Kolbuszowska strefa wolna od tytoniu to fikcja

– To, co oni robią, jaki bałagan po sobie pozostawiają, to się w głowie nie mieści. Zacznijmy w końcu karać ich mandatami. Może to coś zmieni
– apeluje Krzysztof Wójcicki, który prowadzi działalność gospodarczą przy ul. Janka Bytnara. Fot. Paweł Galek

Mieszkańcy ul. Janka Bytnara w Kolbuszowej skarżą się na młodocianych palaczy z okolicznych szkół. – To, co oni robią, jaki bałagan po sobie pozostawiają, to się w głowie nie mieści. Sprzątamy kilka razy dziennie. Nic to nie daje – alarmuje Krzysztof Wójcicki, który prowadzi działalność gospodarczą w tym rejonie miasta. Co ciekawe, ulica ta od ponad trzech lat jest… strefą wolną od dymu tytoniowego.

Problem małoletnich palaczy dotyka głównie „Manhattanu”, czyli obiektów mieszkalno-handlowych, które są położone naprzeciw Zespołu Szkół Technicznych. To głównie uczniowie tej placówki kopcą ludziom pod oknami. Problem ten uderza również w przedsiębiorców. Stąd petycja mieszkańców ul. Bytnara o ustanowienie strefy wolnej od dymu tytoniowego. Jej pokłosiem jest podjęta w 2019 r. przez radnych miejskich uchwała.
Minęły cztery lata i… nic się nie zmieniło. Na własnej skórze doświadcza tego prowadzący tam działalność gospodarczą Krzysztof Wójcicki: – Bardzo proszę o to, aby zmobilizować Straż Miejską do tego, aby pojawiała się na „Manhattanie” codziennie przed godz. 8 – apelował do władz gminy. – Robi się ciepło, problem nieletnich palaczy narasta. Sprzątamy jako właściciele lokali po dwa-trzy razy dziennie. Nic to nie daje. To jest nie do upilnowania. A przecież obowiązuje przepis zakazu palenia – denerwuje się. – Czasami strażnicy podjeżdżają, ale oni niespecjalnie wychodzą z samochodu. A jak wychodzą, to młodzież ucieka. Ja nie jestem zwolennikiem karania mandatami, ale chyba musimy to zrobić. Większość z tych palaczy jest niepełnoletnia. Może w końcu rodzice zobaczą, że ich dzieci przepalają ich pieniądze i dokuczają ludziom – apelował Wójcicki. – Straż Miejska ma przekazane, żeby codziennie patrolować ten rejon – zapewniał burmistrz Jan Zuba. – Nie zawsze jest to możliwe, bo nie są tylko od tego, żeby spacerować ulicami miasta. Mają na głowie całą gminę, a dzieje się wiele i muszą być w pogotowiu.

Paweł Galek