
Tej historii nie wymyśliłby żaden scenarzysta z Hollywood. Na początku maja do Nienadówki przyjechał Amerykanin, Joe Ozog z Chicago. Czego tam szukał? Okazało się, że wiele lat temu jego przodkowie wyjechali z podkarpackiej ziemi i mężczyzna sprawdzał, czy nie ma tutaj jakiejś rodziny.
Ważną rolę w tym wszystkim odegrały organy w kościele w Nienadówce. – Podobno są tylko cztery takie w całej Polsce – podkreśla pani Kasia Jeleń, odnaleziona kuzynka Joego Ozoga w czwartym pokoleniu. – Brat jego dziadka, a mój pradziadek, był organistą. Przez różne polityczne sprawy został wyrzucony z pracy – mówi.
Dziadek Joego, Józef i dziadek pani Kasi musieli wyjechać za granicę. Dlaczego? Ponoć zazdroszczono im wykształconych dzieci. Niektórzy nawet plotkowali o defraudacjach pieniędzy. Przez utratę pracy, przodkowie chicagowskiego policjanta zostali zmuszeni, aby udać się w rejs za ocean, do mieniącej się obietnicami lepszego życia Ameryki. Jakub z emigracji wrócił, Józef nie. Dopiero ponad 100 lat później do kraju przyjechał jego potomek…
Pani Katarzyna Jeleń jest kuzynką Joego w IV pokoleniu.
– Joe zwrócił się do pani Eli Motyl, pracownicy gminnej biblioteki, która zajmuje się stroną „Nienadówka Moja Mała Ojczyzna”. Ożogów u nas jest bardzo dużo, a on miał tylko mały punkt zaczepienia, że w rodzinie był poeta i syn byłego organisty nienadowskiego Jakuba, Jan Bolesław Ożóg – mówi pani Katarzyna. Joe z Chicago szukał ludzi związanych właśnie z tym mężczyzną. Elżbieta Motyl przekazała emerytowanemu policjantowi z charakterystycznym wąsem, że we wsi mieszkają dzieci siostry poety. Wcześniej miał nietypowe prośby. Prosił np. o zdjęcie nagrobków, bo chciał sprawdzić, czy to właśnie to jest linia jego przodków. Joe postanowił więc przylecieć do Polski.
I tak czwartek 4 maja Amerykanin pojawił się w nienadowskiej książnicy. Po długich i żmudnych poszukiwaniach odnalazł rodzinę i przyjechał do rodzinnej wsi swojego dziadka Józefa. Pomógł w tym odnowiony kilka lat temu – z inicjatywy Elżbiety Motyl – sztandar KSMM. Choć zaginął jakiś czas temu, to odnaleziono drzewce z gwoździami, na których widnieją nazwiska fundatorów i gości biorących udział w poświęceniu. I to na jednym z gwoździ było nazwisko dziadka Joego, Józefa Ożoga. Sztandar był częściowo ufundowany przez Klub z Nienadówki w Chicago, któremu przewodniczył dziadek Joego.
Joe odnalazł zatem w Nienadówce nie tylko rodzinę, ale także widoczne znaki mówiące o życiu jego przodków. W bibliotece zainteresował się on tablicą, na której umieszczone są biogramy nienadowskich poetów, a wśród nich właśnie Jana Bolesława Ożoga, który był dla Joego wujkiem.
Dlaczego Joe badał swoje drzewo genealogiczne? – Zasugerował nam, że otrzymał w spadku po swoim tacie pamiętnik dziadka. Czyli tego Ożoga, który wyjechał do Ameryki. Dla niego było to bardzo ważne i była dla niego misja, aby na emeryturze odnaleźć swoje rodzinne korzenie – przekazuje pani Katarzyna.
Obecnie Joe zajmuje się trenowaniem drużyny piłkarskiej. Wcześniej pracował w departamencie chicagowskiej policji, gdzie był sierżantem. Podczas swojej pracy otrzymał ponad 100 nagród, wliczając w nie te za uratowanie życia. Joe to także 9-krotny uczestnik Narodowych Policyjnych Mistrzostw w strzelaniu. Co ciekawe, mimo że obrał ścieżkę stróża prawa, to pochwalił się swojej polskiej rodzinie, że jest on spokrewniony z samym… Alem Capone!
Kinga Dereniowska


