Koniec „Gosposi”. Przetrwała 30 lat i 3 miesiące

Po 30 latach funkcjonowania na witrynie sklepu „Gosposia” pojawiły się informacje o likwidacji. Fot. Wit Hadło

Jeszcze nie tak dawno w sklepie „Gosposia” ciężko się było przecisnąć między zajmującymi niemal każdy metr kwadratowy pralkami, lodówkami i zamrażarkami. Dziś, w pomieszczeniu gdzie stały, zostały ostatnie sztuki. Pusto jest też na półkach z częściami zamiennymi i drobnym sprzętem AGD. Ostatni klienci kupują to, co jeszcze zostało. – Zamykamy się z końcem roku. Sklep przetrwał dokładnie 30 lat i 3 miesiące. Udało się doczekać do emerytury, dłużej nie damy rady – mówi Kazimierz Lasota, jeden z właścicieli sklepu przy ul. Dąbrowskiego w Rzeszowie.

Od miesiąca nie działa już znajdująca się naprzeciwko kwiaciarnia „Róża”, w której rzeszowianie robili zakupy od ponad 50 lat. W Wigilię będzie można po raz ostatni kupić słodycze w sklepie „Małgorzatka”, który od ponad 30 lat roztaczał zapach piernika i czekolady przy ul. 3 Maja. „Gosposia” to kolejny biznes, który przestaje działać z przyczyn ekonomicznych.

Na nowe rachunki postanowiliśmy nie czekać

– Wzięliśmy to za niewielkie pieniądze na początku lat 90. Inflacja cały czas powoli sobie pełzała i tak doszło do tego, że dziś koszty prowadzenia tego interesu są cztery razy wyższe niż na początku. Płacimy ponad 6 tysięcy zł, a ceny za ogrzewanie mamy jeszcze z tamtego roku. Już przeczuwam, co będzie w przyszłym, dlatego na nowe rachunki postanowiliśmy nie czekać
– mówi Kazimierz Lasota.
W sklepie zostali we dwóch. Na zatrudnienie dodatkowego pracownika, takiego, który mógłby nosić najcięższy sprzęt, już ich nie stać. – To z kolei nie pozwala nam o ubieganie się o obniżkę czynszu. MZBM, któremu płacimy, nawet nie chce słyszeć o jakichś negocjacjach. Wiecie co nam zaproponowali? Żeby wyczyścić sklep, wywieźć towar i jeszcze raz przystąpić do przetargu – mówi.
Drzwi otwierają się co chwilę. Ktoś pyta o termostat do starej lodówki, starszy mężczyzna zaparkował przed drzwiami samochód dostawczy i odbiera zamówioną wczesniej pralkę. To też jedna z przyczyn, dla których „Gosposia” się zamyka. Miejsce jest mało atrakcyjne, brakuje parkingu, w obie strony jest kawałek do przejścia dla pieszych. Zdarzyło się, że policja wlepiła mandat klientom, którzy z ciężkim towarem przechodzili przez jezdnię, do samochodów zaparkowanych na płatnych miejscach po drugiej stronie Dąbrowskiego.
– Dodajmy do tego bezwzględną konkurencję. Pracujemy z bardzo dużymi hurtowniami. Im gorsza sytuacja na rynku, tym oni stają się bardziej drapieżni. Mają już swoje sklepy, zdarzały się sytuacje, że sprzedawali mi drożej sprzęt w hurtowni, niż mieli u siebie w detalu, jak robili jakąś akcję promocyjną – opowiada Kazimierz Lasota. – Poza tym młodzi ludzie już nie przychodzą do takich sklepów, jak ten. Wolą robić zakupy przez Internet.

Mieliśmy tu wszystko

Wchodzi kolejny klient. Patrzy po półkach, zagląda do sali, którą kiedyś po brzegi wypełniał duży sprzęt AGD i nie może uwierzyć, że to koniec „Gosposi”. – Ile razy ja tu jakieś części kupowałem – mówi. I pyta, co dalej z tym miejscem. – Co chwilę czytam, że kolejna firma upada. Oby nie skończyło się tak, jak to widziałem jeżdżąc po Portugalii. W miasteczku Faro co drugi budynek stoi pusty. Jak tak dalej pójdzie, u nas będzie to samo.
Właściciel „Gosposi” również przyszłość widzi w niezbyt kolorowych barwach. – Obawiam się, że jak z nowym rokiem koszty funkcjonowania firm jeszcze wzrosną, to do takich sytuacji będzie dochodzić coraz częściej. Nam udało się dotrwać do emerytury. Nie schodzimy z rynku ogłaszając upadek, tylko likwidujemy sklep przewidując sytuację, jaka dopiero się wydarzy. Na koniec mogę tylko podziękować naszym klientom za zaufanie, którym nas obdarzyli i za to, że sporo z nich było z nami przez te 30 lat.
Uspokaja też tych, którzy do sklepu przy Dąbrowskiego zaglądali po części zamienne. – Nawet największe sieci, które nie bawią się w sprzedaż takich „drobiazgów”, jak filtry czy worki do odkurzaczy, przysyłały do nas ludzi, bo wiedziały, że mamy tu wszystko. Nasi klienci już się martwią, gdzie będą robić takie zakupy. Pocieszamy ich, że nasz kolega otwiera wkrótce mały sklepik przy Hetmańskiej. Nie będzie tam pralek i lodówek, będzie stoisko z częściami.

Grzegorz Król