Derby są nasze, bonus już nie

Skuteczny finisz żużlowców Texom Stali Rzeszów w postaci czterech z rzędu podwójnie wygranych biegów pozwolił im rozstrzygnąć 76. Derby Południa na swoją korzyść. Fot. Wit Hadło

Do ostatniego biegu ważyły się losy punktu bonusowego w 76. Derbach Południa. W nich ostatecznie górą byli rzeszowianie, a „oczko” za lepszy bilans w dwumeczu pojechało do Tarnowa. Z perspektywy Texom Stali to i tak nieźle, bowiem po 10 biegach przegrywała ona już 28-32. Piorunujący finisz gospodarzy i kuriozalna pomyłka gości w kwestii doboru kolorów kasków, pozwoliły miejscowym żużlowcom odwrócić losy pojedynku.

TEXOM STAL Rzeszów 51
UNIA Tarnów 38

TEXOM STAL: 9. P. Miesiąc 5+2 (1*,2,0,2*,-), 10. E. Krcmar 13+1 (3,1*,3,3,3), 11. H. Łęgowik 8 (2,3,w,3,0), 12. D. Lampart 6 (t,0,3,3), 13. K. Woelbert 9+1 (0,2,2,2*,3), 14. M. Majcher 0 (0,0,w), 15. T. Salonen 10+1 (3,3,0,2*,2)
UNIA: 1. O. Bober 10+1 (3,2,1,2,1,1*), 2. T. Aarnio zz , 3. K. Hansen 11 (0,2,3,3,1,w,2), 4. P. Rolnicki 3+2 (1*,1*,1,w,-), 5. P. Ljung 3+1 (1*,0,2,w,0,-), 6. P. Świercz 4+1 (1*,2,1), 7. W. Drejer 7+1 (2,3,1*,1,w)
Na Derby Południa na torze przy ul. Hetmańskiej rzeszowscy kibice czekali aż 1876 dni. Po oraz ostatni obie drużyny rywalizowały z sobą nad Wisłokiem w 2017 r. Wówczas górą była Unia, która wygrała 53-37. Także w pierwszym tegorocznym spotkaniu w Tarnowie triumfowały „Jaskółki” (52-37). Rzeszowianie chcąc zatem w rewanżu wygrać za 3 pkt, a przy okazji wyprzedzić tarnowian w ligowej tabeli, od początku spotkania musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i możliwości. Chcieć to jednak nie zawsze móc. I tak też początkowo było i tym razem.

Niby u siebie, ale jak na wyjeździe

Nie pierwszy raz w tym sezonie ekipa Janusza Stachyry i Pawła Piskorza potrzebowała mniej więcej połowę meczu, by… przystosować się do swojego domowego toru. Być może byłoby zupełnie inaczej, gdyby do skutku doszedł piątkowy trening. Jednak ten został odwołany z powodu (tu cytat z klubowego FB) nie nadającego się do treningu toru po nocnych opadach deszczu (?!). Tymczasem w sobotnie popołudnie rzeszowska nawierzchnia przypominała początkowo pustynię, a na takim torze zdecydowanie lepiej czuli się tarnowianie. – Spodziewaliśmy się cięższego toru w Rzeszowie, tym bardziej że warunki temu sprzyjały. W początkowej fazie zawodów nasza drużyna radziła sobie, mecz był bardzo wyrównany, dużo emocji. Coś popsuło się w decydującej fazie zawodów – analizował spotkanie Stanisław Burza, trener Unii.
Mecz rozpoczął się od serii remisów (8 w pierwszych 10 wyścigach), które jednak przy odrobinie szczęścia – a raczej braku pecha – po stronie rzeszowian, wcale nie musiały mieć miejsca. Już w biegu juniorów miejscowi wysforowali się na podwójne prowadzenie, ale jadący z kontuzją nogi Mateusz Majcher najpierw dał się objechać Williamowi Drejerowi, a tuż przed metą także Piotrowi Świerczowi. Chwilę później Majcher, tym razem z Eduardem Krcmarem ponownie jechali na 5-1, ale do pełni szczęścia zabrakło niespełna 100 metrów. Właśnie na tyle przed metą zdefektowała maszyna Majchera i zamiast podwójnego zwycięstwa gospodarzy, bieg zakończył się remisem 3-3. Nie inaczej było w biegu 9., gdzie również przy prowadzeniu miejscowych 5-1, zdefektował motocykl Pawła Miesiąca. Seria nierozstrzygniętych wyścigów przerwana została nieco wcześniej, bo w 6. gonitwie. I to nieoczekiwanie przez tarnowian. Tym razem rzeszowianie (Woelbert i Salonen) ponownie dali się objechać rywalom, którzy wygrali 4-2 i objęli dwupunktowe prowadzenie w całym meczu (17-19). Gdy tarnowianie powtórzyli ten wynik w biegu 8. (zabrakło w nim Majchera, który odczuwał skutki kontuzji – przyp. red.), wydawało się, że mają oni mecz pod kontrolą. Zwłaszcza, że w 10. biegu para Ljung – Świercz prowadziła podwójnie, ale aptekarskie sędziowanie uratowało rzeszowian od podwójnej porażki. Za utrudnianie procedury startowej drugie ostrzeżenie otrzymał Hubert Łęgowik, co wiązało się z wykluczeniem go z powtórki wyścigu. W niej na wysokości zadania stanął niespodziewanie zawodzący dotąd Dawid Lampart, dzięki czemu strata gospodarzy się nie powiększyła (28-32). – Mecz na początku bardzo nam się nie ułożył. Problemem znowu był brak szczęścia. Trzykrotnie prowadząc 5-1, zrywały się łańcuszki i zamiast podwójnych zwycięstw, były remisy 3-3 – przyznał na pomeczowej konferencji prasowej Paweł Piskorz, menedżer Texom Stali.

