Gdy rodzic nie może znieść rozłąki z dzieckiem

– Manifestujący przynieśli przed przemyski sąd plakat
z fotografią zmarłego śp. Aleksandra B. Fot. Monika Kamińska

Gdy małżonkowie się rozstają, a mają dzieci, te nierzadko stają się kartami przetargowymi w relacji zwaśnionych, niegdyś bliskich sobie ludzi. Są elementem szantażu lub zemsty. A wiadomo, że rodzica najbardziej boli izolacja od ukochanego dziecka. To może zabić i nie jest to niestety tylko przenośnia. Aleksander B. targnął się skutecznie na swoje życie, bo nie mógł spotykać się ze swoją córeczką. – Nie pozwolimy, by jego śmierć poszła na marne – mówi dziś kolega śp. Aleksandra, Mariusz Repecki, także alienowany ojciec.

29 kwietnia miało miejsce tragiczne wydarzenie, które wstrząsnęło całym Przemyślem. Oto nad ranem ktoś zawiadomił straż pożarną, że przy ulicy Mickiewicza, opodal budynku Sądu Rejonowego płonie samochód. W istocie dwa zastępy strażaków, które ruszyły na miejsce zastały tam płonącego volkswagena na jarosławskich numerach rejestracyjnych. Samochód udało się ugasić i wówczas to okazało się, że w fotelu kierowcy znajdują się całkowicie zwęglone zwłoki. Wkrótce ustalono, że zmarły to 48-letni Aleksander B. Od początku „na mieście” mówiono, że mężczyzna, który spłonął w samochodzie, popełnił samobójstwo. W tym kierunku też sprawę badała prokuratura. Tymczasem przemyślanie zastanawiali się nad tym, czy wybór przez Aleksandra B. miejsca, w którym odebrał sobie życie, był przypadkowy, czy też nie.
Miejsce, które śp. Aleksander B. wybrał na ostatnie w swoim życiu nie było przypadkowe. Mężczyzna walczył przed sądem o kontakty ze swoją córką, które ograniczała mu matka dziecka. – Walczył bezskutecznie, bo matka nie stosowała się do postanowień sądu – mówi nam dziś Mariusz Repecki, kolega nieżyjącego Aleksandra B., z którym obaj byli w organizacji społecznej „Szczyty Alienacji Rodzicielskiej”. – Twierdziła, że córka „boi się ojca i nie chce się z nim spotykać” – wspomina mężczyzna. – Olek nie mógł już tego wszystkiego znieść i postanowił odebrać sobie życie. Uczynił to dokładnie 4 dni po 25 kwietnia, kiedy to obchodzony jest Dzień Świadomości Alienacji Rodzicielskiej – wzdycha M. Repecki.

Manifestowali przed przemyskim sądem

Jak podkreśla mężczyzna, on i inni alienowani rodzice, a także dziadkowie skupieni w „Szczytach Alienacji Rodzicielskiej” oraz ze Stowarzyszenia „Z podniesioną głową”, nie chcą, by śmierć Aleksandra B. poszła na marne. – Ludzie muszą się dowiedzieć, jak wygląda alienacja rodzicielska i jak wielka jest skala tego zjawiska – podkreśla przemyślanin. – Dlatego zorganizowaliśmy 13 lipca manifestację pod Sądem Rejonowym w Przemyślu – wyjaśnia. Manifestujący przynieśli z sobą transparenty z napisami „Stop Alienacji Rodzicielskiej”, a także znicze, które ustawili w miejscu śmierci Aleksandra B. Nie zabrakło także plakatów ze zdjęciem zmarłego oraz informacją o tym, że to nieżyjący już ojciec, który został, jak to ujęli organizatorzy, zaszczuty przez Sąd Rodzinny. – Olek, tak jak i ja, zabiegał o kontakty ze swoją córką od 2015 roku – wyjaśnia M. Repecki. – W zeszłym roku podpisał ugodę z byłą żoną, ale ona i tak jej nie przestrzegała – podkreśla. – Rejestrował wszystko na policji, każde jej nadużycie w ostatnich miesiącach. Składał zawiadomienia, tak samo jak ja, odnośnie do znęcania się psychicznego nad dzieckiem z art. 207 kk oraz 107 kw bez rezultatów. Wszystko tak samo jak w moim przypadku było umarzane – mówi przemyślanin. – Tak samo jak i ja miał sprawy z udziałem tej samej sędzi z przemyskiego Sądu, która jego sprawy przeciągała – stwierdza M. Repecki.

