
Gdy Maria Konopnicka przyjechała w nasze strony, na stacji w Jedliczu witały ją tłumy. Pewnie niejedna osoba zastanawiała się wtedy, jaką sąsiadką okaże się słynna pisarka, która miała zamieszkać w pobliskim Żarnowcu. Szybko przekonano się, że „wielmożna pani” potrafi mile zaskoczyć, ale i… zgorszyć. Autorce „Roty” daleko było bowiem do statecznej i nudnej damy!
Znała 10 języków, których nauczyła się… sama. Nie tylko znakomicie pisała, ale i świetnie grała na pianinie. Kochała podróżować – odwiedziła ponad 100 znanych miast i kurortów, gdzie spotkała m.in. cesarza Franciszka Józefa i papieża Leona XIII. Swój patriotyzm wyrażała kolorem ubrania – czarną garderobą oznaczała protest i żałobę wobec faktu, że Polski nie było na mapie…. Maria Konopnicka, która jest jedną z patronek 2022 r., z pewnością była postacią nieprzeciętną.
W żarnowieckim domu
Co wiadomo o jej prywatnym życiu? Skarbnicą takich informacji jest z pewnością Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu k. Krosna – uroczy drewniany dworek, gdzie przed laty mieszkała pisarka. Dziś można tu zobaczyć m.in., jakimi przedmiotami się otaczała. Unikatowe eksponaty zdradzają wiele szczegółów z jej życia. Spory kufer Louis Vitton ujawnia zamiłowanie do podróży, którym poświęciła aż 28 lat, a w które nie ruszała się bez Biblii w przekładzie Jakuba Wujka, „Boskiej Komedii”, „Pana Tadeusza” i dzieł Artura Grottgera. Na zachowanych dokumentach widać fiołkowy atrament. Właśnie taką barwę oczu miała też jej córka, Laura Pytlińska.
A z kim znanym się przyjaźniła? Na przykład z Elizą Orzeszkową, co potwierdza zdjęcie wiszące w gabinecie Konopnickiej. Panie uczyły się kiedyś na pensji u sióstr sakramentek w Warszawie. Odnalazły się po wielu latach. Orzeszkowa napisała serdeczny list ze wsparciem do jednej z debiutantek literackich. Zaczęła od „Szanowna pani”. Nie wiedziała wtedy, że pisze do… szkolnej koleżanki. Konopnicka odpisała jej: „Kochana Elizo! Nie „szanuj” mnie tak bardzo, gdyż ja jestem tą samą dawną „Manią”, z którą nieraz za różne figle rekolekcje u matek wizytek odbywała”. Ich przyjaźń trwała aż do śmierci. To właśnie Orzeszkowa przyczyniła się do tego, że jej koleżanka zamieszkała w Żarnowcu. Dworek ten pisarka otrzymała w „Darze Narodowym”, na który – jak nazwa wskazuje – złożyli się jej rodacy w 25-lecie twórczości. Liczne komitety jubileuszowe powstały właśnie z inicjatywy Elizy Orzeszkowej. Konopnicka zamieszkała w nim w 1903 r.
Bicyklem do Dukli
W naszych stronach przywitano ją z wielkimi honorami. W liście do syna Jana pisała: „W Jaśle – na granicy powiatu – wystąpiły władze miejskie, sokolstwo całe, w paradzie – gimnazjum, szkoły wydziałowe, stan nauczycielski – i kilka tysięcy publiki. Mowy, bukiety, muzyka, szpaler sokołów i gimnazjalistów, a przy tym upał nie do wytrzymania. Na stacji w Jedliczach poseł Stapiński, ludowcy i masa ludu z powiatu krośnieńskiego. Znów mowy i bukiety polne od chłopskich dzieci. Tu czekał powóz, za którym ruszyły bryczki, wozy, podwody, całym hurmem. Na granicy Żarnowca czekała na górce banderia: do 20 konnych, samych żarnowiaków, w białych szatach, w czerwonych krakuskach z pawimi piórami, z kwiatami.”
Pisarka nie ukrywała, że było to dla niej nieco męczące: „U bramy (…) wójt i gmina przyjmował za chlebem i solą. U progu witał komitet pań lwowskich, szczęściem bez długiej przemowy. W sieniach poseł Bojko wyrżnął setną orację. I pomyśl tylko, że ja na każdą z tych mów odpowiadać miałam”.
W archiwalnych wywiadach oraz jej korespondencji znaleźć można bogate relacje z jej codziennych dni tutaj: – Latem oddycham tutaj całą piersią, używam swobody, radując się, że jestem u siebie. […] Czytam i piszę nie skrępowana niczym, rozporządzająca czasem do woli. […] Urozmaicam sobie pobyt, jak mogę. Kiedy nie piszę – a piszę obecnie kilka rzeczy ludowych i dla ludu – i mam chwilę wolną, wybieram się w okolicę, zwiedzam piękne starodawne ruiny zamku w Odrzykoniu, puszczam się w góry, które stąd widać dokładnie – mówiła na łamach „Kuriera Warszawskiego”.
