
Prezydent Rzeszowa ruszył w trasę po mieście. Wzorem swojego poprzednika, razem ze świtą swoich urzędników rozpoczął swoje tournée od osiedli Miłocin, Miłocin – św. Huberta i Pogwizdowa Nowego. Mieszkańcy dzielili się z nim swoimi obawami i problemami. Spotkanie zdominował temat patodeweloperki, z którą mierzą się tamtejsi ludzie.
Zaczęło się w piątek, 17 lutego, krótko po godz. 17. Na początku salę wykładową Wyższej Szkoły Inżynieryjno-Ekonomicznej wypełnili dyrektorzy poszczególnych miejskich wydziałów. Szybko jednak miejsca zapełniały się mieszkańcami. Niektórzy nawet przyszli z dokumentami, mając nadzieję, że prezydent się nad nimi pochyli. Jednak włodarz był początkowo dość spięty, być może dlatego, że było to jedno z pierwszych takich spotkań od czasu zakończenia pandemii. Mieszkańcy wypytywali o dojazdy, ekrany wyciszające i przejścia na remontowanej obecnie ul. Warszawskiej. Zbigniew Micał, przewodniczący Rady Os. Miłocin i św. Huberta, zaznaczył, że przesunięte zostały przystanki autobusowe. Pytano o plac zabaw przy ul. Myśliwskiej, który przegrał w głosowaniu nad Rzeszowskim Budżetem Obywatelskim, jednak prezydent znalazł na niego dodatkowe pieniądze w budżecie (już ogłoszono przetarg).
Stop betonozie
Najbardziej mieszkańców rozpalił temat opracowania planu zagospodarowania przestrzennego ich terenów. – Mamy coraz więcej zgłoszeń od mieszkańców o zapędach patodeweloperki. Chcemy przywrócić ten plan, co obowiązywał dotychczas i w nieznanych przez nas okolicznościach utracił ważność – powiedział przedstawiciel Rady Osiedla Miłocin. Bo z informacji, które docierają do rady, między domkami jednorodzinnymi, deweloperzy chcą uzyskać warunki zabudowy „20 mieszkań na 8 arach”. A jak dodał mieszkaniec, do tej pory wszystkie domki na tym osiedlu były budowane w planie „jeden dom na działce 8 arowej”. Jego sąsiad dodał, że złożono w tej sprawie protest. – Chcemy czasy patodeweloperki w tym mieście zakończyć – obwieścił Konrad Fijołek. – Kluczem jest studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, które się opóźniło ze względu na protesty mieszkańców terenów, które chcemy chronić przed zabudową – powiedział. Dodał też, że za jego kadencji zanim zostanie wydane pozwolenie na budowę, to Wydział Architektury ma szerzej objąć analizą dany teren i zawiadomić sąsiadów, aby ci mogli się wypowiedzieć. – Chcemy powstrzymać zapędy, aby wyciskać maksa z danej działki – zapewniał prezydent Fijołek.
Mieszkańcy jednak nie do końca argument ten przyjęli. – To, że nie ma studium, nie może być powodem, że urzędnicy miejscy wydawali warunki na zabudowę, pozwalające betonować miasto – odparował mu jeden z mieszkańców. A na widowni rozległy się brawa. Prezydent odpowiedział, że jeśli ktoś spełnia warunki prawne, to WZ-tki, wydać musi. Przypomniał, że wiele z tych decyzji zostało przyjętych, kiedy on nie pełnił obecnej funkcji i są „parametrami trochę naciągnięte”. Obiecał jednak, że głosy mieszkańców weźmie pod uwagę przy rozpatrzeniu wniosku dewelopera.
Kinga Dereniowska


