Miał być węgiel, a jest miał

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Archiwum

Sytuacja na polskim rynku opałowym staje się coraz bardziej dramatyczna. Składy węgla świecą pustkami, a tam gdzie się pojawi „czarne złoto”, cena ścina z nóg. Mowa jest już o 4,6 tys. złotych za tonę. I to za węgiel wcale nie najwyższej jakości. Polacy dosłownie drżą – już teraz z zimna, bo końcówka lata i początek jesieni nie rozpieszczają. Jednak o prawdziwe drżenie przyprawia myśl o nadchodzącej zimie, szczególnie gdy będzie mroźna. Jak sobie poradzimy bez opału?! Tymczasem rządzący uspokajają, że wszystko będzie dobrze i węgiel będzie. Jakoś przekonujący nie są, szczególnie w kontekście ich kolejnych wypowiedzi na ten temat.

Zacznijmy od prezydenta Andrzeja Dudy, który w 2015 roku mówił: – Węgiel to nasz podstawowy surowiec energetyczny, którego wystarczy na najbliższe 200 lat – zapewniał wtedy A. Duda. To samo powtarzał trzy lata później na Szczycie Klimatycznym ONZ – COP24 w Katowicach. – Węgiel jest surowcem własnym, o który nikogo nie musimy prosić, którego od nikogo nie musimy kupować. Możemy go wydobywać sami – podkreślał.
W marcu tego roku, już po rosyjskiej napaści na Ukrainę, Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska w polskim rządzie tak oto mówiła w rozmowie z dziennikarzami Radia Plus:- Mamy duże zapasy, jeśli chodzi o paliwa, gaz i węgiel. Bylibyśmy gotowi z dnia na dzień podjąć taką decyzję (mowa o rezygnacji z rosyjskich surowców przyp. autora). Być może wymagałoby to chwilowych drobnych ograniczeń, ale nieodczuwalnych z perspektywy zwykłego obywatela – przekonywała A. Moskwa. Ta sama minister zapewniała w Polsat News 30 marca, czyli już po wprowadzeniu embarga na rosyjskie surowce, że 8 mln ton węgla, które do tej pory Polska importowała z Rosji, „to nie jest dużo”, a „do kolejnego sezonu jesienno-zimowego, zarówno poprzez zwiększenie własnego wydobycia, ale też zwiększenie importu zamorskiego jesteśmy w stanie uzupełnić zapasy i zapewnić bezpieczeństwo energetyczne”. – Nie przewidujemy tutaj żadnego zaburzenia rynku, chociaż oczywiście na pewno Putin i strona rosyjska chciałaby, żebyśmy powtarzali takie komunikaty, że nam to nie zapewni bezpieczeństwa, ceny będą wysokie. Nie poddajemy się tej propagandzie, tylko konsekwentnie przygotowujemy się do sezonu
– przekonywała A. Moskwa. 1 czerwca minister klimatu i środowiska napisała na Twitterze: -Wraz ze Spółkami Skarbu Państwa prowadzimy skuteczne działania, które zapełniły lukę węglową po decyzji o zakazie importu tego surowca z Federacji Rosyjskiej. Na dziś mamy zabezpieczone ponad 8 mln ton węgla. Jesteśmy po bezpiecznej stronie. Nazajutrz apelowała do opozycji „o odpowiedzialną komunikację ze społeczeństwem”. – Wprowadzanie nieuzasadnionej paniki, że nie wystarczy węgla, zachęca nieuczciwych uczestników rynku do spekulacji cenowych – ostrzegała na Twitterze.

