
Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie został ogrodzony siatką. Na niej wisi kartka, żeby uważać na niebezpieczeństwo, bo zbyt bliski kontakt może odbić się na naszym zdrowiu. Okazuje się, że Podkarpacki Inspektorat nadzoru budowlanego nakazał właścicielowi pomnika remont.
„Zgodnie z nakazem PINB dla miasta Rzeszowa zostały zdemontowane odspojone płyty,
grożące odpadnięciem. Teren został tymczasowo ogrodzony z uwagi na zły stan
techniczny pomnika i zagrożenie życia i zdrowia ludzkiego” – czytamy na kartce
zawieszonej na płocie. Nikt się pod nią nie podpisał.
W Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego usłyszeliśmy, że rzeczywiście
wydano decyzje nakazującą „usunięcie zdemontowania odspojonych, grożących
odpadnięciem płyt na cokole pomnika”. – Została w listopadzie, a termin zakończenia prac
był do 31 grudnia ub.r – podaje Krystyna Janicka, kierowniczka PINB. I dodaje, że już
przeprowadzono już jedną kontrolę podczas której nie stwierdzono wykonania decyzji
Inspektoratu. – Zaplanowaliśmy kolejną – zapowiada Krystyna Janicka. Jeśli właściciele
pomnika nadal nie usuną płyt, będą musieli zapłacić karę.
Chcieliśmy zapytać ojców Bernardynów kto poniósłby konsekwencje, gdyby wydarzył się
nieszczęśliwy wypadek i komuś fragment pomnika spadłby na głowę, ale w poniedziałek
ojciec gwardian nie odebrał od nas telefonu.
850 tys. zł na usuniecie pomnika
Tymczasem na grudniowej sesji sejmiku woj. podkarpackiego radny Czesław Łączak z
PiS, złożył wniosek, aby ojcom bernardynom przekazać 850 tys. zł na likwidację
monumentu. – Ten wniosek był inspirowany dbałością o stosunek do naszej kultury –
powiedział pompatycznie wiceprzewodniczący sejmiku. Przypomniał, że obecnie w kraju
likwidowane są oznaki systemu totalitarnego. – Uznałem więc za właściwe, aby cały
samorząd województwa, z racji historii pominka, uczynić zadość właściwemu
potraktowaniu tej budowli – powiedział Czesław Łączak, mając na myśli jej wyburzenie.
Jak swój wniosek argumentował rany? „Poprawą wizerunku województwa
podkarpackiego”. – Nie powinno ono być kojarzone z pozostałościami systemu
komunistycznego – powiedział. I dodał, że pomnik stwarza „zagrożenie katastrofy”, dla
poruszających się tamtędy ludzi. Głos postanowił zabrać radny Piotr Tomański z PO. –
Wiceprzewodniczący trochę pojechał – skomentował – Nie może być tak, że jakaś
inwestycja nam nie pasuje, to ją usuniemy. Możemy wywoływać dyskusję, ale nie
powinniśmy jako sejmik przekazywać środków – stwierdził. – Jednak powinniśmy stać na
straży świętego prawa własności, żeby właściciel najpierw powiedział, że chce coś zrobić
– skwitował.
Kołek osikowy wbity w serce stolicy
Wicemarszałek województwa Piotr Plich przypomniał, że Czesław Łączaka został
pokrzywdzony w czasie PRL-u, stąd rozumie jego motywy. – Zdecydowana większość z
nas jest zdania, żeby wszystkie upamiętnienia związane z komunizmem w Polsce zostały usunięte – zaznaczył. Podkreślił też, że w obecnie Pomnik czynu Rewolucyjnego jest „nie
do usunięcia”, więc przekazanie tak wysokiej kwoty na ten cel nie jest zasadne. Procedura
wydania decyzji o usunięciu pomnika nadal się nie zakończyła, bo uzależniona jest od
tego czy zostanie on wpisany do rejestru zabytków. Radny Jacek Magdoń nie przebierał w
słowach na temat monumentu. – Przez ten pomnik z Rzeszowa się śmieją – uważa radny.
– Jest to symbol jakiegoś obciachu i czegoś, co już nie powinno istnieć. Wyrażam pogląd,
że jest to taki kołek osikowy wybity w serce stolicy woj. podkarpackiego – dodał,
porównując pomnik do śmiercionośnej broni na wampiry.
Podczas sesji pojawiła się propozycja wniosku radnego PiS Bogdana Romaniuka, aby
samorząd województwa przejął teren, na którym stoi pomnik od ojców Bernardynów i
bryłę wyburzył. – To rozstrzygnęłoby tę sprawę raz na zawsze – powiedział dobitnie.
Adam Drozd ma inne zdanie, niż jego koledzy z PiS. – Jako młodsze pokolenie, które
wychowało się w komunizmie, ale nie było przez nią dotknięte, uważam, że jakbyś tak
podchodzili dp sprawy, to wypadałoby zburzyć 1/3 Polski. W pierwszej kolejności
powinniśmy zapytać mieszkańców Rzeszowa w formie referendum, czy należy zburzyć
pomnik – powiedział radny. Jego zdaniem pomnik należy przebudować, unowocześnić lub
dodać elementy szklane. – Ale żeby nadal był on istotnym punktem w mieście –
przekonywał.
Natomiast Jerzy Borcz z PiS powiedział, że on w Rzeszowie żadnego czynu
rewolucyjnego, który pomnik upamiętnia, nie może sobie przypomnieć. Co więcej, nie
uważa pomnika za „zbyt piękny”. Nie widzi on też obrońców słynnego pomnika. – Nikt tam
nie chodzi składać jakichś kwiatków, nie odbywają się manifestacje z tymi, co nas
wyzwoliwszy 17 września. To są jakieś dziwne siły, które się nie mogą ujawnić, bronią tych
pomników – powiedział.
Podczas głosowania wniosek Czesława Łączaka został odrzucony. Przeciw głosowało 20
radnych w tym PiS. Mimo to Jerzy Borcz postanowił pocieszyć Czesława Łączaka słowami
„nie gaśmy ducha”.
Miasto też chętne na pomnik
Jeśli samorząd woj. podkarpackiego chce kupić pomnik, to musi się pośpieszyć. Jest na
niego inny chętny, który prowadzi już na ten temat zaawansowane rozmowy. – Prezydent
Rzeszowa już kilkakrotnie spotkał się w sprawie pomnika z władzami zakonu oo.
Bernardynów – poinformował Artur Gernand z kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
Urzędnik ma nadzieję, że do kolejnego spotkania w sprawie przejęcia pomnika dojdzie w
ciągu najbliższych kilku dni. – Oczywiście zobaczymy, jakie będą warunki. Chcielibyśmy,
aby przekazanie odbyło się bezpłatnie – podkreśla Artur Gernand. Jak prezydentowi się
powiedzie, to istnieje szansa, że Pomnik Czynu Rewolucyjnego nie zostanie wyburzony.
Przeciwnikiem jego likwidacji jest Konrad Fijołek, który wielokrotnie deklarował to
publicznie.
Kinga Dereniowska


