Epidemii nie ma, ale może wrócić. Zaszczepmy się!

W Polsce w pełni zaszczepionych na COVID-19 jest 22,5 mln osób. To niespełna 60 procent populacji. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

Premier Mateusz Morawiecki przestrzegł, że COVID-19 może wrócić jesienią i zaapelował o kontynuowanie szczepień przeciwko tej chorobie. Temat został poruszony w wywiadzie dla podcastu „Przygody Przedsiębiorców”, podczas którego premier został zapytany, czy w związku z sytuacją covidową na świecie, przewiduje wprowadzanie nowych obostrzeń pandemicznych? – Mam nadzieję, że nie, ale przestrzegam dzisiaj wszystkich przed tym, co może się stać jesienią. COVID-19 może wrócić, dlatego zachowujmy zasady sanitarne. To jedna rzecz, ale druga, to zaszczepmy się tą trzecią, albo czasami czwartą dawką. Ja sam za kilka tygodni chcę przyjąć czwartą dawkę, chcę ponownie się zaszczepić – powiedział.

Dodał także, że być może, tak jak na grypę, także ci, którzy będą się chcieli szczepić na COVID-19, będą się mogli zaszczepić co roku. – Jeśli będzie taka możliwość, to ja tę szczepionkę chciałbym przyjąć przed sezonem jesiennym, ponieważ uważam, że ona chroniła. Wszystkich do tego zachęcam. Im więcej osób zostanie zaszczepionych, tym większa szansa, że również unikniemy jakichkolwiek perturbacji gospodarczych – podkreślił. Jego zdaniem, jak wynika z dalszej części wywiadu, rząd dobrze poradził sobie z ekonomicznymi skutkami pandemii. Jak podkreślił… najlepiej w Unii Europejskiej. A także z walką o zdrowie Polaków. Według niego, jeśli chodzi o opiekę nad chorymi na COVID-19 jest „jedna zasadnicza różnica” między Polską, a np. Francją. – Tam dokonywano selekcji: „ten pacjent jeszcze może pójść na leczenie, a ten pacjent już nie może pójść na leczenie”. To się nazywa „triaż” w medycynie. U nas nie było czegoś takiego. Owszem – były różnego rodzaju problemy, ogromne problemy w służbie zdrowia, ale staraliśmy się położyć każdego pacjenta – zapewnił szef rządu. I przypomniał, że w tym celu powstały m.in. specjalne szpitale covidowe, m.in. na Stadionie Narodowym. Nie dodał tylko, że Polska miała prawie przez cały okres pandemii najwyższą śmiertelność.
Pandemia to jedno, zamknięcie się służby zdrowia na pacjentów i strach przed zakażeniem się samych obywateli to drugi i trzeci powód nadumieralności. Nie można zapominać jednak o czwartej, może najważniejszej przyczynie. W Polsce o pandemii decydowali politycy a nie lekarze. I tak już w lipcu choć cały świat walczył z koronawirusem, ten sam premier Mateusz Morawiecki zrewolucjonizował wiedzę naukową dotyczącą epidemii i zdusił ją tylko sobie znanymi sposobami. – Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie. Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się, idźmy na wybory – mówił Morawiecki 2 lipca 2020 r., 10 dni przed wyborami prezydenckimi. – Niestety, władza nie chce podejść do problemu pandemii w sposób merytoryczny – mówił wtedy dr Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog, ekspert w zakresie kontroli zakażeń, aktywny komentator i analityk pandemii COVID-19, który wkrótce stracił stanowisko w rządowej instytucji. „Eksperci zostali wyrzuceni poza nawias, a medycyną katastrof zajmują się wojewodowie, minister zdrowia oraz premier. Przecież ta pandemia to jest problem medycyny zdarzeń masowych, a nie zwykła choroba zakaźna – wielkie liczby chorych w krótkim czasie, zatory karetek pod szpitalami, a oni robią to tak, jakby to było 5 autobusów z wypadku. A my tu mamy 10 autobusów ciężko chorych dziennie! Tymczasem rząd wcześniej w ogóle obywał się bez ekspertów, a potem powołał całkowicie podległy sobie 10-osobowy zespół z zakaźnikiem prof. Andrzejem Horbanem na czele i 7 osobami z urzędów centralnych” – krytykował Grzesiowski.

Anna Moraniec