Jak elektryk został trenerem Polski

– Dla mnie bardzo ważne jest w Polsce zrobić to, co robiłem w przeszłości. Chcę tu zostawić po sobie spuściznę, coś na przyszłość – deklaruje Fernando Santos, który we wtorek został zaprezentowany jako nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji naszego kraju. Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Z wykształcenia inżynier elektryk, z zamiłowania trener, nazywający siebie czcicielem Maryi. Nałogowy palacz, który w przeszłości imał się różnych zajęć, będąc m.in. animatorem kursów przygotowujących do małżeństwa. Od ponad 40 lat szczęśliwy mąż, a także ojciec dwojga dzieci, który ma również na koncie nieprawomocny wyrok za oszustwa podatkowe – 68-letni Portugalczyk Fernando Santos od kilku dni jest na ustach całej sportowej Polski. To właśnie on został 69. selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji naszego kraju.

– Od dziś jestem Polakiem, jestem jednym z Was. To zaszczyt, bo mówimy o wielkim kraju – mówił 68-letni Santos na wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie, podczas której został przedstawiony jako nowy selekcjoner Biało-Czerwonych.

Lepszy trener niż piłkarz

Urodzony w Lizbonie Santos piłkarzem był przeciętnym, przez co nigdy nie zadebiutował w reprezentacji swojego kraju. Profesjonalną karierę zakończył dość szybko, bo już w wieku 33 lat, poświęcając się nauce. To właśnie ona, prócz futbolu, odgrywała bardzo ważną rolę w jego życiu. Santos zdobył tytuł inżyniera na kierunku technologia elektryczna i telekomunikacyjna na Politechnice Lizbońskiej, a jak podaje Lifebogger, rozpoczęcie studiów było niezbędne do gry w barwach Benfiki Lizbona. Taki bowiem warunek postawił jego ojciec, Francisco, w hierarchii którego edukacja stała zdecydowanie wyżej od piłki nożnej. To właśnie Santos senior bardzo długo dbał o wykształcenie swojego syna, który uczęszczał do szkoły technicznej Escola Afonso Domingos i już w wieku 15. lat został elektrykiem.
Przez lata Santos traktował futbol jako hobby, a początkowo warsztat trenerski szlifował, czytając książki. W wieku 32 lat został szkoleniowcem III-ligowego klubu Estoril, w którym spędził 7 sezonów, wprowadzając go do ekstraklasy. Dopiero w 1998 r., kiedy objął posadę w FC Porto, całkowicie zrezygnował z pracy w wyuczonym zawodzie.

Grecja drugim domem

Jego drugą ojczyzną śmiało można nazwać Grecję, gdzie po raz pierwszy przyjechał w 2001 r., podpisując umowę z AEK Ateny, a później został trenerem Panathinaikosu Ateny, w składzie którego grali wówczas m.in. z Emmanuel Olisadebe i Krzysztof Warzycha. W kolejnych latach na krótko wracał do ojczyzny (pracował w Sportingu i Benfice Lizbona), a w Grecji ponownie był szkoleniowcem AEK-u oraz PAOK-u Saloniki. W lipcu 2010 r. objął reprezentację tego kraju, kontynuując dzieło słynnego Niemca Otto Rehhagela, który w 2004 r. doprowadził Grecję do mistrzostwa Europy. Santos aż takiego sukcesu nie odniósł, ale prowadzona przez niego reprezentacja miał zadowalające wyniki. Santos był jednak mocno krytykowany za defensywny styl gry prowadzonej przez siebie drużyny. – Taktyka przede wszystkim. Gdybym miał do dyspozycji Messiego, to mógłby mieć w mojej taktyce wolną rolę, ale Grecja nie ma kogoś takiego. Taktyka, piłkarska jakość, podejście, doświadczenie i uniwersalność – w takiej kolejności oceniam piłkarzy w kontekście występów w moim zespole – przyznał wówczas.

Spełnione marzenie

Jego największym marzeniem była praca z reprezentacją Portugalii. Dlatego też po mundialu w Brazylii nie przedłużył umowy z grecką federacją i czekał na swoją szansę w rodzimej federacji. Ta nadarzyła się we wrześniu 2014 r. kiedy po porażce z Albanią z posadą selekcjonera pożegnał się Paulo Bento. Prowadzona przez Santosa reprezentacja wywalczyła awans na Euro 2016, gdzie m.in. w ćwierćfinale pokonała po serii rzutów karnych Polskę. Później przyszły zwycięstwa w półfinale nad Walią i w wielkim finale z Francją po dogrywce. Dzięki temu Portugalia po raz pierwszy w historii sięgnęła po tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Na to trofeum czekał cały ponad 10-milionowy kraj, szczególnie od momentu, gdy w drużynie narodowej pojawił się Cristiano Ronaldo. Santos wprowadził później Portugalię również do turniejów finałowych mundialu w 2018 r. oraz mistrzostw Europy w 2021 r. W obu tych imprezach jego podopieczni odpadli w 1/8 finału. Na ostatnim mundialu w Katarze Portugalia dotarła do ćwierćfinału, w którym sensacyjnie uległa Maroku. To właśnie po tym meczu Santos rozstał się za porozumieniem stron z posadą selekcjonera.

