Kto odpowie za tragedię na boisku?

Te szokujące zdjęcia zaprezentowano na ostatniej sesji Rady Miasta. Fot. Archiwum

Widok przy mieleckim boisku, z którego każdego dnia korzystają sportowcy, w tym małe dzieci, może szokować. Są tam m.in.: niezabezpieczone zagłębienia pod haki, porozrzucane obciążniki, porwane rękawy wejściowe do namiotu, a także zardzewiałe rury i inne elementy budowlane. Dlaczego tego nie usunięto? Kto odpowie, w razie gdyby doszło tutaj do tragedii?

Budowa zadaszenia w postaci balonu pneumatycznego nad boiskiem na terenach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji od początku wzbudzała kontrowersje.

Wielka polityczna pompa

O przedsięwzięciu jesienią 2019 r. mówił wizytujący Mielec premier Mateusz Morawiecki. Zrobił to na przebudowanym stadionie przy ul. Solskiego. – Rozpoczynamy ten projekt, bo musimy wyrównywać szanse dla naszych młodych chłopców z ich rówieśnikami z innych krajów – podkreślał szef rządu. Rok później Ministerstwo Sportu ogłosiło wyniki naboru wniosków w ramach pilotażowego programu budowy zadaszeń boisk piłkarskich.
Na liście wniosków, które zostały zakwalifikowane do rządowego wsparcia jako jedyny z Podkarpacia znalazł się projekt z Mielca. – Mamy to! Po miesiącach starań pozyskaliśmy wsparcie na budowę zadaszonego, pełnowymiarowego boiska. Skorzystają na tym dzieci, młodzież i kluby – cieszył się związany z Mielcem europoseł Tomasz Poręba.
W lutym ub.r. udało się wyłonić wykonawcę inwestycji. Komisja przetargowa miała do wybory trzy oferty, za najkorzystniejszą uznała tę złożoną przez konsorcjum wykonawców z Warszawy. Umowa zakładała wykonanie zadaszenia pneumatycznego o pow. 8664 mkw., wysokości 19 m i kubaturze 164 616 m sześc. Oprócz balonu miały powstać trzy budynki techniczne służące m.in. do obsługi zadaszenia i zapewnienia ogrzewania „hali”.

Konstrukcja się zawaliła

Łączny koszt inwestycji to ponad 2,3 mln zł, z czego 1,1 mln zł to rządowa dotacja. Umowa zakładała zakończenie prac w październiku ub.r. Roboty ruszyły latem, ale balon postawiono dopiero w grudniu, czyli dwa miesiące po terminie. Mało tego, zaledwie kilkanaście dni po ustawieniu, w nocy z 23 na 24 grudnia ub.r., cała konstrukcja się zawaliła.
Powodem tego stanu rzeczy miało być przypadkowe odcięcie dopływu powietrza do instalacji. Na szczęście nic nikomu się nie stało, a mogło.
Balon zdemontowano, a boisko udostępniono MOSiR-owi. Cała konstrukcja od miesięcy leży na ziemi, niszczeje i zagraża bezpieczeństwu. A mimo tego niemal codziennie trenują tam sportowcy, w tym także dzieci. Mocno zaniepokojony tym jest Wiesław Truniarz, przewodniczący miejskiej komisji sportu, zaprezentował zdjęcia, które mogą szokować.
– Składowane tam elementy zadaszenia boiska pozostawiają wiele do życzenia – alarmował. – Niszczeją i już wyglądają jak stare. Widzimy tam niezabezpieczone zagłębienia pod haki, porozrzucane obciążniki z piaskiem, porwane rękawy wejściowe do namiotu. Nie tak to miało wyglądać, nie tak to powinno być. Proszę wyciągnąć konsekwencje wobec wykonawcy. Żeby nie było tak jak na stadionie, gdzie mamy sprawy sądowe – grzmiał Truniarz na ostatniej sesji Rady Miasta.
Temat, o którym mówił szef miejskiej komisji, dotyczy zrealizowanej osiem lat temu przebudowy areny. Miasto żądało od wykonawcy wielomilionowego zadośćuczynienia za liczne usterki. Chodzi m.in. o wykwity pleśni i grzyba w pomieszczeniach pod trybuną stadionu od strony ul. Kusocińskiego, gdzie trenują młodzi lekkoatleci. Inną kwestią jest okalająca murawę bieżnia, na której doliczono się ponad 400 pęcherzy z powietrzem.

