Dla kogo złoto Kataru?

Argentyna lub Francja – w niedzielę jedna z tych reprezentacji po raz trzeci w historii zostanie mistrzem świata. Fot. FIFA

W sobotę, a przede wszystkim w niedzielę poznamy najważniejsze rozstrzygnięcia kończącego się w ten weekend mundialu w Katarze. Najpierw (sobota, godz. 16) do rywalizacji o brązowy medal przystąpią reprezentacje Chorwacji i Maroka. Dzień później (niedziela, godz. 16) w wielkim finale o swój trzeci w historii tytuł mistrza świata powalczą Argentyna i Francja. mecz ten ma poprowadzić trójka polskich arbitrów: Szymon Marciniak (główny) oraz Tomasz Listkiewicz i Paweł Sokolnicki (liniowi).

– Do kolejnego mundialu pozostały 4 lata, ale myślę, że już mi wystarczy. Zakończenie całej przygody w ten sposób jest najlepszą opcją. Kończę moją przygodę z mistrzostwami świata, zagram ostatni mecz w finale. Wszystko, co widziałem na mundialach, było bardzo ekscytujące, zarówno to, czego doświadczają tutaj fani, jak i to, jak cieszą się mieszkańcy Argentyny – mówi przed niedzielnym finałem Leo Messi, którego cytuje sportowy dziennik Ole. Dla gwiazdora „Albicelestes” będzie to drugi i jak sam przyznał ostatni w roli piłkarza finał w życiu. 8 lat temu zagrał on w decydującym o losach mistrzowskiego tytułu meczu z Niemcami, który Argentyna przegrała 0-1. Tym razem ma być inaczej. – Jesteśmy o krok po wielu walkach i postaramy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby tym razem zdobyć tytuł – przekonuje 35-latek, który w półfinałowym meczu z Chorwacją wyrównał rekord Lothara Matthausa w liczbie rozegranych meczów na mistrzostwach świata (25). To oznacza, że w niedzielę ma on szansę zostać samodzielnym liderem tej klasyfikacji z 26 mistrzowskimi spotkaniami na koncie. Jednak finał będzie pojedynkiem nie tylko o tytuł najlepszej drużyny globu, ale również o tytuł króla strzelców katarskiego mundialu. Aspiruje do niego aż czterech piłkarzy: Leo Messi (5 goli + 3 asysty), Kylian Mbappe (5 goli + 2 asysty) oraz Olivier Giroud i Julian Alvarez (obaj po 4 gole). Kibice ostrzą sobie apetyty zwłaszcza na pojedynek tych dwóch pierwszych piłkarzy, który określany jest mianem starcia „Króla” z „Księciem”.
„Trójkolorowi” stają przed szansą obronienia mistrzowskiego tytułu, jako trzecia reprezentacja w historii mundialu. W przeszłości sztuka ta udawała się Włochom (1934 r. i 1938 r.) oraz Brazylii (1968 r. i 1962 r.). – Jesteśmy razem już od miesiąca. To nie jest łatwe, ale do tej pory to przyjemność. Są emocje, duma. Został jeszcze znaczący krok. Już ostatni – mówił po zwycięskim 2-0 półfinale z Marokiem Didier Deschamps, selekcjoner Francji, dla którego najbliższy finał będzie już trzecim w karierze. W 1998 r. jako kapitan „Trójkolorowych” poprowadził na ojczystych boiskach drużynę do tytułu mistrza świata. 20 lat później w Rosji powtórzył to osiągnięcie już jako selekcjoner „Les Bleus”. Tym samym został on trzecim człowiekiem w historii, który zdobył mistrzostwo świata jako piłkarz i trener. Przed nim dokonali tego tylko Brazylijczyk Mario Zagallo (mistrz jako piłkarz w 1958 r. i 1962 r. oraz jako trener w 1970 r.) i Niemiec Franz Beckenbauer (mistrz jako piłkarz w 1974 r. i jako trener w 1990 r.). Przed finałem z Argentyną francuskie media spekulują na temat możliwości powrotu do Kataru Karima Benzemy. Ze względu na uraz, jakiego doznał on na treningu przed pierwszym meczem mundialu 2022, opuścił on zgrupowanie reprezentacji Francji, ale wciąż pozostaje oficjalnie zgłoszonym zawodnikiem do turnieju. Jak się okazuje jego klub Real Madryt miał wydać zgodę na powrót piłkarza do Kataru. To oznacza, że będzie on mógł odebrać medal, a optymiści twierdzą nawet, że zagrać w finale. – Nie zamierzam odpowiadać na to pytanie. Poproszę następne. Bardzo przepraszam – skwitował krótko pytanie ws. Benzemy Didier Deschamps.
Dzień przed niedzielnym meczem poznamy trzecią drużynę świata. W pojedynku o brązowy medal zmierzą się aktualni wciąż wicemistrzowie świata, dla których będzie to z pewnością mecz pocieszenia oraz rewelacja katarskiego mundialu, Maroko. „Lwy Atlasu” już przeszły do historii, będą pierwszą drużyną z Afryki, która awansowała do strefy medalowej mistrzostw świata. W sobotę mogą pójść jeszcze dalej, zostając pierwszym w historii afrykańskim brązowym medalistą mundialu.

Marcin Jeżowski