Epidemia niepłodności

Wg statystyk, co dziesiąta para w Polsce ma problem z poczęciem potomstwa. Polska jest jednym jednym z nielicznych krajów w UE, w którym leczenie metodą in vitro nie jest wspierane przez państwo. Fot. Wit Hadło, Pixabay

Z roku na rok w Polsce rodzi się mniej dzieci. W 2021 r. było to 331 tys., we wcześniejszych latach odpowiednio: 355 tys. (2020 r.), 375 tys. (2019 r.) i 403 tys. (2018 r.). Wg statystyk, co dziesiąta para ma problem z poczęciem potomstwa. Pomóc w tym mógłby Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, czyli in vitro, dzięki któremu latach 2013 – 16 przyszło na świat ponad 22 tys. dzieci (164 w Rzeszowie). Niestety, po objęciu władzy przez PiS minister zdrowia Konstanty Radziwiłł podjął decyzję o zaprzestaniu jego kontynuacji. Jednocześnie rząd zaproponował alternatywne rozwiązanie czyli „Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w latach 2016 – 20”. Efekt? Dość mizerny – zaledwie 294 poczęcia.

– Stres i szybkie tempo życia sprawią, że co dziesiąta para ma problem z zajściem w ciążę. Do nas zgłaszają się coraz bardziej zdeterminowani ludzie pragnący potomka. Niestety, Rzeszów, jako jedno z nielicznych miast wojewódzkich, nie wspiera finansowo mieszkańców w diagnozowaniu przyczyn niepłodności, leczeniu i powołaniu do życia długo wyczekiwanego dziecka przez zabieg in vitro
– mówi dr Tadeusz Mazurek, prezes Centrum Leczenia Niepłodności Parens w Rzeszowie.

Polska niechlubnym wyjątkiem

Z raportu European Society of Human Reproduction and Embryology wynika, że dzięki technice zapłodnienia in vitro w ciągu 40 lat pojawiło się na świat przyszło 8 mln dzieci. Najintensywniej z metody in vitro korzysta Hiszpania – w niej zanotowano 119 875 przypadków wspomaganej prokreacji rocznie. Kolejne miejsca zajmują: Rosja – 110 723 cykle, Niemcy – 96 512 oraz Francja – 93 918.
Chociaż w Polsce panuje największy od kilkudziesięciu lat kryzys demograficzny, jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, w którym leczenie metodą in vitro nie jest wspierane przez państwo. Osoby zmagające się z niepłodnością, u których możliwości finansowe nie pozwalają na pokrycie ogromnych kosztów leczenia, pozostają całkowicie dyskryminowani i pozbawione szansy na rodzicielstwo. Większość Polaków uważa, że in vitro powinno być dostępne dla wszystkich potrzebujących par. Tylko dzięki tej metodzie możemy sprawić, iż w Polsce urodzi się więcej dzieci. – Chyba nie chcemy, aby prawo do posiadania dziecka było uzależnione od prawicowych posłów, czy też stanowiska hierarchów kościelnych – mówi Grażyna z Rzeszowa.

Petycja do prezydenta

Pierwszy w historii program zdrowotny finansowania in vitro ze środków publicznych na lata 2006 – 08 wdrożył Marek Balicki, minister zdrowia w rządzie SLD. Po objęciu władzy przez PiS w listopadzie 2005 r. program został wstrzymany. Platforma Obywatelska po wygranych wyborach w 2007 r., wbrew deklaracjom poparcia dla in vitro, nie wznowiła tego programu. Dopiero po 6 latach, w 2013 roku, Platforma uruchomiła program finansowania in vitro ze środków publicznych bazujący na programie lewicowym z 2005 r. Po powrocie do władzy PiS program znowu został zamknięty.
W odpowiedzi na trudną sytuację niepłodnych, Stowarzyszenie „In Vitro Bez Granic” przygotowało petycję o przywrócenie w Polsce Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, którą podpisało już kilkadziesiąt tys. osób. Dokument ma zostać przekazany prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie oraz marszałkowi senatu Tomaszowi Grodzkiemu. Projekt ustawy o in vitro, która wprowadza finansowanie dla par i jednostek, które będą chciały posiadać dziecko z budżetu państwa został też złożony przez posłów lewicy. Projekt przewiduje 300 mln złotych, co oznacza, że rocznie z programu będzie mogło skorzystać około 15 tysięcy par.

Co o pomyśle sądzą podkarpaccy parlamentarzyści?

– In vitro jest metodą akceptowaną na całym świecie. Uważam, że dla osób, które w inny sposób nie mogą począć dziecka, powinna być w Polsce refundowana. Znam osoby, które były przeciwnikami in vitro, ale gdy urodziła im się wnuczka czy wnuczek, pokochały je bezwarunkowo i nie przeszkadza im, w jaki sposób zostały poczęte. Nikt nie powinien być sumieniem osób, które się na to (in vitro) godzą. Tylko fałszywa moralność każe niektórym głosować przeciw. Ja zagłosuję na tak – powiedziała Krystyna Skowrońska, poseł PO z Podkarpacia. Odpowiedzi nie udało nam się uzyskać od poseł PiS Marii Kurowskiej, która na podobnie zadane pytanie odpisała, że odpowie, ale nie dziś i nie jutro, bo jest bardzo zajeta.

Anna Moraniec