
Przed wiekami krajobrazy te podziwiał król Władysław Jagiełło. Dziś malownicza panorama, jaka rozciąga się z góry Sobień, cieszy oczy tysięcy turystów. I choć z górującego tu niegdyś nad Sanem zamku Kmitów zostały tylko ruiny, historie związane z tym miejscem wciąż działają na wyobraźnię…
Góra Sobień jest dość niepozorna… Wznosi się tuż nad zakolem Sanu przy trasie z Sanoka do Leska – przez Załuż. Jej stoki są objęte rezerwatem przyrody, a szczyt wieńczą ruiny zamku. Turystów od lat przyciąga tu nie tylko platforma widokowa, ale i aura tajemniczości, jaka owiewa to miejsce… Co więcej, po miejscach, gdzie właśnie się przechadzamy, stąpał kiedyś król Władysław Jagiełło, który gościł na sobieńskim zamku w 1417 roku.
– Z jego pobytem związana jest interesująca historia. Otóż Piotr Kmita, zwany Lunakiem, ówczesny pan na Sobieniu, otrzymał nagłe wezwanie do stawienia się na sanockim zamku, dokąd naonczas miał przybyć monarcha. 1 maja stawił się Kmita w oznaczonym miejscu i spotkał króla w towarzystwie Elżbiety z Pileckich Granowskiej, wojewodzianki sandomierskiej – opowiada Edward Marszałek, autor książek i rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. – Okazało się, że na dzień następny Jagiełło zaplanował swój ślub z Elżbietą. Była ona już potrójną wdową o dość burzliwej przeszłości. Jednak mimo słusznego wieku [wg jednych badaczy miała 37, wg innych 45 lat] wciąż zachwycała urodą. Małżeństwo to zapewne nie podobało się części dworzan, więc całą ceremonię przygotowano w tajemnicy.
2 maja w kaplicy zamkowej w Sanoku sprowadzony ze Lwowa arcybiskup Jan udzielił ślubnego błogosławieństwa. – Wcześniej jednak wydarzył się wypadek. Otóż kareta wioząca królewską parę przed ołtarz ugrzęzła po osie w błocie i trzeba było posyłać na folwark po woły, aby ją wyciągnąć. Narzeczeni musieli odbyć część drogi na piechotę – mówi leśnik. – W tym czasie Kmita zaprosił Elżbietę, aby wraz ze świeżo poślubionym monarchą udała się do jego komnat na Sobieniu. Zaproszenie zostało przyjęte i jeszcze tego dnia król wraz z kilkunastoma dworzanami gościł u Kmity w sobieńskiej fortecy. Podziwiając solidne mury i widoki z wieży zamkowej, oczekiwał poprawy pogody, aby zapolować na niedźwiedzia. Jednak kaszel dokuczający Elżbiecie zmusił króla do wyjazdu z Sobienia.
Damy wciąż wracają?
Zamkowe mury były niemymi świadkami także i tragicznych wydarzeń. – Jedyna córka Piotra Kmity, Helena, przymuszona została przez ojca do zamążpójścia. Jej „wybrankiem” miał być podstarzały wdowiec, wojewoda Stanisław Łaszcz. Helenka wielokrotnie i bezskutecznie błagała ojca, aby swą decyzję zmienił – opowiada Edward Marszałek. – Gdy już uroczystości ślubne były przygotowane, panna młoda wieczorem, przy pełni księżyca wyszła w zwiewnej sukni na mury zamkowe i tam, gdzie skarpa stromo opada do Sanu, rzuciła się w jego wezbrane wiosennymi roztopami wody. Nigdy jej ciała nie znaleziono.
Ponoć piękna Helena, już jako duch nawiedza zamkowe ruiny do dziś. Co ciekawe, nie jest jedyną zjawą, jaką łączy się z tym miejscem. Na szczycie góry pojawiać ma się również Czarna Dama. Mowa o Annie Kmicie, która straciła życie podczas najazdu Węgrów w 1474 roku. Gdy napastnicy wysadzali mury w powietrze wzbudzając pożar, ubrana w czarny strój Anna zamknęła się w komnacie, z której już nie wyszła… Gdy mąż odnalazł ślady jej biżuterii w zgliszczach, poprzysiągł ukochanej wierność na zawsze, na co ona odpowiedziała pozostając z nim jako duch.
Bogactwo roślin
Cała góra Sobień, licząca 5,43 ha ma też walory przyrodnicze – w 1970 roku została uznana za rezerwat przyrody. – Wprawdzie kilkaset lat temu musiała być ona pozbawiona leśnej roślinności, ale czas i warunki klimatyczne sprawiły, że występują tu dziś interesujące zbiorowiska leśne – podkreśla rzecznik. – Najciekawszym jest grąd w odmianie wschodniokarpackiej z sałatnicą leśną i bluszczykiem kosmatym. W runie można oglądać ziarnopłon wiosenny, świerząbek korzenny, obrazki plamiste, a na niewielkiej powierzchni również trybulę lśniącą.
Północną część rezerwatu zajmuje podgórska forma buczyny karpackiej z paprotnikiem kolczystym, żywcem gruczołowatym i żywokostem lekarskim. U podnóża góry występują zbiorowiska łęgowe: wikliny nadrzeczne i nadrzeczna olszyna.
Wiadomo jednak, że największym magnesem dla turystów jest przede wszystkim platforma widokowa. W ostatnim czasie nie była ona dostępna dla odwiedzających to miejsce. Prace jednak zostały już zakończone. – Odnowiliśmy mostki i barierki na trasie wiodącej do ruin – tłumaczy Zbigniew Pawłowski, nadleśniczy Nadleśnictwa Lesko. – Najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa było jednak odnowienie platformy widokowej i zabezpieczenie na nowo miejsc, gdzie z ruin osypują się kamienie. W końcu pejzaż Bieszczadów widziany z Sobienia przyciąga co roku dziesiątki tysięcy turystów.
Tych z pewnością nie zabraknie i w te wakacje…
anja


