
Marsz Miliona Masek odbył się w tym roku pierwszy raz w stolicy Podkarpacia. To manifestacja organizowana przez znany, międzynarodowy ruch hakerski Anonymous, który odpowiada m.in. za zhakowanie strony Gazpromu, jachtu Putina, czy sygnału rosyjskiej telewizji. Miliona masek jednak się nie doliczyliśmy.
Zgromadzenie rozpoczęło się chwilę po godz. 17, w sobotę, 5 listopada przy budynku Radia Rzeszów. Kilka osób w charakterystycznych maskach Guya Fawkesa, puszczało z przenośnego odbiornika wolnościowe piosenki. Po krótkim przywitaniu, grupka ruszyła ulicą 3 Maja, a następnie skręciła w ul. Tadeusza Kościuszki. Niesiono zieloną flagę z symbolem ruchu, czyli postacią mężczyzny, który zamiast głowy ma pytajnik. Przemarsz wywołał niemałe zainteresowanie przechodniów. Nagrywali filmy i robili zdjęcia. Uczestnicy idąc krzyczeli: chodźcie z nami Anonami. Po drodze dołączyło kilkoro dzieci. Tak łatwo jak do marszu, nie można jednak stać się częścią Anonimowych.
– Anonymous jest kolektywem, do którego się nie dołącza. Nie jesteśmy żadną organizacją. Jesteśmy ruchem oddolnym. Działamy z idei wolności, wsparcia każdego człowieka, który jest w potrzebie – mówił przedstawiciel Anonymous przez megafon. Następnie, opowiedział o akcjach hakerskich, związanych z wojną w Ukrainie, za którymi stoi ruch: – Atakowaliśmy systemy kolejowe na Białorusi czy firmy energetyczne w celu unieruchomienia i powstrzymania dalszej inwazji Rosji na Ukrainę w pierwszych dniach wojny
– wymieniał.
W obronie praw człowieka
Przypomniał też, że to Anonymous stoi za takimi akcjami jak „STOP ACTA”. Ich celem jest gównie walka o prawa człowieka. – Staramy się podążać ścieżką humanizmu, w której każdy człowiek jest wprost traktowany jako człowiek, nie jako przedmiot – mówił haktywista. – Będziemy się starali tych, którzy odpowiadają za cierpienie ludzi, represjonować również w formie zdejmowania stron internetowych czy infrastruktur sieciowych – dodał.
Kilkanaście zamiast miliona
Jak organizatorzy oceniają skromną liczbę uczestników? – Nas to nie interesuje. To jest nasze święto. Wyszliśmy się przejść i się spotkać. Ci, którzy nie dojechali, czekają na nas, bo przez kwestie techniczne nie dojechali, więc po marszu jedziemy im pomóc – mówił jeden z organizatorów Marszu Miliona Masek w Rzeszowie. – To nie było naszym celem, aby stanęło tu tysiące ludzi. Nikt nas nie sponsoruje. Nikt nie płaci za dojazdy, a do Rzeszowa nie jest łatwo dojechać – twierdzi.
Przyznają też, że ruch przeprowadził kilka akcji na Podkarpaciu. Nie chcieli jednak zdradzić – jakie. – Jeżeli coś robimy, to nie dla poklasku – tłumaczą. – To, co robimy, nie jest proste. Nie da się zrobić w 10 minut. To musi być praca grupowa, która wymaga naprawdę poświęcenia i zastanowienia się kilkakrotnie czy warto – mówią.
Wydarzenie zostało zakończone po ok. pół godziny słynnym hasłem ruchu: „Jesteśmy Anonymous. Jesteśmy legionem. Nie przebaczamy. Nie zapominamy. Spodziewajcie się nas 5 listopada za rok”.
Kinga Dereniowska


