
Portretowanie ptaków i zwierząt na gęsich wydmuszkach zajmuje jej wiele godzin. Efekt końcowy jest jednak imponujący, a misterne dzieła sztuki wzbogacają kolekcje pasjonatów nie tylko z Polski.
Już sam materiał, na którym powstają te portrety budzi ciekawość. Prościej byłoby przecież pracować z papierem bądź płótnem. Malwina Nyk-Walska z Tarnobrzega postawiła sobie jednak poprzeczkę wyżej. Jej dzieła powstają na gęsich i strusich wydmuszkach. Każda z nich jest minimalnie inna, ma inną barwę, różnią się wielkością i obłością. Unikaty stworzone przez naturę, w rękach artystki stają się jeszcze bardziej wyjątkowe.
– Inspiruję się naturą i podążam za intuicją – mówi Malwina Nyk – Walska. – Nie każdy temat sprawdza się na wydmuszce. I nie każdy rysunek się z nią komponuje. Ptaki w sposób nierozerwalny związane są ze skorupkami jaj. Wykluwają się z nich, więc portretowanie ich na wydmuszkach budzi naturalne skojarzenia, które nie potrzebują specjalnego wyjaśniania.
Moc delikatności
Wydmuszki kojarzą się z delikatnością, kruchością. Natura tak je jednak wymyśliła, by stanowiły najbezpieczniejszy azyl dla rozwijających się w nich stworzeń. – Wydmuszki już same w sobie są dziełami sztuki stworzonymi przez naturę. Są delikatne i mocne jednocześnie. Dzięki swojej strukturze i barwom doskonale nadają się jako malarskie podłoże. Moje prace powstają przez wiele godzin. Gdy maluję, trzymam wydmuszkę w ręce i nie zdarzyło mi się, aby w tym czasie któraś pękła. Wszelkie wypadki z wydmuszkami zdarzały się, gdy zostawały odstawione. Póki są w rękach, są naprawdę bezpieczne. Wydmuszki to bardzo trwały budulec, który może przetrwać wiele lat bez uszczerbku, jeśli tylko dobrze się z nimi obchodzimy.
Malowane sercem i precyzją
Obok prac Malwiny Nyk – Walskiej nie da się przejść obojętnie. Podziw budzi nie tylko jej talent, ale przede wszystkim precyzja wykonania jej małych dzieł. Ptaki to w ogóle wdzięczny temat do malowania, bo są wyjątkowo urodziwymi stworzeniami, które charakteryzuje wiele szczegółów. Tarnobrzeska artystka oddaje piękno każdego detalu postaci przenoszonych na jej miniaturowe dzieła.
– Najpierw powstaje szkic. Szkic, w którym muszę uwzględnić owal wydmuszki. Potem rozpoczynam pracę z barwami. Nanoszę kolejne kolory, starając się, by jak najdokładniej oddać każdy szczegół. Zdarza się, że niektóre rysunki wymagają poprawek, więc część rysunku zdarza mi się zmywać. Farby, których używam wnikają jednak w wydmuszkę i nie da się ich już całkowicie usunąć. Dzięki takim poprawkom powstają jednak czasem barwy, których nie uzyskałabym malując po raz pierwszy. Moja praca polega więc na tym, aby obserwować to, co powstaje, podążać za efektami i kreować proces twórczy tak, aby jego finał był dla mnie i odbiorcy zadowalający.
Unikaty rozsyłane w świat
Pani Malwina jest artystką wszechstronną. Jej prace charakteryzuje godna podziwu precyzja. Tę wytrwałość w kreowaniu szczegółów doceniają odbiorcy jej prac. Każda obsypywana jest pozytywnymi komentarzami. A jej dzieła stanowią ozdobę kolekcji nie tylko w Polsce.
– Moimi odbiorcami są miłośnicy sztuki i przyrody. Ponieważ ostatnio tematem moich prac na gęsich wydmuszkach są ptaki, to wiele z nich trafiło już do osób, które się nimi pasjonują. Jak na czas, od kiedy pracuję z wydmuszkami, a jest to niewiele ponad rok, to moje prace trafiły już do całkiem sporej grupy odbiorców w Tarnobrzegu, Kielcach, Gdańsku, Gdyni, Warszawie, czy także Łomży i Opocznie. Poza Polskę wysyłałam je także do Niemiec.