Pisarka zazwyczaj poruszała się po okolicy powozem, choć nieraz bulwersowała okolicznych mieszkańców wsiadając na… bicykl. Jak wspominała, w swoich wycieczkach zapędziła się aż do Dukli. Nieprzypadkowo. – Przed laty w Warszawie otrzymałam od przeora klasztoru z Dukli list, który mi utkwił głęboko w pamięci. Zacny zakonnik w serdecznych słowach, powołując się na religijne wrażenia, jakie poezje moje na nim wywarły, prosił, abym na cześć św. Jana z Dukli napisała wiersz, który by można wydrukować i rozdawać wiernym. Odpisałam niebawem, przesyłając żądany hymn. Wiersz dostąpił zaszczytu, iż w mnóstwie egzemplarzy rozszedł się pomiędzy lud corocznie napływający do Dukli – wspominała Maria Konopnicka.
Słynna pisarka skromnością i otwartością szybko podbiła serca mieszkańców. Drzwi jej dworku były zawsze otwarte i o każdej porze. Doświadczył tego np. gospodarz z okolicznej wsi Dobieszyn „Zbudził mnie o 7 i pół rano kołataniem. Zrywam się, bo służącej nie ma, i boso, w szlafroku lecę otwierać, myśląc, że kto zachorował. A ów dobieszyniak: Niech będzie pochwalony! Przyszedłem też przy świętej niedzieli pogadać o polityce z wielmożną Panią, bo choć ja chłop mały, ale się tym trudnię, co w świecie jest. Czytać to ta i nie czytam, bo nie umiem, to tu przyszedłem pogadać. No, wzięłam pantofle i tak niemyta, nieubrana, na czczo siedziałam do 11, a on rozpowiadał i pytał” – opisywała niespodziewaną wizytę poetka.
Służyła poradami lekarskimi, prawnymi, pomagała w kształceniu m.in. dzieci. – Prababcia, była osobą ogromnie wrażliwą na krzywdę – nie tylko ludzką, ale i każdego stworzenia – potwierdzała Joanna Modrzejewska, prawnuczka Marii Konopnickiej w rozmowie z Super Nowościami. Na dowód przytoczyła historię, którą opowiedziała jej mama, gdy jako mała dziewczynka odwiedzała babcię w Żarnowcu. – Odbywały spacery i do lasu, i nad rzekę. W rzeczce tej w owym czasie, sporo okolicznych włościan łowiło ryby. Babcia Konopnicka chodziła tam z moją mamą z wiaderkiem i od „rybaków” kupowała ryby. Później szła w dół rzeki, gdzie z powrotem je wypuszczała. Dziwiło to moją mamę, która była przekonana, że ryby będą na kolację czy obiad. Konopnicka jednak mówiła: „Nie Zosieńko, rybki to żywe, boskie stworzenia. My mamy co jeść, więc niech one sobie jeszcze pożyją”.
Nie tylko krasnoludki
Jak wspominała pani Joanna, pisarka była osobą głęboko wierzącą, choć nie dewotką. – Jej wiarę widać w pięknych wierszach o charakterze religijnym np. tych z pobytu we Włoszech.
Zarówno bogata twórczość pisarki, jak i bogaty życiorys, dla wielu wciąż są tajemnicą. – Konopnicka na ogół odbierana jest jako autorka wierszyków dla dzieci, książeczek dla dzieci i… koniec! A nie mówi się na przykład o tym, jaką była wspaniałą tłumaczką. Nie pamięta się całej jej ogromnej pracy publicystycznej, na którą nie wiem, kiedy miała czas – zauważyła Joanna Modrzejewska. – To jest dla mnie wręcz nie do pojęcia, żeby opiekować się dziećmi, pisać zarobkowo i jeszcze korespondować z wieloma wybitnymi ludźmi w całej Europie, a to w obronie dzieci wrześnieńskich czy więźniów jadących na Sybir. To ona wymyśliła m.in. akcję w Warszawie, w ramach której zbierała pieniądze na tzw. podkajdanki, czyli filcowe opaski. Szyły je kobiety dla więźniów, żeby mogli założyć je pod metalowe łańcuchy na nogach. Łańcuchy te raniły nogi w czasie marszu, a zimą przyczyniały się do odmrożeń. Mnóstwo jest społecznych zasług prababci, o których nikt nie mówi, o których się nie pamięta. Pamięta się sierotkę i krasnoludki, pamięta się różne, zresztą cudowne wierszyki, ale krzywdzi to prababcię.
Może więc rok Marii Konopnickiej będzie idealną okazją, by odkryć wszystkie oblicza genialnej pisarki…
Aneta Jamroży


