
40 dzików może zostać odstrzelonych w Rzeszowie. Od jakiegoś czasu pojawiają się one w mieście, czym wzbudzają niepokój mieszkańców. – Boję się wychodzić po zmroku, jak wracam z pracy to dzwonię po męża – mówiła mieszkanka Pogwizdowa. Miasto zamierza zrobić wszystko, aby ludzie się nie bali.
– Latem tego roku wydano decyzję zezwalającą na odstrzał redukcyjny 40 dzików, które przemieszczają się po Rzeszowie. Stado pojawia się na Staromieściu, na os. Miłocin, czy Tysiąclecia, ale również przychodzą bliżej centrum – informuje Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
Przypomnijmy. Dziki pojawiły się na rzeszowskich bulwarach w październiku. Przez ich obecność zagrodzono policyjną taśmą nawet kawałek parku, bo schowały się w tam krzakach. Przesiedziały tam do nocy, a potem wróciły, skąd przyszły. Z przygody mają pamiątkę, bo wylądowały na okładkach kilku gazet. Ślady po dzikich zwierzętach na placu zabaw znaleźli mieszkańcy ul. Lubelskiej. Rzeszowianie żyli w strachu, a dziki radośnie buszowały po mieście.
– Musieliśmy podjąć działania, bo mieszkańcy się bali – tłumaczy Artur Gernand. I dodaje, że problem z dzikami polega na tym, że rozrastając się miasta weszły na terytorium zwierząt. – Nie jest to problem tylko naszego samorządu, inne polskie aglomeracje też się z tym borykają – podkreśla urzędnik. Decyzja środowiskowa o odstrzale dzików obowiązuje do końca marca 2023 roku. Za odstrzał odpowiedzialny jest Polski Związek Łowiecki.
Człowiek przyjacielem dzika
Lek. weterynarii Robert Sączawa poinformował, że z Rzeszowa do tej pory wywieziono jednego dzika. – To jest pół dnia chodzenia za nim. Następnie uśpienie tego zwierzęcia i przewiezienie do lasu – mówi. I dodaje, że w tak dużym stadzie, które chodzi nad Wisłokiem, jest to trudne, bo jeśli dzik dostanie lek ze strzałki, to ucieka. A dopiero po kwadransie trzeba mu tę dawkę zaaplikować ponownie. – To jest trochę znęcanie się nad nim – zauważa lekarz weterynarii. – Z dzikami się tak nie postępuje, bo mają grubą sierść, męczą się, przegrzewają i może on po takiej narkozie paść – informuje Robert Sączawa. Nie wyklucza, że po jednym odstrzale myśliwskim reszta stada się spłoszy i nie będzie już przychodzić do Rzeszowa.
Co je tak przyciąga? – One się tu urodziły w okolicy Wisłoka i ciągną do swojego terenu. Nie są szkodliwe, bo nie atakują ludzi. Wiedzą, że człowiek im nic nie zrobi, więc podchodzą do niego jak do przyjaciela – mówi lek. wet. Robert Sączawa.
Zagrożeniem dziki są po zmroku. Wtedy, kiedy ich nie widać na drodze. – Mogą spowodować wypadki drogowe – podkreśla weterynarz.
Kinga Dereniowska


