Lokalny aktywista niedopuszczony do głosu

– Uniemożliwienie zabrania mi głosu w sprawie coraz wyższych kosztów życia to policzek dla mieszkańców, którzy nie mogli dociekać sami swoich praw, bo byli w pracy, lub mieli inne obowiązki – komentuje Tomasz Buczek. Fot. Paweł Galek

Kolbuszowski aktywista i społecznik, Tomasz Buczek, nie został dopuszczony do głosu na ostatniej sesji Rady Miejskiej. Chciał odnieść się do podwyżek cen energii. Nie było mu to jednak dane. Jego zdaniem, to mogła być zemsta za jego aktywność w sprawie podwyżek diet radnych, które w konsekwencji jego działań nie doszły do skutku.

Tomasz Buczek przybył na ostatnią sesję, aby publicznie przedstawić swoje stanowisko w sprawie planowanych podwyżek cen energii dla Urzędu Miejskiego (mówi się nawet o 10-
-krotnych wzroście). Chciał się wypowiedzieć w punkcie, w którym te kwestie były omawiane. Uniemożliwił mu to jednak Krzysztof Wilk, przewodniczący Rady Miejskiej.

„Policzek dla mieszkańców”

– Zostałem „wypchnięty” z sesji, ponieważ przyszedłem upomnieć się o interes mieszkańców – komentował na gorąco Buczek. – Pan przewodniczący Wilk nie tak dawno dostał po głowie za to, że wraz z kolegami chciał przepchnąć dla siebie i dla nich podwyżki diet. Dziś się za to odpłacił. To policzek dla mieszkańców, którzy nie mogą dociekać sami swoich praw, bo są w pracy, lub mają inne obowiązki. Ja poświęciłem godzinę swojego czasu i nie zamierzam więcej. Nie będę słuchał tego, co mówi kółko wzajemnej adoracji – dodał.
W obronie lokalnego aktywisty stanęło tylko dwóch radnych. Jednym z nich był Mirosław Kaczmarczyk: – Ja bym nie chciał, żeby pan Buczek był traktowany jak persona non grata. Sam byłem ciekawy, co ma do powiedzenia – oznajmił. – Pewnie nie dotyczyłoby to nawet ani naszej rady, ani spraw gminy. Być może odczytałby jakiś manifest do rządu. Myślę, że kiedy pojawi się następnym razem, to po prostu umożliwimy mu zabranie głosu. Bo wychodzimy na ludzi, którzy boją się prawdy, boją się usłyszeć obcego głosu – dodał.

Równi i równiejsi?

W podobnym tonie wypowiadał się radny Piotr Panek. Zasugerował przy tym, że prowadzący obrady traktują gości jak lepszych i gorszych. – Może to wyglądać tak, że niektórym udzielamy głosu zaraz jak się pojawią, szanując ich czas. Tu było odwrotnie. Naprawdę nic złego się nie stanie, jeżeli raz na kilka miesięcy damy się komuś wypowiedzieć – mówił.
Krzysztof Wilk, przewodniczący Rady Miejskiej, odpierał zarzuty: – Ja nie czuję, żebym w jakiś sposób kogoś ograniczył – podkreślił. – Nie jestem osobą, która coś skrywa. Po prostu zgodnie ze statutem prowadzę posiedzenie rady. Panu Buczkowi oficjalnie powiedziałem, że umożliwimy mu zabranie głosu w sprawach różnych. Tymczasem on chciał narzucić nam taką formę sesji, jaka mu pasowała. Nie mogłem na to pozwolić.

Paweł Galek