Jest co robić nawet w zimie

Fot. Wit Hadło

– Patrząc na twój zawód, dochodzę do wniosku, że do naprawiania rowerów trzeba mieć smykałkę, bo żadna szkoła do tego przecież nie przygotowuje.

– W Polsce nie, natomiast w USA są szkoły mechaników rowerowych. Tam jest to mocno praktykowane, można odbyć nawet krótki kurs. Co do smykałki, myślę, że po prostu z biegiem lat można się wszystkiego nauczyć, tylko trzeba systematycznie siedzieć przy rowerach. Oczywiście są książki, które instruują jak naprawiać rowery. Przypadków naprawy jest mnóstwo, więc ciężko rozstrzygnąć coś według jednego schematu.

– Na pewno niezbędna jest znajomość całej konstrukcji roweru.
– Tak. jest to taki temat, który na przestrzeni lat bardzo ewoluował. Wkręciłem się w rowery od dzieciaka, kiedy jednoślady były proste – linka, pancerz, zwykłe hamulce na linkach, tak jakby klocki, których były jeden czy dwa rodzaje plus jakiś bmx, wigry. Nie było łożysk maszynowych, tylko kulki, bieżnie, konusy – wszystko proste. W latach 2000 weszła choćby amortyzacja, tłumiki powietrzne, potem blokady widelców. Tłumiki ewoluowały, kolejno doszły łożyska maszynowe czy hydraulika. Dziś większość rowerów ma hamulce hydrauliczne. Rower od 3 tysięcy w górę zawsze będzie miał takie hamulce. Dodatkowo mamy różnego rodzaju klocki oraz elektronikę.

– Jakie rowery są najtrudniejsze do naprawy?
– Zależy, jak na to spojrzeć. Ciężko jednoznacznie to stwierdzić. Siedzę tyle lat w tym fachu, i myślę że najtrudniejsze rowery to takie, w których ciężko rozwiązać problem. Sprawa dotyczy też klasy rowerów i ich usterek. Rozwiązanie jednego tematu w danym modelu będzie kosztowało kilkadziesiąt zł, innego zaś za dużo, dużo więcej.

– Co jest najbardziej czasochłonne?
– To również zależy, jak na to spojrzeć. Np. mamy przegląd roweru, który teraz kosztuje 125 zł. Przychodzi ktoś, kto ma rower roczny np. za 4 tys. i jeździ na nim po bulwarach. Przegląd zajmie stosunkowo niewiele czasu. Mamy przypadek, że przyjeżdża ktoś rowerem 20-letnim, gorszej jakości, który codzienne użytkuje, dojeżdżając nim 20 km do pracy. Praktycznie wszystko działa, ale wszystko jest zniszczone i za tę robotę też weźmiemy sumę przeglądu, bo klient chciał przegląd.

– Mechanik rowerowy również zajmuje się rowerami elektrycznymi?
– Też. Zajmujemy się np. konwersją rowerów, czyli zwykły przerabiamy na elektryczny. Niemniej ciężko jest zdiagnozować problem, który występuje w elektronice. Jeśli będzie to większa usterka, mechanik rowerowy tego nie naprawi. Natomiast rzeczy mechaniczne jak najbardziej w takich rowerach wykonujemy.

– Ciężki jest to fach?
– W mojej opinii nie. Dla mnie to pasja. Popatrz na to – naprawiasz rower, słuchasz muzy, śmiejesz się z kolegami, pijesz kawę – i można powiedzieć, że to jest twoja praca. Co podkreślę – nie dasz rady nikomu zrobić w 100 proc. dobrze. Zawsze mówię klientowi – jakby było coś nie tak, wróć, poprawimy. Podam dwa przykłady. Naprawiasz rower zniszczony i potem nie działa tak, jak sam chcesz. Myślisz lipa, ale z drugiej strony wydajesz rower, klient płaci, mówisz proszę się przejechać i przetestować. Gość wraca i mówi: mega – nigdy nie miałem lepiej zrobione! Myślisz sobie, starałem się, choć w mojej opinii nie było tak jak trzeba, a klient jest zadowolony. I drugi przykład zupełnie odwrotny, gdzie ja jestem bardzo zadowolony, a klient wraca i widzi, że coś mu „tyka”. Dlatego zawsze mówię, aby wrócił, gdy coś będzie nie tak, wtedy wszyscy są zadowoleni.

– Obecnie trwa sezon rowerowy, a co w zimie?
– Na pewno pracy nie ma tyle, ale teraz też to się trochę zmienia. Ludzie mają dobre rowery i chcą je przeserwisować w zimie, żeby na wiosnę były gotowe. Natomiast jest druga kwestia. Zimy są kiepskie i coraz więcej ludzi jeździ. Na pewno nie jest tak, że zimą jest kompletny przestój.

– To zawód, który jest bardzo potrzebny.
– Na pewno potrzebny i przyszłościowy, głównie z tego względu, że rowerów przybywa, więc ktoś je musi naprawiać. Natomiast obecnie mechaników ani serwisów rowerowych nie przybywa. Młodzież nie garnie się do tego, czasy się trochę zmieniły. Kiedyś na podwórku zawsze w czymś się grzebało.

– Gdy przyjdzie ktoś do twojego warsztatu lub innego w Rzeszowie, znający się na naprawach rowerowych, znajdzie robotę?
– Bez problemu. Z normalną umową o pracę.

– Na jakie honorarium można liczyć?
– Pytanie, czy ktoś będzie pracował sam na siebie, czy w zespole. Jeśli ktoś pracuje sam i ma robotę, to bardzo dużo może zarobić. Znam chłopaków, którzy mają swoje serwisy, pracują od rana do nocy w sezonie i zarabiają kilkanaście tys. zł. Przyjmijmy, że ktoś zarabia 10 tys. miesięcznie, ale pracuje non stop. Mało tego, zarabia 6 tys. pracując od rana do nocy. Każdy musi sobie przekalkulować to indywidualnie, bo dla kogoś tak długi czas pracy nie będzie odpowiedni nawet za te pieniądze.

Rozmawiał Łukasz Szczepanik