Kierowca PKS zapomniał o pasażerach

Wczoraj autobus PKS-u nie dojechał po godzinie 8 na przystanek w Czarnej Sędziszowskiej, bo kierowca… zawrócił dwa przystanki wcześniej i pojechał do Rzeszowa. Fot. Czytelnik

– Czekałem godzinę na przystanku w Czarnej Sędziszowskiej i autobus, który miał zatrzymać się na nim o godzinie 8.04, w ogóle nie przyjechał – mówił nam wczoraj pasażer, który skontaktował się z redakcją – To skandal. Chciałem pojechać do Rzeszowa do pracy, ale podobnie jak jeszcze dwie inne dorosłe osoby i dwóch uczniów, zostaliśmy zlekceważeni przez przewoźnika. Długo czekaliśmy na przyjazd autobusu, ale w końcu nasza cierpliwość się skończyła.

Wczoraj na przystanku w Czarnej Sędziszowskiej oznaczonym na tablicy rozkładu jazdy jako „Czarna Sędz. Skrzyżowanie 09”, autobus PKS linii 204 z Krzywej Sędziszowskiej do Rzeszowa z godziny 8.04 w ogóle nie przyjechał. Podróżni czekali do godziny 8.35, bo pamiętali, że gdy kiedyś nie przyjechał autobus, to pojawił się drugi, spóźniony rezerwowy o takiej właśnie godzinie. Niestety tym razem nie podstawiono pojazdu ani po pół godzinie, ani nawet później. Cierpliwość dorosłych pasażerów skończyła się o godzinie 9.
Po 56 minutach czekania jedna z pań stojących na przystanku zadzwoniła do PKS-u w Rzeszowie i zapytała, czy autobus przyjedzie, choćby nawet tak bardzo spóźniony. Usłyszała dziwne tłumaczenie. – Kierowca nie dojechał na przystanek, na którym pani czeka, bo dwa przystanki wcześniej zawrócił i pojechał w kierunku Rzeszowa – wyjaśniał przedstawiciel państwowego przewoźnika.
– Czy mimo to podstawicie inny autobus i zawieziecie mnie do Rzeszowa? – pytała coraz bardziej zdumiona i zdenerwowana pasażerka. – Jak to możliwe, że kierowca skrócił sobie trasę? – pytała. Gdy usłyszała od pracownika PKS-u, że to był nowy kierowca i nie wiedział, jak jechać, zadała kolejne pytanie. – To nie macie GPS-ów w autobusach i wyznaczonej trasy. – mówiła. – Wystarczyło zapytać pasażerów, którzy jechali.
Pięć osób, które stały prawie godzinę na przystanku wróciło do domu. Miejscowość Czarna Sędziszowska jest bowiem w znacznym stopniu wykluczona z komunikacji publicznej. W kierunku Rzeszowa przez cały dzień jeżdżą tylko cztery autobusy. Skoro nie odjechał ten z godziny 8.04, to następny byłby dopiero o godz. 11.14. Dlatego zrozumiałe jest, że podróżni zrezygnowali ze środowego wyjazdu do stolicy Podkarpacia.
O wyjaśnienia w tej bulwersującej pasażerów sprawie zwróciliśmy się do prezesa PKS-u w Rzeszowie. – Kierowca stałe jeżdżący na linii Krzywa Sędziszowska – Rzeszów tego dnia nie mógł pojechać, więc w zastępstwie wysłany został inny kierowca, jadący pierwszy raz na tej trasie
– powiedział Super Nowościom Piotr Klimczak, prezes PKS. – Mógł zapytać pasażerów, których wiózł, którędy ma jechać, ale widocznie tego nie zrobił. Poniesie konsekwencje zgodnie z regulaminem pracy, bo nie dojechał na ostatni przystanek w Krzywej i nie wziął pasażerów, którzy na niego czekali. Będzie upomniany lub dostanie naganę.
Co mają zrobić pasażerowie, którzy nie dojechali do pracy i szkoły – zapytaliśmy przedstawiciela przewoźnika. – Mogą wysłać maila do PKS-u i przedstawić swoją sytuację w związku z niemożliwością dojazdu do Rzeszowa – wyjaśnił szef zarządu PKS-u. – Usprawiedliwimy im nieobecność.
Tylko że takie tłumaczenie przewoźnika jest niewystarczające. PKS powinien zadbać o kierowców i przeszkolić ich z tras, którymi zobowiązani są jeździć. Jeśli to był rzeczywiście kierowca, który miał do przejechania nieznaną mu trasę, to wystarczyło, żeby wypytał dyżurnego ruchu zanim ruszył z Rzeszowa, jak ma jechać. To wina kierowcy, że pasażerowie nie dojechali do pracy, czy szkoły. W ten sposób PKS traci klientów, bo ich cierpliwość (jeśli się jeszcze nie skończyła), to wkrótce może się skończyć.

Mariusz Andres