Sasin – optymista i Siarka – zbieracz chrustu

Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych w rządzie Mateusza Morawieckiego, pytany przez TVP1 o bezpieczeństwo energetyczne Polski w marcu także wprost „ział” optymizmem.- Jako rząd nie umywamy rąk od tego, nie zostawiamy tych odbiorców bez wsparcia. Jesteśmy tutaj w kontakcie z innymi dostawcami. Mogę zapewnić, że to ubycie węgla rosyjskiego z polskiego rynku nie spowoduje perturbacji, czyli nie spowoduje, że te ciepłownie nie będą, czy indywidualni odbiorcy nie będą mieli dostępu do węgla – twierdził wówczas Sasin i przekonywał, że: – W tym przypadku byłoby trudno, żeby indywidualny odbiorca szukał dzisiaj zagranicznego dostawcy, tutaj to musi wziąć na siebie rząd. I takie zapewnienia już bardzo konkretne, i bardzo konkretne dostawy mamy przygotowane, one przez polskie porty będą płynęły. Tak że bez tego węgla rosyjskiego sobie poradzimy – mówił. W maju Sasin już takim optymistą nie był, ale na falach Radia Plus mówił, że „węgla nie powinno zabraknąć”.
Dobrą radę dla Polaków, w związku z rosnącymi cenami opału, miał na początku czerwca wiceminister klimatu i środowiska, Edward Siarka: – Cały czas obowiązuje, za zgodą leśniczego, możliwość zbierania gałęzi na opał. W tym roku po rozpoczęciu wojny w Ukrainie i zawirowaniu na rynku energii wzrosły zapytania do nadleśnictw o wskazanie terenu i zgodę na pozyskiwanie drewna opałowego w lokalnych lasach. Priorytetowo należało zadbać, by pierwszeństwo samopozyskiwania drewna miały społeczności lokalne – mówił. I choć rada Siarki została dokumentnie obśmiana przez oburzonych internautów, politycy PiS na swoich profilach w mediach społecznościowych prowadzili swoistą kampanię na rzecz zbierania chrustu. Zachęcał do tego m.in. europoseł PiS, Bogdan Rzońca, prezentując, jak sam nazbierał chrustu na swej działce i przekonywał, że czyni tak od dawna.

Premier i rząd odradzali zakup węgla latem

Premier Mateusz Morawiecki przemawiając na początku czerwca w Sejmie mówił: – Prowadzimy program zakupu węgla i zwiększenia wydobycia węgla w polskich kopalniach. Chcemy, żeby w momencie, gdy rozpoczną się zakupy na sezon grzewczy jesienno-zimowy, cena była taka jak przed gwałtowną zwyżką cen węgla związaną z nałożonym embargiem na Rosję. I zrobimy to. Pracujemy dzisiaj nie tylko nad zakupami, ale także nad mechanizmami dystrybucji, po to, żeby ominąć łańcuszek pośredników, po to, żeby nie zarabiali na tym pośrednictwie, tak, żeby po prostu Polacy mieli jak najtańszy węgiel – uspokajał szef naszego rządu. Tymczasem 13 lipca podczas spotkania z mieszkańcami Boronowa w powiecie lublinieckim premier zachęcał do ocieplania domów przed sezonem grzewczym, a 17 lipca na spotkaniu z mieszkańcami Turowa Mateusz Morawiecki przyznał, że z dostępnością węgla Polska będzie mieć „dużo problemów w najbliższych tygodniach, miesiącach”. Twierdził, że odpowiedzialne za to są składy węgla, w których „nie ma woli współpracy”. Jednocześnie pod koniec lipca szef polskiego rządu apelował w Sejmie, by obywatele wstrzymali się z kupowaniem węgla. – Mamy plan, mamy strategię. Jesienią i zimą z pewnością węgla nie zabraknie. Cena węgla spadnie, i to w niedługim czasie
– mówił. Kupowanie węgla latem odradzał też z całych sił rzecznik rządu, Paweł Muller, który tak mówił na antenie TVN24 7 czerwca: – Odradzam kupowanie węgla w tej chwili tym, którzy chcą się w niego zaopatrzyć na zimę. Zaraz przez politykę spółek Skarbu Państwa dojdzie do obniżenia ceny węgla, ponieważ chcemy bezpośrednio go dystrybuować, pominąć pośredników – powiedział. Rozwinął tę myśl:- (…) Co mogę w tej chwili doradzić osobom, które chcą zaopatrzyć się na zimę, bo nie mówię o bieżących potrzebach, ale na zimę, żeby teraz nie kupowały tego węgla, w tej chwili dokładnie, bo zaraz przez politykę spółek Skarbu Państwa dojdzie do obniżenia ceny węgla, ponieważ chcemy bezpośrednio dystrybuować, pominąć pośredników. A pośrednicy w tej chwili na marżach robią po kilka, kilkaset złotych co najmniej na tonie- przekonywał Muller upierając się, że ceny węgla rychło spadną.