Kuriozalna pomyłka

W dalszej części meczu rzeszowianie niczym za dotknięcie czarodziejskiej różdżki przeszli prawdziwą metamorfozę, wygrywając podwójnie trzy kolejne gonitwy, czym odwrócili losy pojedynku. Na nic zdała się obecność w szeregach przyjezdnych trenera-koordynatora, czyli samego Marka Cieślaka. To „Żurawie” złapały wiatr w żagle i nie zamierzały się zatrzymywać. Co więcej, pojawiła się przed nimi nawet szansa zgarnięcia także punktu bonusowego. Warunkiem koniecznym do tego były jednak dwa podwójne zwycięstwa w biegach nominowanych. Pierwszy z nich zakończył się wygraną rzeszowian… 5-0. Wszystko przez kuriozalny błąd w ekipie z Tarnowa, która pomyliła kolory kasków swoich żużlowców. Co ciekawe, sędzia wyłapał to dopiero po przerwanym biegu z powodu upadku Kennetha Hansena. – Wcześniejszy upadek Ljunga, który był spowodowany tym, że po prostu powietrze zeszło mu z przedniego koła i spadła mu opona był takim przełomowym momentem, kiedy przestało nam się układać. Potem zamieszanie w biegach finałowych ze zgłoszeniem kolorów kasków. Dużo emocji przyczyniło się do tego, że popełniliśmy błąd – tłumaczył Stanisław Burza. W powtórce 14. biegu bez wykluczonych tarnowian, zgodnie z oczekiwaniami gospodarze przywieźli do mety 5 „oczek” i w całym meczu prowadzili już 48-35. Do pełni szczęścia brakowało już tyko – albo aż – 5-1 w ostatniej gonitwie dnia. W niej wprawdzie wygrał najskuteczniejszy w szeregach rzeszowian Eduard Krcmar, ale za jego plecami przyjechali dwaj tarnowianie, którzy w pokonanym polu pozostawili kapitana Texom Stali, Huberta Łęgowika. To oznaczało zwycięstwo gospodarzy, ale tylko za 2 pkt.
– Przede wszystkim chciałbym podziękować naszym kibicom, którzy niesamowicie nas dziś dopingowali. Było to czuć w parku maszyn, że są z nami i nas wspierają. Same zawody były bardzo ciężkie, bo Unia mocno się nam postawiła w pierwszej części zawodów. Tor w miarę fajnie nam pasował, ale mimo wszystko szukaliśmy troszkę przełożeń, bo ta pogoda delikatnie „przypiekła” nawierzchnię i zrobił się nieco twardszy. Co do mojej postawy, to zawsze może być lepiej. Kto by się spodziewał, że dwa komplety sprzęgieł, które miałem, po prostu się popaliły. Maszyna długo trzymała pod taśmą, tymczasem sprzęgło pociągnęło, a że miałem już jedno ostrzeżenie, to zostałem wykluczony. Szkoda, bo na pewno ten mecz mógł się dla nas ułożyć dużo lepiej – przyznał po meczu Łęgowik. – Ta wygrana mogła być dużo większa. Straciliśmy tego bonusa. Szkoda. Musimy niestety przyznać, że ten sezon jest dla nas przegrany. Mieliśmy inne założenia, inne aspiracje były dla tej drużyny. Natomiast z optymizmem patrzymy na przyszłość. W tym sezonie zostały nam jeszcze dwa mecze. Postaramy się w nich wypaść jak najlepiej. Mam chociaż nadzieję, że meczem z Unią i tą walką na torze osłodziliśmy troszkę naszym kibicom słaby sezon – dodał Paweł Piskorz, menedżer ekipy z Hetmańskiej.

Woelbert zostaje

Jeszcze przed zakończeniem sobotniego meczu ogłoszono przedłużenie kontraktu na sezon 2023 z Niemcem, Kevinem Woelbertem. Sam zainteresowany chciał to przekazać osobiście rzeszowskim kibicom tuż po 14. biegu, jednak z powodu awarii bezprzewodowego mikrofonu (która to już w tym sezonie?!), musiał go w tym wyręczyć spiker.

W innych zaległych meczach: Optibet Lokomotiv Daugavpils – OK Bedmet Kolejarz Opole 48-42, SpecHouse PSŻ Poznań – Optibet Lokomotiv Daugavpils 53-37(n. 14, 42-48).

1. Opole 11 18 +124
2. Rawicz 10 17 +44
3. Poznań 10 15 +72
4. Daugavpils 11 15 +30
5. Tarnów 10 10 -92
6. Rzeszów 10 9 +16
7. Piła 10 3 -192

W następnej kolejce: Rzeszów – Rawicz (17.07. – termin ulegnie zmianie ze względu na niedostępność w tym dniu stadionu przy ul. Hetmańskiej).

Marcin Jeżowski