
Choć był jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, pozostał skromnym człowiekiem. Do innych odnosił się z życzliwością i wyrozumiałością. Hrabia Alfred Potocki kochał książki i przyjaźnił się z jednym z narodowych wieszczów. Przez całe życie pozostawał lojalny wobec Austrii.
Alfred II Potocki urodził się w 29 lipca 1822 roku. Wychowywał się na zamku w Łańcucie nie tylko ze swoim starszym bratem Arturem (który zmarł w wieku osiemnastu lat na tyfus), ale i kuzynem Adamem. Dzieciństwo i młodość upływały chłopcom na beztroskich zabawach. Kiedy małego Alfreda zapytano, kim w przyszłości chciałby zostać, bez namysłu odparł „Ja? Tylko takim prostym panem”…
Kiedy podrósł, wysłano go na studia w Wiedniu. Młodzian posmakował również kariery dyplomatycznej. Jego siostra była zamężna z ambasadorem Austrii w Londynie, Alfred został więc attache w tejże ambasadzie.
Łańcucki ordynat przyjaźnił się z pisarzem Zygmuntem Krasińskim. Nie krył dlań podziwu: „nikt na niego więcej nie działał, nikt nie wydawał się tak mądrym jak Zygmunt Krasiński”.
Dzięki małżeństwu z księżną Marią Sanguszkową Alfred II zyskał ogromne dobra w zaborze rosyjskim (na Wołyniu oraz na Mazowszu). Ordynację łańcucką przejął formalnie około 1860 roku. Prowadził tu wytwórnię rosolisów, cukrownię, garbarnię.
W pałacyku myśliwskim w Julinie koło Łańcuta gromadził książki. Bibliotekę zawierającą rzadkie wydania zielników i bogato ilustrowanych książek z XVI – XIX w. nabył od dyrektora lasów łańcuckich.
W Wiedniu jako jeden z nielicznych Polaków cieszył się poważaniem cesarskiego dworu. Jak pisał Sanisław Tarnowski „z Polaków żaden charakter i umysł nie miał tyle zaufania u Franciszka Józefa co Alfred Potocki”. Zapracował na ten szacunek, bo reprezentował wobec austriackiej monarchii postawę lojalistyczną. To pozwoliło pełnić mu szereg ważnych funkcji: ministra rolnictwa w rządzie austriackim, premiera rządu austriackiego, marszałka krajowego, członka Izby Panów czy wreszcie namiestnika Królestwa Galicji i Lodomerii. Potocki działał w interesie klasy posiadającej w Galicji, jako członek obozu stańczyków (nazwa pochodziła od listów pisanych w rzeczywistości przez sympatyków ruchu, a rzekomo przez Stańczyka, błazna króla Zygmunta Starego) wrogo nastawiony był do chłopskiego ruchu rewolucyjnego. Stańczycy, byli konserwatystami. Za utratę niepodległości obwiniali samych Polaków, wytykali rodakom wady i skłonności do anarchii. Uważali, że rządy Franciszka Józefa stanowią kontynuację dawnego państwa polskiego i dlatego należy z nim współdziałać. Zmierzali wprawdzie do rozszerzenia praw narodowych, ale przy zachowaniu lojalności wobec Austrii.
Ordynat w zamku łańcuckim bywał rzadko, toteż rezydencja, a wraz z nią park popadły w zaniedbanie.
Alfred zainwestował za to w pałac we Lwowie. Chciał, aby budowla była w stylu baroku francuskiego z czasów Ludwika XIV. Ukończenia rezydencji jednak nie doczekał. Po jego śmierci zamieszkała tam jego żona Maria z książąt Sanguszków, która, jak wspominano, była wielką damą…
…ostatnią tego typu w Polsce
Była bardzo piękna jak wspominali ówcześni pamiętnikarze: „śliczna taka, że nie wiedziano do jakich białych narcyzów czy konwalii i do jakich migających gwiazdek ją porównywać”. Choć była gościnna, rozpierała ją duma, była gwałtowna i kapryśna. Kiedy ktoś jej podpadł, ciężko było osobie tej na powrót zyskać sympatię Pani Namiestnikowej. Ponoć jednym spojrzeniem potrafiła na swym miejscu usadzić każdego. W towarzystwie Pani Alfredowej należało przestrzegać etykiety towarzyskiej, a najlepiej nie odzywać się bez pytania. Jedyną osobą, której Pani Alfredowa pozwalała na wszystko był jej karzeł Krzysztof Skading, którego zabierała często ze sobą.
Państwo Potoccy mieli dwóch synów
– Romana (przyszłego III ordynata łańcuckiego) i Józefa oraz córki Julię i Klementynę. Ta druga, Klima – bo tak ją nazywano – olśniewała wszystkich swoją nieprzeciętną urodą. Jak opowiadał ówczesny pamiętnikarz Marian Rosco-Bogdanowicz, zakochał się w niej następca austriackiego tronu arcyksiążę Rudolf. Poczciwy cesarz Franciszek Józef rozmówił się z hrabią Alfredem, aby swoją piękną Klimę, która też podkochiwała się w arcyksięciu, wydał jak najszybciej za mąż, byle nie za arcyksięcia. Zatem we wrześniu 1878 roku za czasów namiestnictwa jej ojca Klima wzięła ślub ze spadkobiercą ordynacji birżańskiej hrabią Janem Tyszkiewiczem. W dniu ślubu państwa młodych ulice Lwowa prowadzące do katedry wypełniły się gawiedzią. Klima olśniewała, jadąc z matką galową karocą pamiętającą czasy księżnej Izabeli Lubomirskiej.
Alfred Potocki zmarł w Paryżu w maju 1889 roku. Kilkanaście dni później zabalsamowane zwłoki drugiego ordynata przyjechały pociągiem osobowym znad Sekwany do Łańcuta. W ostatniej ziemskiej drodze Potockiemu towarzyszyły żona i córka. Natomiast w pogrzebie znakomitości mogło wziąć udział tylko 400 osób, które miały bilety, gdyż kościół w Łańcucie nie mógł pomieścić więcej. Delegaci na pogrzeb przybywali pociągami ze Lwowa. Wieńców zamówiono tak dużo, że ogrodnikom zabrakło kwiatów i krzewu laurowego – donosił 5 czerwca 1889 r. „Kurier Lwowski”. Cialo ordynata złożono w łańcuckiej krypcie rodzinnej po lewej stronie nawy kościoła. Po śmierci Alfreda II zamek w Łańcucie przeszedł w ręce Romana Potockiego, który wraz z żoną Elżbietą z Radziwiłłów przywrócił mu dawną świetność.
Arkadiusz Bednarczyk