Sprawy ciągną się latami

Wydawałoby się, że to co powiedział nasz rozmówca jest czymś oczywistym i jeśli rodzic, z którym dziecko mieszka utrudnia, albo wręcz uniemożliwia drugiemu kontakty z dzieckiem, to wymiar sprawiedliwości powinien zareagować i mu pomóc. – Powinien, ale w praktyce tak nie jest – mówi szef organizacji społecznej „Szczyty Alienacji Rodzicielskiej” Przemysław Koziński. – W praktyce postanowienie sądu o kontaktach tego drugiego rodzica z dzieckiem, to tylko kartka papieru – podkreśla. – Jeśli rodzic, z którym dziecko mieszka, a najczęściej jest to matka, nie chce realizować tego postanowienia, to może to robić w zasadzie bez konsekwencji – zauważa. Jak to możliwe?
– Ano tak, że alienowany rodzic może co prawda zwrócić się do sądu z wnioskiem o wydanie postawienia o zagrożeniu nakazem zapłaty od rodzica, który utrudnia mu, albo uniemożliwia kontakty z dzieckiem, ale niewiele to daje – wyjaśnia P. Koziński.
– To jest odrębne postępowanie, które sądy potrafią przeciągać w nieskończoność – zauważa. – Na przykład w ten sposób, że powoływani są liczni świadkowie, co jest z gruntu zbędne, bo sytuacja jest aż nadto jasna. Takie postępowanie może trwać nawet 2 -3 lata – zdradza P. Koziński. – A w tym czasie rodzic alienujący nadal nie dopuszcza drugiego do kontaktów z dzieckiem. Taka izolacja powoduje zerwanie więzi dziecka z alienowanym rodzicem, a przy tym dziecko jest w tym czasie z reguły manipulowane przez rodzica alienującego
– podkreśla szef „Szczytów Alienacji Rodzicielskiej”. – Jeśli już zostanie wydane postanowienie o zagrożeniu nakazem zapłaty, co graniczy zwykle z cudem, to próba wyegzekwowania go oznacza kolejne, nowe postępowanie sądowe, które trwa znów 2-3 lata – wyjaśnia P. Koziński.
– Alienujący rodzic w takiej sytuacji pozwala na sporadyczne kontakty, by potem w sądzie udowadniać, że nie alienuje drugiego rodzica. Manipulują też dziećmi, by te deklarowały niechęć do kontaktów. Sądy nie badają przyczyn tej niechęci, tylko przyjmują, że dziecko nie chce i tyle – opowiada. Społecznik, a jednocześnie prawnik nie ukrywa, że jest przekonany, iż sprawy tego rodzaju są przeciągane w czasie, bo z racji ich trwania wielu ludzi ma po prostu zajęcie. Mowa tu o sędziach, ale także na przykład biegłych i pracownikach instytucji wydających opinie na okoliczność relacji rodzica z dzieckiem.
Przemysław Koziński zauważa także, że sądy w Polsce bardzo rzadko orzekają opiekę naprzemienną nad dzieckiem w przypadku rozstania rodziców, a tymczasem w innych krajach UE taka opieka jest bardzo częstym rozwiązaniem. – W praktyce opieka naprzemienna jest u nas orzekana, gdy oboje rodzice się na nią godzą – podkreśla.
– Kiedy jedna strona mówi „nie”, sąd nie wnika dlaczego się nie zgadza i podnosi, że między rodzicami jest na tym tle konflikt, więc nie można zastosować opieki naprzemiennej- tłumaczy.
Można sobie próbować wyobrazić, co czuje rodzic, który nie może spotykać się ze swoim dzieckiem. Ból, rozpacz, bezsilność i świadomość, że zerwanej przez alienację rodzicielską więzi z dzieckiem nie da się już odbudować nigdy. Czy naprawdę musi dochodzić do takich sytuacji, że rodzic o te kontakty ze swoim dzieckiem musi walczyć i musi odbijać się od muru biurokracji w sądach?

Monika Kamińska