Kiedy przychodzi Anioł Śmierci

Ręce na nagrobkach wykłuwane były na macewach kapłanów, którzy po odbudowaniu Świątyni Jerozolimskiej, będą w niej służyć. Fot. Kinga Dereniowska

Ogromny potwór sięgający nieba lub czarny anioł. Każdy z tysiącem oczu. – Aby nikt nie uniknął jego śmiertelnego spojrzenia – mówi Karolina Ożóg ze Stowarzyszenia Rajsze. Dzięki tej organizacji kilkanaście osób zostało wpuszczonych na teren zamkniętego zazwyczaj cmentarza żydowskiego w Rzeszowie.

– Kirkut, czyli cmentarz, jest najważniejszym obiektem dla społeczności żydowskiej obok synagogi i mykwy, czyli łaźni rytualnej – zaznacza Karolina Ożóg, która postanowiła przybliżyć rzeszowianom kulturę i tradycję żydowskich pochówków. Zwiastunem śmierci było: krakanie, skrzypienie dachu czy szczekanie psów. – Wierzono, że dusze złoczyńców są zamknięte w psach, a na widok Anioła Śmierci wyją i płaczą, bo uświadamiają sobie, że mesjasz jeszcze nie przyszedł – opowiada członkini Stowarzyszenia Rajsze.
Kiedy umrze Żyd, trzeba zasłonić lustra i wylać wodę w domu zmarłego i w trzech sąsiednich. Dlaczego? Widząc Anioła, umierający otwiera usta z przerażenia, a wtedy on wkłada w nie miecz z kroplami żółci. – Potem obmywa w wodzie. Nikt nie wie, w której, więc najlepiej wylać wszystko, bo gdyby wypiło się taką wodę, groziło to śmiercią – wyjaśnia Karolina Ożóg.

Dusza we krwi

Pochówek Żyda musi nastąpić w ciągu 24 godzin po śmierci. Chyba, że jest szabat, wtedy wszystko się opóźnia. W XIX w. wprowadzone zostały przepisy sanitarne, które zalecały, aby z tym jednak poczekać choćby dlatego, żeby… nie grzebać nikogo żywcem. Żydzi chowali swoich zmarłych do ziemi owiniętych tylko w całun, a tu przepisy mówią, aby jednak ciało zmarłego było w trumnie. – Do tej pory jest to sprawa bardzo bolesna dla religijnych Żydów w Polsce – zaznacza Karolina Ożóg. Rozwiązaniem jest to, że trumny są odkryte od dołu, albo mają otwór na głowę, aby dotykała ziemi. – Chodzi to u słowa „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – tłumaczy kobieta. I zaprzecza, że Żydów chowa się na siedząco.
Żydowskie bractwo pogrzebowe działało bezpłatnie. – To był zaszczyt należeć do Chewra Kadisza – mówi Karolina Ożóg. Kiedy Żyd umierał, bractwo zbierało się wokół niego, po to, aby przy nim czuwać. Dla ochrony zmarłego przed demonami, które w tej sytuacji mogą zagrozić. Obawiano się też dybuka, czyli zabłąkanej duszy, która może w takiego zmarłego wstąpić. – Takie są wierzenia ludowe – podkreśla Karolina.
Ciało zmarłego obmywano w domach przedpogrzebowych. Zmarłym mogły zajmować się osoby tej samej płci. Ubranie pośmiertne, to dla mężczyzn: spodnie, koszula, chałat (płaszcz) oraz czapka. Dla kobiet: koszula, płaszcz i pończochy, które związywane są białymi tasiemkami. Na to nakładano całun. – Jeśli śmierć spowodowała krwawienie, to krew zbiera się wacikami i chowa ze zmarłym. Wierzy się w to, że w krwi jest dusza – opowiada Karolina Ożóg.
Każdy, kto zobaczy ten kondukt pogrzebowy, powinien do niego dołączyć i przez chwilę towarzyszyć zmarłemu. Po pochówku żałobnicy wracają do domu inną drogą i nie w towarzystwie kobiet. Wierzono, że Anioł Śmierci tańczy wśród nich. – Dzieciom, które nie ukończyły 30. dnia życia i zmarły, nie robi się uroczystego pochówku
– mówi Karolina Ożóg. Być może wynika to z tego, że dawniej było dużo zgonów dzieci.