Smocze jaja i dzikie węże
Wydmuszki, które w rękach Malwiny Nyk-Walskiej zmieniają się w małe dzieła sztuki, są przez nią zamawiane już bez wypełnienia. Kto próbował choć raz w życiu zrobić wydmuszkę z kurzego jaja, wie, że nie jest to wcale takie proste, aby pozbyć się z niej zawartości i pozostawić skorupkę w jak najbardziej nienaruszonym stanie. Pani Malwina zamawia więc swoje wydmuszki u profesjonalisty, który dostarcza gotowe tło dla jej prac.
– Prac na gęsich wydmuszkach powstało już w mojej pracowni całkiem sporo, a że lubię tworzyć ciągle nowe rzeczy, to przymierzam się obecnie do pracy z wydmuszkami strusimi. Są one większe, więc dają możliwość stworzenia na nich większych prac. Chciałabym na nich namalować smoki lub węże – mówi Malwina Nyk-Walska.
– Myślę, że już wkrótce będę mogła takie prace zaprezentować, bo pomysł na nie już w głowie kiełkuje. Mam nadzieję, że uda mi się dzięki takim pracom zatrzymać na nich czyjś wzrok. Sama lubię twórczość, obok której nie da się przejść obojętnie, która przyciąga lub zatrzymuje wzrok. Taka jest moja filozofia tworzenia i odbioru sztuki: w świecie zdominowanym przez rzeczy, które powstają w milionach sztuk, w świecie produktów masowych, wytwarzanych szybkim i tanim kosztem, tworzyć przedmioty niepowtarzalne, doprecyzowane, misterne.
Piękne jak Fabergé
Jednym z najbardziej zapamiętanych przez Malwinę Nyk-Walską komplementów, które usłyszała pod adresem swoich prac, był komentarz osoby, która porównała jej prace do słynnych jaj Fabergé.
– To było dla mnie wielkie wyróżnienie, że komuś nasunęło się takie porównanie. Tamte jaja są jak bajeczne precjoza, wysadzane kosztownymi kamieniami. Ich zaprojektowanie i wykonanie zajęło wiele pracy i wymagało ogromnego kunsztu. Moje prace są zupełnie inne, ale cieszę się, że także potrafią cieszyć oko, potrafią sprawić przyjemność i dają satysfakcję poprzez swoją unikatowość. Nie spotkałam się z podobnymi pracami innego artysty, więc cieszę się, że wnoszę w przestrzeń wielu domów swoją skromną jakość.
Emocjami malowane
Wykonane z jubilerskim rozmachem i zegarmistrzowską precyzją prace pani Malwiny nie są na szczęście tak drogie jak słynne jaja czy kopie jaj Faberge. Można je mieć na własność za o wiele niższą cenę.
– Maluję wydmuszki, bo czuję potrzebę dzielenia się radością, którą sprawia mi tworzenie. Nie jest to dla mnie źródło utrzymania, ale i nie zatrzymuję tych prac przy sobie. Cieszę się, gdy idą w świat, gdy sprawiają radość innym i to nie tylko w okresie świąt Wielkiej Nocy, ale przez cały rok – mówi tarnobrzeżanka.
Piękno i kruchość często idą w parze. Wielkanocne pisanki są tego niezwykłym symbolem. Trochę przypominają nam także o rodzinnych relacjach i świątecznych emocjach. Tak jak te pierwsze łatwo stłuc, tak te drugie łatwo zerwać lub zaniedbać. I jedne i drugie chronione i zadbane przez cały rok, w okresie Wielkiej Nocy dają radość i moc. A symboliczny wymiar święcenia ich w Wielką Sobotę i dzielenia się nimi w niedzielę Wielkanocną z najbliższymi mają bezcenną wartość.
Małgorzata Rokoszewska