Boisko czy plac budowy?

Zszokowany sytuacją na boisku, obok którego leżą elementy balonu, jest również Grzegorz Ziomek, wiceprzewodniczący Rady Miasta:
– Cała ta sytuacja bardzo niepokoi. Na zdjęciach widzimy też skorodowany materiał budowlany oraz uszkodzone miejsca, w których powinien być wkotwiony balon. Pomiędzy boiskami jest przejście oraz miejsce, gdzie są ławeczki dla kibiców. Na środku leżą elementy instalacji. Każdy może tam wejść i je wynieś. Czy ktoś w ogóle tego pilnuje? W takim standardzie chcemy odebrać tę inwestycję? – pytał.
– Boisko to użytkują dzieci i młodzież. A są tam niezabezpieczone kotwy. Jeżeli ktoś tam wpadnie, może dojść do nieszczęścia. Trzeba coś z tym zrobić, tak żeby dzieci mogły bezpiecznie tam grać. Trenerzy zwracają również uwagę na elementy wejścia do budowanej hali, które znajdują się w obrębie boiska. One również nie są zabezpieczone. Jeżeli któreś z dzieci wpadnie z rozpędu na ten element, naprawdę może być źle – przestrzega Ziomek.
Głos zabrał też radny Jarosław Szczerba, były szef miejskiej komisji sportu: – Czy na terenie budowy można pozwolić na uprawianie jakiegokolwiek sportu? Moim zdaniem, miejsce to powinno być absolutnie zamknięte dla użytkowników – irytował się Szczerba.

Zamiatanie pod dywan?

W pewnym momencie Bogdan Bieniek, przewodniczący Rady Miasta, próbował zakończyć dyskusję. – Nie ciągnijmy tego tematu, bo to zaczyna wyglądać groteskowo. Rozumiem, że wrócimy do tematu na komisji sportu i najbliższej sesji rady – proponował.
– A ja jednak jestem zwolennikiem odpowiedzialności za to, co się robi. Nie zamiatajmy problemu pod dywan. Jeśli jest ktoś odpowiedzialny za taki a nie inny stan z tego obiektu, to po prostu to rozstrzygnijmy, a nie mówmy, że nic się nie stało. No bo stało się. Tam jest bajzel. Jest to kwestia niegospodarności i z tego tytułu należy wyciągać konsekwencje, a nie udawać, że wszystko jest OK – denerwował się radny Marian Kokoszka.
Prezydent Jacek Wiśniewski nie krył zaskoczenia tym, co zobaczył na zdjęciach: – Na pewno będę o tym rozmawiał z pracownikami. Nie wiem, czy to jest na etapie budowy, kto jest odpowiedzialny za ten teren, ale na pewno to nie powinno tak wyglądać – zaznaczył.

Tłumaczenie wykonawcy

Andrzej Jędrychowski, naczelnik Wydziału Inwestycji w Urzędzie Miasta, oznajmił, że teoretycznie teren przekazano firmie budowlanej, która ma dokończyć inwestycję.
– Oczekujemy, że wszystkie elementy, które zostały pokazane na zdjęciach, w momencie odbioru będą zgodne z projektem. Troszkę przeciąga się ten okres związany z ustawieniem balonu. Były przyczyny pogodowe, które nie pozwalały tego zrobić, ale to jest takie tłumaczenie… Chyba powinno to wyglądać lepiej – przyznał.
– W momencie zejścia z terenu budowy wykonawca zabezpieczył otwory po kotwach workami z piasku – dodał naczelnik. – Nie potrafię powiedzieć, dlaczego w tej chwili już nie są, bo też nie wiem w jakim okresie zaprezentowane zdjęcia zostały zrobione.

Paweł Galek