Górnik na kolanach, Stal wiceliderem!

PGE Stal Mielec nie przestraszyła się Górnika Zabrze w składzie m.in. z mistrzem świata z 2014 r. Lukasem Podolskim i po raz kolejny zagrała na nosie wszystkich ekspertom, którzy przed sezonem wskazywali ją jako murowanego kandydata do spadku. Fot. Twitter Górnik Zabrze

Był 19 października 1974 roku. Stal Mielec po golach Grzegorza Laty i Jana Domarskiego wygrała w Zabrzu 2-1. Przez kolejnych 48 lat mielczanie nie potrafili zdobyć stadionu Górnika. Aż do minionej soboty, kiedy to po znakomitym spotkaniu pokonali oni zespół z Zabrza 3-1 i awansowali na pozycję wicelidera tabeli PKO BP Ekstraklasy.

To była kolejna weryfikacja skazywanej przed sezonem na spadek drużyny PGE Stali Mielec. Ta już we wcześniejszych meczach pokazała, że niewiele robi sobie z przedsezonowych opinii i w 4 dotychczasowych meczach zdobyła aż 7 punktów. „Oczko” mniej przy jednym rozegranym meczu miał przed sobotnią potyczką Górnik, który przystępował do niej opromieniony ostatnim zwycięstwem przed własną publicznością nad wicemistrzem Polski, Rakowem Częstochowa. Tym razem kibice nie stawili się na trybunach Areny Zabrze tak licznie, jako to miało miejsce w dwóch poprzednich domowych meczach Górnika (16 748 widzów z Cracovią i 16 905 z Rakowem – przyp. red.), ale i tak sobotnia frekwencja (13 043), jak na polskie warunki, była całkiem przyzwoita.

Bohaterów dwóch

– Przez pierwsze pół godziny graliśmy tak, jak chcemy, by grał Górnik. Mieliśmy dosyć sytuacji, by „zamknąć” wtedy spotkanie, strzelić więcej goli. Potem przestaliśmy grać. Może mecz wydawał się nam za łatwy? To było bardzo dziwne. Sami siebie pokonaliśmy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej wyraźnie niepocieszony Bartosch Gaul, trener Górnika. Pierwsze minuty spotkania z PGE Stalą sugerowały, że jego podopiecznych stać będzie w tym meczu na odniesienie trzeciego zwycięstwa. To bowiem miejscowi lepiej przystosowali się do grząskiej murawy, która tuż przed pierwszym gwizdkiem przyjęła sporą dawkę wody po ulewie, jaka przeszła nad Górnym Śląskiem. W 13. min grający w barwach Górnika mistrz świata z 2014 roku Lukas Podolski popisał się znakomitą (już trzecią w tym sezonie) asystą, którą – wykazując się sporym sprytem – na bramkę zamienił Paweł Olkowski. Chwilę później powinno być 2-0 dla Górnika, ale Podolski zachował się niczym boiskowy żółtodziób i mając przed sobą jedynie Bartosza Mrozka, nie potrafił umieścić piłki w bramce PGE Stali (z linii bramkowej wybił ją jeden z mieleckich defensorów). – Bardzo ważnym momentem była niewykorzystana sytuacja Lukasa Podolskiego, po której mogło być 2-0 dla Górnika. Wtedy byłoby nam trudniej – analizował po meczu Adam Majewski, szkoleniowiec PGE Stali. W tym momencie przebudzili się dotąd niemrawo poczynający sobie przyjezdni. Jeszcze przed przerwą boiskowe wydarzenia wykreowały dwóch bohaterów w ekipie Adama Majewskiego. Pierwszym z nich był pozyskanym latem tego roku holenderski napastnik, Said Hamulić, który tuż przed przerwą z dziecinną łatwością ograł w polu karnym Górnika Rafała Janickiego oraz Aleksandra Paluszka i strzałem nie do obrony, tuż pod porzeczkę, doprowadził do remisu. Z kolei już w doliczonym czasie gry Hamulić dał się sfaulować Janickiego na 20. metrze przed bramką Kevinna Brolla. Do piłki podszedł drugi z mieleckich bohaterów w tym meczu, Maciej Domański, który precyzyjnym strzałem tuż przy słupku zdobył dla PGE Stali bramkę do szatni, dającą jej prowadzenie 2-1.
– Mecz w Zabrzu zaczął się dla nas najgorzej, jak mógł, bo Górnik objął prowadzenie. Z biegiem czasu spotkanie było pod naszą kontrolą. Szacunek dla zespołu za reakcję po straconej bramce. Udało się do przerwy strzelić dwa gole. Cieszymy się, bo Stal dawno tu nie wygrała. Jesteśmy zadowoleni, oby tak dalej, ale to dopiero piąta kolejka – mówił na pomeczowej konferencji mielecki szkoleniowiec. Tuż po zmianie stron ponownie w głównej roli wystąpił duet Hamulić – Domański. Ten pierwszy w efektownym stylu (piętą) wyłożył niczym na tacy piłkę Domańskiemu, który dopełnił tylko formalności, zdobywając już 4. gola w tym sezonie. Dzięki temu trafieniu, mielecki pomocnik razem z dwoma piłkarzami Wisły Płock (Davo i Rafał Wolski) otwiera klasyfikację najskuteczniejszych strzelców PKO BP Ekstraklasy. – Wiedzieliśmy, że prowadzenie 2-1 to niebezpieczny wynik i chcieliśmy po przerwie podejść wysoko i szybko zdobyć trzecią bramkę. I tak się stało po pięknej akcji – cieszył się Majewski.

