na bazie archiwalnych opisów i zdjęć. Parasolkami zajmuje się Dorotka.
Na wykonanie parasolki, która wygląda na taką ponadstuletnią, potrzeba około tygodnia. – Musimy też mieć odpowiednie materiały – zauważa. – Nawet najlepsza współczesna koronka nie będzie „umiała” udawać takiej z roku 1900. Ostatnio dziewczyny znalazły gdzieś bardzo starą koronkę i zajęły się nią: prały, krochmaliły, pasowały i prezentuje się podobno doskonale – zapewnia prezes Dam i Huzarów. – Jeszcze nie widziałem kreacji uszytej z jej użyciem. To będzie niespodzianka – uśmiecha się. Jak opowiada, panie z Dam i Huzarów same wykonują swoje makijaże do poszczególnych stylizacji. – Problem mamy troszkę z panią fryzjerką, bo raz może nam pomóc, innym razem nie – przyznaje Andrzej Kawecki. – Ale jeśli jej nie ma, nasze członkinie także same dbają o swe fryzury…
i kosztowne
Na razie pracują nad kolekcją strojów codziennych z końca XIX i początków XX wieku. Koszt uszycia „na surowo” jednej sukni z lat 1890-1918 to ok. 1,5 tys. złotych. – Marzy nam się jednak stworzenie kolekcji strojów z lat 20. i 30. zeszłego wieku, a także z lat 50. i 60. – wzdycha prezes.
– A potem może 60. i 70., ale to kosztowne, więc na razie wstępnie jedynie o tym myślimy.
A skąd Damy i Huzary biorą na to wszystko pieniądze?
– Ze swoich portfeli – przyznaje. – Niektóre instytucje i miasta zapraszające nas na swoje imprezy płacą za nasz udział w nich, niektóre nie, więc rzec można, że nam się nie przelewa – mówi. – Przydałby się nam jakiś stały sponsor, ale w tych niełatwych czasach o takowego trudno – dodaje. Dodatkowym kłopotem Dam i Huzarów jest brak siedziby. – Pukamy do różnych drzwi. Prosimy różne osoby i instytucje. Na razie jednak nie udało nam się znaleźć swego miejsca.
Stowarzyszenie powstało w lipcu zeszłego roku. W tej chwili działa w nim 35 osób. – W okresie wakacyjnym jest nas dwa razy tyle – wyjaśnia A. Kawecki. – Teraz nasza „młodzieżówka” rozjechała się na studia poza Przemyśl – tłumaczy. Bo w Damach oraz Huzarach są ludzie bardzo młodzi i bardzo dojrzali. Są przedstawiciele najróżniejszych profesji. Łączy ich jednak wspólny cel: bawić i uczyć innych historii. – Wiele osób, widząc nas przebranych, pyta, z jakiego okresu są dane stroje i wtedy jest okazja, by przybliżyć im rys historyczny – uśmiecha się Andrzej Kawecki.
Jeśli więc naszym Czytelnikom zdarzy się kiedyś spotkać na ulicy ludzi ubranych tak, jak nosiło się np. 100 lat temu, niech nie myślą, że nagle przenieśli się w czasie. Najprawdopodobniej spotkają po prostu pasjonatów z Dam i Huzarów z Przemyśla.
Monika Kamińska


