
Z dnia na dzień drożeje dosłownie wszystko, w tym to, bez czego naprawdę nie możemy się obejść, czyli żywność. Na przemyskim Zielonym Rynku starsza pani chciała ukraść dwa pomidory. Przyłapana przyznała, że jest zwyczajnie głodna. Opowiedziała, że po zrobieniu opłat i zakupieniu leków, na życie zostaje jej 150 zł. Na ciekawą informację w jednym z przemyskich sklepów natknął się z kolei nasz Czytelnik. – Dożyliśmy czasów, gdy masło jest takim towarem luksusowym, że trzeba informować klientów, iż nie opłaca się go kraść – napisał, załączając stosowne zdjęcie. Jak się okazuje, ta sieć nie jest jedyną, która informuje swoich klientów, że będą ścigani, jeśli coś ukradną. Powód? Drastyczny wzrost liczby kradzieży żywności przez Polaków, których najzwyczajniej w świecie nie stać na jej kupienie.
Jak informuje Komenda Główna Policji, Polacy kradną blisko jedną trzecią więcej artykułów spożywczych, niż w zeszłym roku. To dane oparte na zgłoszeniach takich incydentów, a wiadomo, że jest ich zdecydowanie więcej, tylko nie wszystkie są zgłaszane – Muszę mieć oczy dokoła głowy – przyznaje w rozmowie z nami Krzysztof, handlujący warzywami na przemyskim Zielonym Rynku. – Ludzie kradną na potęgę – żali się. – Biorą, co wpadnie im w rękę. Ostatnio starsza pani chciała ukraść dwa pomidory – opowiada. – Robiła to tak nieporadnie
– wzdycha sprzedawca. – Przyłapana przyznała, że jest zwyczajnie głodna. Dałem jej te pomidory i jeszcze trochę innych warzyw. Opowiedziała mi, że po zrobieniu opłat i zakupieniu leków, na życie zostaje jej 150 zł – relacjonuje mężczyzna.
Nie zgłaszają, a sami interweniują
Nim horrendalnie wzrosły ceny żywności, Polacy najczęściej kradli kosmetyki i chemię gospodarczą. Na drugim miejscu był sprzęt elektroniczny, a artykuły spożywcze na trzecim. Teraz, gdy ceny, które trzeba zapłacić za podstawowe jedzenie poszybowały w górę, zaczęliśmy kraść żywność. Policyjne statystyki mówią o 28-
-procentowym wzroście liczby kradzieży artykułów spożywczych rok do roku. Jednocześnie stróże prawa nie ukrywają, że realnie liczba ta może być nawet dwa razy większa. A to dlatego, że obsługa sklepu, czy właściciele straganów większości kradzieży nie zgłaszają. – A po co? – pyta Marianna, właścicielka małego osiedlowego sklepiku w Przemyślu. – Więcej z tym zachodu i formalności, niż to warte – przekonuje. – Kiedy widzę, że ktoś usiłuje coś ukraść, zwyczajnie mu na to nie pozwalam – przyznaje kobieta. – Przeważnie taka osoba zawstydza się i przeprasza. Niektóre wprost mówią, że chciały ukraść z głodu. Wtedy proszę, by taka osoba przyszła wieczorem przed zamknięciem sklepu i oddaję jej to, co mi nie zeszło. Co jak co, ale żeby w XXI. wieku, w środku Europy ludzie głodowali, to już naprawdę skandal – konkluduje.
Kradzież się nie opłaca
Duże sieciowe sklepy przed drobnymi kradzieżami chronią się zatrudniając ochronę oraz instalując monitoring. O tym, że ten jest w sklepie, informują też klientów wprost pisząc, że kradzież się nie opłaca. To jednak niekoniecznie zniechęca chcących coś ukraść. W tej chwili kradzież sklepowa towarów, które są warte do 500 zł, to wykroczenie. Dostać za to można kilkusetzłotowy mandat. Dopiero kradzież mienia powyżej 500 zł wartości to przestępstwo, za które trafia się przed sąd. A nasza władza chyba chce zrekompensować Polakom wysokie koszty żywności i chce… podnieść wysokość kwoty, powyżej której kradzież jest przestępstwem z 500 do 800 zł. – To już naprawdę nie jest śmieszne – komentuje pragnący zachować anonimowość policjant. – Takie coś to wręcz zachęta do tego, żeby kraść – zauważa i dodaje, że: – Nie wszyscy kradnący także podstawowe artykuły czynią to z biedy. Cwaniacy wprawieni w sklepowych kradzieżach odsprzedają potem swoje łupy i mają z tego zysk – przekonuje.
Historia zatacza złowieszcze koło
Kiedyś uczciwi polscy klienci oburzali się, gdy np. w sklepach w Berlinie Zachodnim niemieccy ochroniarze chodzili za nimi krok w krok. To była konsekwencja tego, że inni nasi rodacy słynęli tam z tego, że potrafią ukraść dosłownie wszystko. Teraz w polskich sklepach natykamy się na takie informacje, jak prezentowana na zdjęciu. Historia zatacza złowieszcze koło…
Monika Kamińska