Ta ziemia należy do zmarłego

Nagrobek w języku hebrajskim to macewa. – Ma kształt bramy, ponieważ ma symbolizować przejście ze świata żywych, do świata umarłych – wyjaśnia Karolina Ożóg. Na cmentarzach żydowskich nie wolno sadzić drzew ani kwiatów, chyba że zasieją się same. Na grobach można palić świece i kłaść kamienie. Unika się chowania kilku osób w jednym grobie. Dopuszczalne jest to, jeśli jest to np. ojciec z synem lub matka z córką. Nie wolno było też chować złoczyńców obok sprawiedliwych. Wydzielano sektory dla kobiet, mężczyzn czy rabinów. – Cmentarz, jest to miejsce z jednej strony uświęcone, a z drugiej nieczyste. Dlatego osoby, które tutaj wchodzą, mogą się zanieczyścić. Osoby z rodu kapłańskiego, czyli Koheni, mogą nie zdążyć się oczyścić, jeśli w tym czasie przyjdzie mesjasz. Aby temu zapobiec, nie wchodzą tam, chyba że pogrzeb dotyczy: ojca, matki, syna, brata czy niezamężnej córki lub siostry. Albo, jeśli są zwłoki, których nie ma kto pochować – wymienia Karolina.
Ekshumacje w judaizmie są dozwolone, ale tylko w kilku szczególnych przypadkach. – Wtedy, kiedy zwłokom grozi zbezczeszczenie, bądź kiedy osobę pochowaną chce się przenieść do ziemi Izraela lub jeśli zmarły sobie tego życzył – wymienia Karolina Ożóg i dodaje, że na taką ekshumację musi zgodzić się rabin.
– To są naprawdę wyjątkowe sytuacje
– zaznacza kobieta. Kremacje są niedozwolone.
Na nagrobku oprócz dłoni, czy winogron, symbolizujących lud Izraela jest inskrypcja, która składa się z formuły pogrzebowej, potem lamentacje, czy fragmenty z Tory, przymioty i data śmierci. – Często na nagrobkach znamienitych osób, pierwsze litery inskrypcji układają się w imiona osoby zmarłej – mówi Karolina.
Nie wszystkie nagrobki mają inskrypcje po hebrajsku. Wiele jest i takich po niemiecku czy po polsku. – Cmentarz zaczął funkcjonować, kiedy Rzeszów był pod rządami austro-węgierskimi. Wtedy, dla rozwijającego się mieszczaństwa pierwszym językiem był właśnie niemiecki – dodaje Dariusz Pado ze Stowarzyszenia Rajsze.

Zdewastowany przez Niemców

Zgodnie z prawem żydowskim, pochowani na cmentarzu ludzie są właścicielami tego terenu do momentu, kiedy przyjdzie wyczekiwany przez nich mesjasz. Niestety, historia nie pozwoliła im czekać w spokoju. Cmentarz przy Dołowej został zdewastowany w czasie II wojny światowej przez Niemców. – Do likwidacji grobów zmuszani byli członkowie rodzin. Widzieli kości, a w głowie mieli pochówek siostry, czy matki. – Po wojnie władza ludowa potraktowała cmentarze jako mienie opuszczone, które przeszło na skarb państwa. Kongregacje Żydowskie istniały, ale mogły tylko te tereny użytkować. Co więcej, jeśli teren był przeznaczony na inwestycje, to można go było zlikwidować. – Jeśli w małej miejscowości nie było nikogo, kto wstawiłby się za zmarłymi, to były one likwidowane, a miejscowi wynosili nagrobki jako materiał budowlany – opowiadała Karolina Ożóg. – Na cmentarzach urządzano jarmarki, śmietniki, wypasano bydło, co też było zakazane, bo nie można zarabiać na trawie, owocach i drewnie z cmentarza. To, powodowało ogromny ból wśród wracających do domów po piekle Holokaustu – zauważa członkini Stowarzyszenia Rajsze.
Nagrobki, które są obecnie na terenie cmentarza, zostały przyniesione przez ocalałych Żydów. Nie wiadomo więc, gdzie rzeczywiście znajdują się groby zmarłych.

Nawet kilkaset tys. dolarów

Na cmentarzu przy ul. Dołowej postawiono pomnik upamiętniający rzeszowskie ofiary Holokaustu. Uczestnicy spotkania zapalili na nim znicze i położyli kamienie. – To tradycja sprzed tysięcy lat. Ciała Żydów zagrzebywano na pustyni i przysypywano kamieniami, aby dzikie zwierzęta nie rozgrzebały grobu. Karawany przejeżdżające obok grobu układały kamienie, jeśli się rozburzały. Dokładały też swoje. Był to wyraz troski i szacunku dla zmarłego – przypomina Karolina Ożóg.
Jednym z największych i najdroższych cmentarzy żydowskich jest ten na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Jest on najbliżej miejsca, gdzie będzie świętowane zmartwychwstanie mesjasza. Odbuduje on Świątynię Jerozolimską, której w tej chwili nie ma, a która została dwukrotnie zburzona. – Pochówek tam, to koszt od kilku to kilkudziesięciu tysięcy dolarów – podała Karolina Ożóg.
Władze ludowe Rzeszowa sprzedały po wojnie 3,5 tys. nagrobków na budowę. W Polsce do religii żydowskiej przyznaje się 7 tys. osób.

Kinga Dereniowska