
Marcelo Mednez to argentyński trener siatkarzy Jastrzębskiego Węgla, który w ub. sezonie prowadził Asseco Resovię.
Mimo że Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej dopiero się zaczęły, już mamy megasensację, jaką jest przegrana Argentyny z Arabią Saudyjską. Dobrze znany w Rzeszowie argentyński trener siatkówki, Marcelo Mendez, mimo porażki uważa, że zespół jest tak silny, jak w 1978 i 1986 roku.
Argentyńczycy zaczęli mundial od sensacyjnej porażki z Arabią Saudyjską 1-2. W grupie spotkają się jeszcze z Meksykiem i Polską. „Albicelestes” wciąż należą do głównych faworytów turnieju. Pochodzący z Buenos Aires 58-letni Mendez, który od niespełna roku pracuje w Polsce – najpierw w Asseco Resovii, a w tym sezonie w Jastrzębskim Węglu, przyznał, że jak każdy chłopiec w jego kraju chciał być piłkarzem. – Oczywiście, że grałem w piłkę na ulicy, jak wszyscy. Przynajmniej godzinę dziennie. Nie byłem jednak zbyt dobry i w końcu zdecydowałem się na siatkówkę. Futbol jest dla nas, Argentyńczyków, bardzo ważny, jest czymś więcej niż sportem – religią. Kochamy go, żyjemy dla niego – podkreślił. Jak przyznał, jego rodacy patrzą dalej niż na wyjście z grupy. – Jasne, że wszystko trzeba robić krok po kroku, ale myślę, że na papierze mamy najmocniejszy zespół w grupie. Z drugiej strony piłka nożna to specyficzny sport. Inaczej niż w siatkówce, nie zawsze wygrywa najlepszy i o niespodzianki jest łatwo, o czym przekonaliśmy się na inaugurację. Oczekiwania są jednak jasne – mamy bardzo dobry zespół, świetnych piłkarzy i wierzymy, że możemy wygrać ten turniej. Łatwo jednak nie będzie, bo konkurencja jest mocna, a i zaczęliśmy od wpadki – ocenił selekcjoner reprezentacji Argentyny siatkarzy. Przyznał, że droga do trzeciego tytułu mistrza świata nie będzie łatwa. – Mocnych konkurentów jest wielu. Poza tym najpierw trzeba wyjść z grupy, potem – żeby zostać mistrzem – trzeba już wygrać wszystkie spotkania – zauważył.
W jego opinii warunki atmosferyczne panujące w Katarze nie faworyzują Argentyńczyków. – Co prawda grywamy przy takiej pogodzie u siebie, ale też pamiętajmy, że nasi piłkarze występują w europejskich klubach. Inna sprawa, że w takich chwilach decyduje adrenalina. Nie czujesz zimna czy upału, liczy się tylko futbol, myśli się wyłącznie o wygraniu meczu – zwrócił uwagę. Argentyńczyk wspominał „złote” zespoły z mundiali w 1978 i 1986 roku. – Na mecze w 1978 chodziłem jako młody chłopak. Mieliśmy wtedy w składzie Mario Kempesa, bramkarza Ubaldo Fillola, Daniela Passarellę czy Osvaldo Ardilesa. W 1986 było inaczej, bo w drużynie grał Diego Maradona. To był nie tylko jeden z najlepszych piłkarzy na świecie, ale – dla mojej generacji – ktoś więcej, comandante – wskazał Mendez. Gwiazdą i liderem obecnej kadry Argentyny jest od dłuższego czasu Messi. – W ostatnich 4 – 5 latach zmienił charakter swojej gry jako kapitan. Jest dla nas bardzo ważny. Ma 35 lat, więc zapewne to jego ostatni mundial, dlatego bardzo chce wykorzystać tę ostatnią szansę, by zostać mistrzem świata – ocenił. Nie ukrywał, że atmosfera, jaką pamiętają widzowie meczów na mundialu w Argentynie w 1978 roku, oddaje naturę kibicowania piłkarzom w tym kraju. – To nasze życie, wciąż tak jest, tylko konfetti już się nie rzuca. Podczas meczu zapominamy o problemach ekonomicznych i innych. Myślimy tylko o wsparciu zespołu. Nie jesteśmy fanami, jesteśmy supporters. Kochamy nasz narodowy zespół – tłumaczył szkoleniowiec. Jego zdaniem do Kataru ma MŚ wybierze się dużo argentyńskich kibiców. – Co prawda nie mają za dużo pieniędzy, ale na pewno znajdą sposób, by tam pojechać, choć czasem będzie to wymagać poświęceń, np. niektórzy będą spać na ulicy. Oczywiście, że śledzę mistrzostwa. Zrobię sobie matę i obejrzę mecze w telewizji. Będziemy wymieniać opinie z przyjaciółmi i rodziną. Najbliższy miesiąc upłynie pod znakiem mundialu – zaznaczył były zawodnik siatkarskiej sekcji słynnego River Plate, z którym jest związany od małego, bowiem dorastał w dzielnicy Belgrano w Buenos Aires, gdzie w pobliżu siedzibę ma ten klub. – Grałem jako siatkarz w tym klubie, a potem przez dwanaście lat pracowałem tam w roli trenera – wspomina Mendez. – Do dziś serce bije mi mocniej, gdy słyszę River Plate i stadion Monumental. To jest moja ukochana drużyna, choć akurat w piłkę grałem najmniej, jak wspomniałem, tylko dla zabawy. Natomiast przed siatkówką grałem sporo w koszykówkę i rugby, które jest też bardzo popularne w Argentynie. Byłem na wielu piłkarskich meczach, zwłaszcza że pracowałem wręcz na terenie stadionu, gdzie znajdują się też boiska do siatkówki. Widziałem więc mnóstwo zaciętych spotkań określanych mianem Superclásico pomiędzy River Plate a Boca Juniors, którymi żyje się nie tylko w Argentynie. Od kiedy pamiętam, zawsze pojawiały się dodatkowe emocje i ogromne szaleństwo ze strony kibiców. Ta nienawiść i rywalizacja fanów obu zespołów jest nie do opisania, zwłaszcza jak te zespoły spotykają się ze sobą w finałach rozgrywek
– mówi Mendez, przyznając, że na meczach siatkarskich między tymi klubami nie ma jednak aż takiej rywalizacji. – To jest zupełnie inna historia. Siatkówka jest sportem dużo spokojniejszym i nie wywołuje aż takich emocji. Oczywiście nie ma tam przyjaźni, ale rywalizacja nie jest tak zaciekła, pewnie też z tego względu, że Boca Juniors nie ma mocnego zespołu siatkarskiego. River Plate jeszcze liczy się w rywalizacji, ale Boca to dużo słabsza drużyna – mówi Mendez.
rm


