Kaczyński znowu odpala teorię o zamachu

fot-kaminska (1).jpgPrzed nami kolejna już, 12. rocznica katastrofy smoleńskiej. Nie jest to rocznica okrągła, ale wiele wskazuje na to, że będzie to rocznica szczególna, a to z powodu wojny w Ukrainie wywołanej bezpardonowo przez Rosję. Chciałoby się rzec, że ta 12. rocznica katastrofy smoleńskiej odbędzie się w cieniu wojny w Ukrainie. Ale tak nie będzie, gdyż to nie rocznica będzie w cieniu wojny, tylko wojna będzie tłem dla rocznicy – poniekąd niestety. Niestety, bo tragedia, która teraz z winy Putina dotyka naszego wschodniego sąsiada, to będzie młyn na wodę chocholego „tańca na grobach” ofiar katastrofy smoleńskiej. Ten chocholi taniec trwa od 12 lat. Mniejsze natężenie histerii smoleńskiej było w czasie pandemii i przy okazji tego, iż wydało się, że miesięcznice smoleńskie odprawiane na życzenie prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, kosztują podatników krocie i z nich zrezygnowano. Ale naiwny byłby ktoś, kto sądziłby, że Kaczyński i jego PiS zrezygnują z „grania” Smoleńskiem, na którym od 12 lat zbijają polityczny kapitał. Putinowska agresja na Ukrainę trafiła się prezesowi PiS i jego ekipie w kontekście 12. rocznicy katastrofy smoleńskiej jak ślepej kurze ziarno. Jakkolwiek wcześniej Kaczyński na spółkę z Antonim Macierewiczem przekonywali Polaków, że powodem rozbicia się tupolewa 154M z prawie setką ludzi na pokładzie – w tym prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i Pierwszą Damą – był zamach, to jakoś bardzo przekonujący nie byli. Każdy logicznie myślący człowiek zastanawiał się bowiem, po jakie licho Putin miałby planować zamach na śp. Lecha Kaczyńskiego, który go rzeczywiście nie znosił, ale nie miał szans na reelekcję, a jego kadencja kończyła się właśnie. A jeśli już planowałby taki zamach – nie wiadomo po co – to czy byłby tak głupi, by dokonywać go na swoim terenie? No i te wątpliwości… Dlaczego pilot zszedł poniżej bezpiecznego pułapu, nie widząc we mgle pasa? O czym krótko przed owym manewrem rozmawiał telefonicznie śp. prezydent Kaczyński z bratem? Po co w kabinie pilotów była osoba spoza załogi? Pytań jest wiele, odpowiedzi nie ma. Jarosław Kaczyński na wszystkie te pytania ma jedną odpowiedź „to był zamach”, ale ta odpowiedź nie jest poparta żadnymi dowodami. Polska – w odróżnieniu od Holandii, która ma przekonanie, że to Rosjanie zestrzelili samolot z lecącymi na jego pokładzie do Malezji Holendrami nad terytorium Ukrainy – nie oskarżyła Rosji o zamach na pasażerów tupolewa i mimo iż PiS rządzi już od niemal 7 lat, nie zażądała zwrotu przez stronę rosyjską wraku naszego samolotu. Zamiast tego mamy podkomisję smoleńską, na którą garściami wydawane są pieniądze podatników, a która do tej pory nie podała żadnych faktów, za to pan Antoni bredził coś o trotylu, pokazując jak doszło do zamachu na …parówkach i aluminiowych puszkach. To nie miało prawa przekonać nikogo kto używa szarych komórek. Ale teraz Kaczyński nie będzie przekonywał, po prostu już tu i tam oznajmia, że „to był zamach i mamy na to dowody”. Nie ma co liczyć na jakieś dowody – „dowodem” na to, że prawie 100 osób zginęło 12 lat temu pod Smoleńskiem wskutek zamachu, będzie fakt, że Putin napadł niczym niesprowokowany na Ukrainę i teraz jego siepacze dokonują tam ludobójstwa. Jeśli rosyjski dyktator jest zdolny do tego, to był zdolny zabić polskiego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego razem z prawie setką ludzi pod Smoleńskiem – taka będzie retoryka Jarosława Kaczyńskiego. I – paradoksalnie – część Polaków przerażona i oburzona tym, co robią Rosjanie w Ukrainie – będzie gotowa to „kupić”. Bez pytań o wrak, o międzynarodową komisję lotniczą, o sławetną rozmowę braci bliźniaków podczas lotu, o niewytłumaczalną niczym decyzję pilotów próbujących lądować we mgle na lotnisku bez ILS-u, nieprzystosowanym do samolotów o gabarytach TU -154M. Do tego Kaczyński oczywiście przypomni, że przecież 10 kwietnia 2010 roku rządziła koalicja PO – PSL, a telewizja rządowa pokaże zdjęcia Donalda Tuska z Władimirem Putinem z tamtego czasu. Prezes PiS znów będzie mógł pokazać się jako osoba, która straciła najbliższych w Smoleńsku, choć tak naprawdę jest on jedną z wielu osób, które w katastrofie stracili najbliższych. Dziennikarka Joanna Racewicz, której mąż zginął w katastrofie (był oficerem BOR, do Smoleńska poleciał w zastępstwie kolegi), po niedawnym oświadczeniu Kaczyńskiego ws. zamachu i rzekomych nań dowodów zwróciła się w mediach do prezesa PiS, by szanował żałobę innych i by dążył do wyjaśnienia, co tak naprawdę zdarzyło się pod Smoleńskiem. Bardzo wątpliwe jednak, by prezes PiS posłuchał wdowy po oficerze BOR. On ma teraz niepowtarzalną okazję, by nabić sobie znów punktów poparcia na smoleńskiej tragedii, ale także do tego, by przyczyn katastrofy nie wyjaśniać. Nie ma wątpliwości, że z tego skorzysta.

Redaktor Monika Kamińska