Koniec ścieżki i chodnika. Uważajcie na samochody!


Za wiaduktem chodnik i ścieżka rowerowa nagle się urywają. Droga, na której się kończą, wkrótce zostanie zamieniona w „strefę zamieszkania”. Fot. Grzegorz Król

Trzy lata trwał remont wiaduktu w ciągu dawnej ulicy Batorego. Na finał prac z niecierpliwością czekali nie tylko kierowcy. Robotnikom, którzy w ostatnich miesiącach uwijali się jak mrówki, kibicowali też piesi i rowerzyści. Dzisiaj pytają: – Czy to na pewno koniec? Mam wrażenie, że odtrąbiono sukces, a coś chyba nie do końca poszło zgodnie
z planem.

Magdalena do pracy jeździ z Nowego Miasta w okolice Trembeckiego. Rowerem, bo tak najszybciej i najprzyjemniej. Na otwarcie wiaduktu od miesięcy czekała z niecierpliwością. – Wcześniej ta trasa była dość uciążliwa. Nie dość, że naokoło, to jeszcze trzeba było przebijać się przez dworzec PKP, często przez tłum podróżnych. Po pracy, w godzinach szczytu, to był czasami koszmar – opowiada.
Kiedy pod koniec listopada wiadukt wreszcie otwarto, nie tylko ona odetchnęła z ulgą. Nagle okazało się, że trasa, na pokonanie której wcześniej trzeba było poświęcić około pół godziny, jakby się skurczyła. – Spod Mostu Zamkowego na Siemieńskiego wystarczy teraz 10 minut, w dodatku wzdłuż Wisłoka cały czas jedzie się ścieżką rowerową. I tak do samego wiaduktu. Tu jednak coś chyba poszło nie tak. Za mostem nagle urywa się i ścieżka, i chodnik dla pieszych, i wjeżdża się wprost na jezdnię. Proszę zapytać w ratuszu czy to na pewno koniec remontu. Bo mam wrażenie, że odtrąbiono sukces, a coś chyba poszło nie do końca z planem
– mówi rowerzystka.

Pieszy będzie miał pierwszeństwo

Sprawdziliśmy, jak wygląda to miejsce. Gdy kilka dni temu stopniał śnieg, oczom pieszych ukazały się poziome znaki na ostatnich metrach ścieżki rowerowej i chodnika. Idąc od strony centrum piesi i rower są do góry nogami, jakby gwałtownie wyhamowywali przed asfaltem, gdzie urywa się trasa. Przecina ją droga dojazdowa dla mieszkańców okolicznych domów.
– Ścieżka i chodnik faktycznie kończą się w tym miejscu. Żeby je zmieścić obok ulicy, musielibyśmy wyburzyć stojącą po prawej stronie kamienicę, a takich rzeczy staraliśmy się uniknąć – tłumaczy Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa. – Wygląda to niefortunnie, jednak to nie koniec prac, w planie mamy jeszcze jedną rzecz. Na tej dojazdowej drodze już wkrótce pojawią się znaki oznaczające strefę zamieszkania.
To charakterystyczny, niebieski prostokąt z samochodem osobowym, domkiem, pieszym i dzieckiem kopiącym piłkę. W tak oznaczonym terenie obowiązuje ograniczenie prędkości do 20 km/h. – Najważniejszą rzeczą jest jednak to, że bezwzględne pierwszeństwo ma tu pieszy, kierowcy muszą więc zachować szczególną ostrożność. Druga istotna rzecz to zakaz parkowania samochodów poza miejscami do tego wyznaczonymi, dlatego piesi i rowerzyści będą mogli swobodnie poruszać się tym odcinkiem
– uspokaja rzecznik prezydenta.

Odcinek nie dla rowerów

Magdalena zwróciła uwagę na jeszcze jedną rzecz w okolicy. Jadąc ulicą Jana Styki od strony wiaduktu w kierunku centrum rowerzyści trafiają na kolejną „niespodziankę”. Na skrzyżowaniu z ul. Elizy Orzeszkowej przeznaczona dla nich ścieżka nagle się kończy. Odcinek do nowego ronda, które powstało obok ZUS, trzeba pokonać ulicą. – W godzinach szczytu oznacza to stanie w korku albo lawirowanie między samochodami. Jak to ma się do obietnic prezydenta i urzędników, którzy od lat powtarzają, że przy okazji remontów i budowy nowych dróg trasy rowerowe to priorytet? – pyta.
– Tu także zabrakło nam miejsca. Jadąc od skrzyżowania z Orzeszkowej po prawej mamy przychodnię. Budując to połączenie drogowe wykorzystaliśmy część terenów, na których znajdował się parking dla pacjentów. A do przychodni przecież trzeba jakoś dojechać, dowieźć chorego, kogoś z niepełnosprawnością, czy jakieś potrzebujące pomocy dziecko. Dlatego musieliśmy przy tej drodze zrobić kilka miejsc postojowych. Takie są niestety uroki prac w ścisłym centrum i realizacji inwestycji w mocno zabudowanym terenie. Staraliśmy się jednak znaleźć jak najwięcej kompromisów i zaspokoić każdego – mówi Artur Gernand. I dodaje, że specjalnie dla rowerzystów dobudowano ścieżkę, która łączy wiadukt kolejowy z Mostem Lwowskim. – Zrobiliśmy to dodatkowo, poza całą drogową inwestycją w centrum.
Przypomnijmy, że przebudowa ulic była największym drogowym przedsięwzięciem w Rzeszowie w ostatnich latach. Całość kosztowała ponad 50 mln. W ramach inwestycji oprócz nowego ronda i wiaduktu wyremontowano i przebudowano m.in. ulice Śniadeckich, Fredry, Orzeszkowej, Batorego, Styki, Żółkiewskiego i Siemieńskiego.

Grzegorz Król