
– relacjonuje Jerzy Jakubiec. Fot. Archiwum Czytelnika
Synowa Jerzego Jakubca źle zaparkowała samochód w centrum Rzeszowa. Karę wynoszącą 10 zł zapłaciła od razu, jednak rok później teść, który jest właścicielem auta, dostał upomnienie i wezwanie do… zapłaty. Na prośbę o wyjaśnienie wysłaną do Miejskiej Administracji Targowisk i Parkingów nikt nie odpowiedział. Minęły kolejne trzy lata. – Chciałem wybrać pieniądze, a karta nie działa. Nie mogłem też nic przelać z konta. W domu czekało pismo z Urzędu Skarbowego. Okazało się, że mam zablokowane rachunki bankowe i ponad 130 zł do zapłaty – mówi nasz Czytelnik.
Ta historia zaczęła się 24 stycznia 2018 roku. Synowa pana Jerzego źle zaparkowała pożyczony od niego samochód, nie zauważyła, że jest to miejsce płatnego parkowania. Gdy wróciła za wycieraczką znalazła wezwanie do zapłaty za nieopłacony postój. Zadzwoniła do MATiP-u, gdzie usłyszała, że jak ureguluje należność tego samego dnia, to nie poniesie dodatkowych kosztów. – Tak też zrobiła – mówi Jerzy Jakubiec pokazując potwierdzenie realizacji przelewu. Odbiorcą jest MATiP, w szczegółach płatności widnieje numer wezwania.
MATiP nie odpowiada
Mija ponad rok, jest 10 kwietnia 2019 roku. Jerzy Jakubiec dostaje od MATiP-u pismo, które jest równocześnie wezwaniem do zapłaty 21,60 zł. Do kary za nielegalny postój administracja dorzuca koszty upomnienia, które właśnie trzyma w ręku. – Kompletnie nie miałem pojęcia o co chodzi. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o niefortunnym parkowaniu sprzed roku. Zadzwoniłem do synowej, a ta wysłała do MATiP maila, żeby wyjaśnić sytuację.
Tu pokazuje kolejny wydrukowany plik. W treści numer upomnienia, data parkowania, którego sprawa dotyczy i załącznik z potwierdzeniem przelewu. Do tego prośba o uznanie reklamacji. – Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi, ani żadnego kolejnego wezwania, więc sprawę uznałem za załatwioną.
Z 10 zł zrobiło się 133
Minęły kolejne 3 lata, jest połowa listopada 2022 roku. Nasz Czytelnik próbuje wybrać pieniądze, ale ma zablokowaną kartę. – Nagle okazało się, że mam poblokowane konta, karta nie działa, nic nie działa – relacjonuje. – Zadzwoniłem do żony, a ona mówi, że czeka na mnie w domu jakiś nieodebrany list z Urzędu Skarbowego. I tak dowiedziałem się, że mam do zapłaty dokładnie 133,58 zł. Za tę karę sprzed lat, tym razem powiększoną o koszty egzekucyjne. Nie dość, że została już raz zapłacona, to poczułem, jakby ktoś armatę na muchę wyciągnął. Dawno nie dostałem tak grubej przesyłki, cały stos papierów, jakbym był nie wiadomo jak wielkim dłużnikiem.
Zapłacił, bo ciężko funkcjonować bez dostępu do pieniędzy. – Urząd zrozumiał moją sytuację i szybko wycofał blokadę kont. Kosztowało mnie to sporo nerwów. Straciłem też dwa dni na wyjaśnianie jakiejś sprawy sprzed niemal pięciu lat, o której sobie nagle przypomniano, żeby nie uległa przedawnieniu.
Ból zostaje
Gdy nieco ochłonął postanowił złożyć wizytę Jerzemu Tabinowi, dyrektorowi rzeszowskiego MATiP-u. – Przyjął mnie, owszem. Przeprosił, powiedział, że to wina pracownika, który nie odpowiedział na maila. Posłał nawet po niego, więc po chwili przepraszali mnie wszyscy. Ale z tym przepraszaniem to wiadomo jak jest – ktoś kogoś kopnie, przeprosi, a ból zostaje. Zapytałem o jakieś zadośćuczynienie za moje nerwy i szkody. Usłyszałem od pana Tabina, że nic mi więcej nie może pomóc i że sam zapłacił kiedyś mandat, jak źle zaparkował.
Z Jerzym Tabinem próbowaliśmy się wczoraj skontaktować kilkukrotnie. Za drugim razem udało się połączyć z sekretariatem, dyrektora jednak nie było. Po opisaniu sprawy, o jaką chodzi, sekretarka obiecała, że oddzwoni. Czekaliśmy cierpliwie, ok. 15.30 spróbowaliśmy raz jeszcze. W sekretariacie nie było już nikogo.
Grzegorz Król


