Dziennikarz i milicjant zamordowani?

Według zeznań Wioletty Z. Tadeusz P. miał zwabić Marka Pomykałę do swojego domku w Wołkowyi, tam udusić, a ciało ukryć. Posesję byłego policjanta przeszukano dopiero w 2021 roku. Fot. Martyna Sokołowska

Śledztwo w sprawie zabójstwa sanockiego dziennikarza Marka Pomykały zostało przedłużone do końca roku
– dowiedziały się Super Nowości. Prokuratura Okręgowa w Krakowie i miejscowy wydział Archiwum X mają dodatkowe sześć miesięcy na rozwikłanie zagadki jego tajemniczego zaginięcia. Mężczyzna 29 kwietnia wyszedł z domu i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Nie znaleziono też jego ciała. Z naszych ustaleń wynika, że w sprawę zamieszany może być były policjant.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Pomykały i milicjanta Krzysztofa Pyki zostało wszczęte 31 grudnia 2020 roku i, jak dowiedziały się Super Nowości, właśnie zostało przedłużone do 31 grudnia tego roku. Czynności w tej sprawie prowadzi zespół śledczych z Prokuratury Okręgowej w Krakowie we współpracy z miejscowym wydziałem Archiwum X. Prokuratorzy i policjanci ze względu na specyfikę, charakter i dobro postępowania w dalszym ciągu nie ujawniają żadnych informacji w sprawie.

Wyszedł i ślad po nim zaginął

Marek Pomykała wyszedł z domu w Sanoku w nocy z 29 na 30 kwietnia 1997 r. Wcześniej późnym wieczorem dzwonił do wicekomendanta i komendanta Komendy Wojewódzkiej Policji w Krośnie, ale do dzisiaj nie wiadomo, o czym rozmawiali. Obaj funkcjonariusze zasłaniają się niepamięcią.
Do dzisiaj nie udało się także ustalić, kto i po co tego wieczoru dzwonił do domu dziennikarza z dwóch miejscowych barów, i czy się z nim wtedy spotkał. Nie wiadomo też, co stało się z notesem, aparatem fotograficznym i dyktafonem, które zostawił w domu.
Maluch Pomykały został znaleziony 30 kwietnia przy bramie zapory w Solinie. W aucie nie było paliwa, a samochód był zamknięty, czego dziennikarz według relacji rodziny i znajomych nigdy nie robił. Policja szybko przyjęła wersję o samobójstwie mężczyzny, nurkowie przez kilka dni szukali jego zwłok z Jeziorze Solińskim, ale bezskutecznie. Śledztwo po zaledwie kilku miesiącach zostało umorzone. Ciała dziennikarza do dzisiaj nie znaleziono.

Szokujące zeznania

W 2012 roku Wioletta Z., była kochanka emerytowanego policjanta Tadeusza P., opowiedziała koleżance, a później zeznała na policji, że były policjant przyznał jej się do zamordowania Pomykały. Miał to zrobić na swojej posesji w Wołkowyi, bo dziennikarz badał okoliczności śmiertelnego wypadku w Łączkach pod Leskiem z 21 listopada 1985 roku, którego P. był sprawcą. Pełnił wówczas funkcję wicekomendanta leskiej milicji. Na miejsce wypadku sprowadzono jego ojca, a prawdziwe okoliczności zdarzenia zatuszowano. Miejscowy prokurator umorzył sprawę, sprawca nie poniósł odpowiedzialności.
Tadeusz P. miał się także przyznać kochance do spowodowania tego wypadku oraz zabicia milicjanta Krzysztofa Pyki, który był świadkiem tuszowania jego prawdziwych okoliczności.
Sierżant Pyka, jak relacjonowali w rozmowie z Super Nowościami jego znajomi, dążył do ujawnienia prawdy o wypadku, odmówił też podpisania fałszywego protokołu. W nocy z 12 na 13 grudnia 1985 roku zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jego ciało 3 lutego 1986 roku wyłowiono z Jeziora Solińskiego. Okoliczności jego śmierci do dzisiaj nie wyjaśniono. Śledztwo w tej sprawie umorzył ten sam prokurator, który wcześniej umorzył sprawę wypadku w Łączkach.

Prokurator umarza sprawę

Na podstawie zeznań Wioletty Z. w 2014 roku Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Pomykały i Krzysztofa Pyki. W sprawie przesłuchana została także była żona Tadeusza P., Ewa P. Zeznała, że były mąż przyznał jej się do spowodowania śmiertelnego wypadku w Łąkach, zamordowania milicjanta Krzysztofa Pyki i „zabicia i zakopania trzeciej osoby”.
Prokurator prowadząca sprawę nie znalazła jednak na to wystarczających dowodów i umorzyła oba wątki śledztwa. W uzasadnieniu napisała m.in., że nie ma żadnych dowodów na to, aby Pomykała zajmował się sprawą wypadku w Łączkach i śmiercią milicjanta Pyki, Tadeusz P. nie miał więc motywu, aby pozbawiać dziennikarza życia. Były policjant nie został przesłuchany. Prokurator odstąpiła także od przeszukania miejsca, w którym według relacji Wioletty Z. były policjant miał zamordować dziennikarza.
Nam jednak udało się dotrzeć do osób, które potwierdzają, że Marek Pomykała pracował nad obiema sprawami. To byli policjanci, jeden z posterunku w Bieszczadach, drugi z sanockiej policji. W rozmowie z Super Nowościami potwierdzili, że dziennikarz pytał ich zarówno o sprawę wypadku w Łączkach, jak i tajemniczą śmierć sierżanta Pyki.
Rozmawialiśmy także z przyjacielem Pomykały, któremu kilka miesięcy przed zaginięciem opowiadał o śledztwie dziennikarskim, które prowadzi w sprawie wypadku w Łączkach.
Wbrew ustaleniom rzeszowskiej prokuratury Tadeusz P. miał więc motyw, aby pozbyć się Marka Pomykały.

Kulisy zbrodni w książce?

Dopiero po 30 latach, kiedy w polskim prawie przedawnia się zbrodnia zabójstwa, Tadeusz P. wysłał do krośnieńskiego wydawnictwa e-mail z propozycją napisania książki na podstawie swoich wspomnień. Treść miała dotyczyć wydarzeń z połowy lat 80. Były policjant przyznaje się w nim do spowodowania pod wpływem alkoholu śmiertelnego wypadku. Pisze też o „usunięciu dwóch świadków” tego wypadku. Wspomina o swoistym „układzie”, który miał pomagać w tuszowaniu zbrodni. Mieli go tworzyć „milicjanci oraz ich przełożeni, prokurator – późniejszy szef prokuratury, aplikant – późniejszy prezes sądu oraz naczelnicy WSUW Krosno”.
Z pisarzem, który podjął się napisania książki, Tadeusz P. pojechał w Bieszczady. Jak relacjonował nam pisarz, odwiedzili m.in. miejsce, w którym były policjant miał pozbawić życia milicjanta Pykę. Na miejscu domniemanej zbrodni złożył kwiaty…
Od śmierci milicjanta Krzysztofa Pyki minęło 36 lat, od zaginięcia Marka Pomykały 25 lat. Ich rodziny nadal nie wiedzą, co wydarzyło się w nocy z 12 na 13 grudnia 1985 roku i 29 kwietnia 1997 roku.
Apelujemy do osób, które posiadają jakiekolwiek informacje w sprawie śmierci milicjanta Krzysztofa Pyki czy zaginięcia Marka Pomykały o kontakt pod adresem sokolowska.supernowosci@gmail.com. Zapewniamy pełną anonimowość.

Martyna Sokołowska