Rodzina i religia

Fernando Santos bardzo mocno chroni swoje życie prywatne. Zarówno o nim samym, jak też jego rodzinie bardzo trudno znaleźć jakiekolwiek informacje w Internecie. Jego żoną od ponad 40 lat jest Guilhermina Santos, obecnie emerytowana nauczycielka, a w przeszłości m.in. menedżerka reprezentacji Portugalii. Państwo Santos mają dwoje dzieci: Luisa i Catię. – Sekretem trwałego małżeństwa jest zrozumienie. Nadal patrzę na żonę z taką samą pasją jak za dawnych czasów, a nawet większą. Czas cementuje miłość, przynosi dobre rzeczy – oznajmił przed laty obecny selekcjoner Biało-Czerwonych, którego cytuje portal Caras.
Oprócz rodziny, niezwykle ważną rolę w jego życiu odgrywa religia. Być może spowodowane jest to faktem, że Fatima, czyli miejscem objawienia Matki Bożej, leży zaledwie półtorej godziny jazdy samochodem o jego rodzinnej Lizbony. – Pierwszą rzeczą, którą robię rano, jest powierzenie Bogu mojego dnia, a ostatnią – dziękowanie mu za cały dzień – wyjawił w rozmowie z The Pillar. Fatima jest obecna w życiu Santosa niemal od zawsze, chociażby przy okazji rodzinnych spotkań. – Nasze praktyki religijne ograniczały się raczej do okazji towarzyskich, które zdarzały się dość często – śluby i chrzty. Fatimę też odwiedzaliśmy raz lub dwa razy do roku. Ale była to pielgrzymka polegająca na przyjściu, poproszeniu i zapaleniu świecy. Nie jestem czcicielem Fatimy, jestem czcicielem Matki Bożej. I dlatego zakochałem się w tym miejscu, bo Ona tu była i orędzie, które zostawiła, jest bardzo ważne dla ludzkości – cytuje Santosa portal pl.aleteia.org.

To bolało, boli i będzie boleć

Przed rokiem w życiorysie Santosa pojawiła się jednak sporych rozmiarów skaza. Była ona pokłosiem oszustw podatkowych, o jakie został oskarżony Portugalczyk. – Fernando Santos skazany w procesie Femacosa. Cała ta sprawa pokazuje głęboki kryzys wartości etycznych i moralne bankructwo federacji sportowej o statusie użyteczności publicznej, która bez większych obiekcji od kilku lat akceptowała ten nielegalny proceder – napisał dziennikarz Rui Pinto. Sprawa dotyczyła nieprawidłowości związanych z wynagrodzeniem za pracę w roli selekcjonera reprezentacji Portugalii. Wędrowało oni nie prosto na konto szkoleniowca, a do stworzonej przez niego firmy o nazwie Femacosa. Dzięki temu mógł w latach 2016 – 2017 zapłacić niższy o 80 proc. podatek. Ostatecznie sąd uznał go jego żonę oraz jednego ze wspólników winnymi i nakazał zwrot państwu ponad 4 mln dolarów. – To bolało, boli i będzie boleć, bo słyszałem wiele kłamstw na swój temat. Nigdy wcześniej nie byłem oskarżony o oszustwa podatkowe. Jestem absolutnie przekonany, że mam rację w tej sprawie – mówił Santos w jednym z wywiadów. Od wyroku sądu oczywiście się odwołał, a finał całej sprawy spodziewany jest jesienią tego roku. Cała ta sytuacja nie będzie miała raczej wpływu na jego pracę w Polsce, w którą Portugalczyk zamierza się mocno zaangażować. – Będę mieszkał w Polsce, by poznać kulturę, chodzić na stadiony, spotkać trenerów. Mam nadzieję, że wspólnie stworzymy podwaliny dla lepszej przyszłości. Nie planuję rewolucji. To nie jest dobry pomysł. Chcę wygrać wszystko, nie przyjechałem tutaj, by przegrywać. Nie lubię słowa „przegrana”, nie akceptuję go. Moją ambicją jest wygrywanie każdego meczu. Dla mnie bardzo ważne jest w Polsce zrobić to, co robiłem w przeszłości. Chcę tu zostawić po sobie spuściznę, coś na przyszłość. Świat futbolu się zmienia, więc chcę stworzyć podstawy nowej przyszłości reprezentacji Polski – mówi trzeci zagraniczny trener w historii polskiej reprezentacji. Jego poprzednicy – Leo Beenhakker i Paulo Sousa rozstawali się z nią w atmosferze skandali. Oby w tym przypadku było inaczej…
Kontrakt Santosa z PZPN ma obowiązywać do końca eliminacji Euro 2024. W przypadku awansu ma zostać automatycznie przedłużony do końca kwalifikacji mundialu 2026. Jeśli te zakończą się sukcesem, wielce prawdopodobne jest, że to właśnie pod jego wodzą Biało-Czerwoni zagrają na MŚ w Ameryce Płn.

Marcin Jeżowski