Pomocnik w bramce Górnika

Po takim ciosie, zadanym przez mielczan na początku II połowy, zabrzanie nie byli już w stanie się podnieść. Wprawdzie próbowali oni zdobyć kontaktowego gola, ale w głównej mierze kończyło się jedynie na dobrych chęciach. A jeśli nawet zabrzanom udało się zagrozić bramce Bartosza Mrozka, ten kolejny raz w tym sezonie spisywał się bez zarzutu. – Tuż przed przerwą straciliśmy drugą bramkę, zaraz po niej trzecią. To nie wpłynęło dobrze na mentalność. Mieliśmy jeszcze sytuacje, ale nic nie chciało wpaść – opisywał przebieg meczu trener Gaul. Jakby tego było mało dla zabrzan, od 86. min grali oni w „10” po tym, jak przed własnym polem karnym Kevinn Broll w bezpardonowy sposób powalił Mateusza Maka. Zabrzański golkiper ujrzał chwilę później czerwoną kartę, a z racji tego, że wcześniej Bartosch Gaul wykorzystał już limit zmian, między słupkami bramki Górnika stanął… pomocnik, Krzysztof Kubica. – Kevin Broll grał w ostatnich meczach wysoko i był za to chwalony. Dziś się spóźnił, to się zdarza. Decyzję o wejściu do bramki Krzysztofa Kubicy musiała być podjęta w ciągu 15 sekund. Tego nie da się przygotować wcześniej – przekonywał szkoleniowiec Górnika. Trzeba jednak przyznać, że z powierzonej roli Kubica wywiązał się znakomicie, broniąc m.in. uderzenie z rzutu wolnego Piotra Wlazły. – Na treningach śmialiśmy się, że w razie takiego wypadku ja wchodzę do bramki. Takiej sytuacji nie było przez trzy lata, aż wydarzyła się tym razem. Można powiedzieć, że to debiut – mówił Kubica, cytowany przez stronę internetową klubu z Zabrza.

Kto by się tego spodziewał?

Ostatecznie wynik sobotniego spotkania nie uległ już zmianie i mielczanie mogli się cieszyć z trzeciego ligowego zwycięstwa w tym sezonie. Po 5 kolejkach mają oni na koncie już 10 punktów i w ligowej tabeli ustępują miejsca jedynie Wiśle Płock. Kto by się tego spodziewał jeszcze miesiąc temu?

W innych meczach: Cracovia – Piast Gliwice 0-1, Lech Poznań – Śląsk Wrocław 0-1, Miedź Legnica – Zagłębie Lubin 0-1, Pogoń Szczecin – Wisła Płock 2-2, Radomiak – Lechia Gdańsk 4-1, Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 2-2, Widzew Łódź – Legia Warszawa 1-2, Korona Kielce – Warta Poznań (dziś, godz. 19)
1. Wisła 5 13 16-4
2. PGE Stal 5 10 10-5
3. Pogoń 5 10 8-6
4. Legia 5 10 7-5
5. Cracovia 5 9 7-3
6. Radomiak 5 8 8-7
7. Śląsk 5 8 4-4
8. Zagłębie 5 8 3-3
9. Raków 4 7 6-5
10. Korona 4 7 5-4
11. Górnik 4 6 5-5
12. Widzew 5 4 6-7
13. Jagiellonia 5 4 5-7
14. Piast 4 3 1-5
15. Warta 4 3 3-8
16. Lechia 4 3 4-10
17. Lech 4 1 2-7
18. Miedź 4 1 3-8

W następnej kolejce: Piast – PGE Stal (21.08. – godz. 17.30)

GÓRNIK – PGE STAL w liczbach
63 Posiad. piłki (proc) 37
5 Strzały celne 7
12 Strzały niecelne 7
10 Rzuty rożne 1
4 Spalone 0
9 Faule 7

Marcin Jeżowski