Prezes PiS radzi kupić 1,5 tony węgla i „palić czym się da”

Jak wiadomo, cena węgla nie spadła, a drastycznie wzrosła, a wprowadzony przez rząd dodatek węglowy na razie Polacy mają tylko na papierze. Na początku miesiąca podczas spotkania z mieszkańcami Nowego Targu, Jarosław Kaczyński, prezes PiS, pytany przez górali, co z ogrzaniem ich domów, powiedział:
-Trzeba w tej chwili palić wszystkim, no poza oczywiście oponami i tym podobnymi szkodliwymi rzeczami, (…) bo po prostu Polska musi być ogrzana! A tak oto do obecnej fatalnej sytuacji opałowej Polaków odniósł się na partyjnym spotkaniu z mieszkańcami Siedlec w środę (21 września) przemawiając do rodaków, by się nie niepokoili. Jego zdaniem, wszystko można rozwiązać łatwo. Mianowicie: – Jeżeli na przykład ktoś potrzebuje trzech ton, no jest ta dopłata do węgla, to niech kupi półtorej. Później będzie mieć gwarancję, że kupi kolejne półtorej – radził prezes PiS. – I w ten sposób na pewno, bo już teraz, dzisiaj mogę to powiedzieć z całą pewnością, węgla do końca sezonu grzewczego wystarczy – przekonywał Kaczyński przypominając o transportach węgla, które mają płynąć do Polski. Kaczyński nie mówił gdzie – tak konkretnie – ludzie mają kupić wspomniane 1,5 tony surowca. Najwyraźniej jest na tyle oderwany od rzeczywistości, że nie wie, iż węgla ot tak sobie nie można kupić, bo go zwyczajnie nie ma! A tak w nawiązaniu do tych transportów mających płynąć do Polski…Otóż Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych otrzymała 3 miliardy złotych na zakup 600 tys. ton węgla. Takie polecenie wydał jej urzędnikom premier Morawiecki w maju. Miał to być węgiel wysokiej jakości, przesortowany. Problem w tym, że dotychczas do Polski nie dotarł jeszcze ani jeden jego transport. – Gdzie są te pieniądze, które dostał RARS? Obawiam się, że zaczyna nam się szykować kolejna afera respiratorowa – skomentował Paweł Poncyljusz z klubu Koalicji Obywatelskiej. Tymczasem dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski, który poinformował o sprawie, tłumaczył w TVN24, że nie wiemy, gdzie RARS zamówiła węgiel i nie wiemy, na kiedy. – W portach są tak zwane sloty, czyli momenty, kiedy dany towar jest przeładowywany ze statku na hałdy, a potem dalej, do pociągów towarowych. W tej chwili jest wielka kolejka statków czekających na rozładunek różnych towarów i te sloty są bardzo ważne. Dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że sloty, które były zaplanowane w sierpniu i wrześniu dla RARS, przepadły, dlatego, że nie przypłynęły po prostu żadne statki -wyjaśniał.
Opozycja nie zostawia na rządzie suchej nitki nie tylko za głupawe wypowiedzi dotyczące węgla, ale przede wszystkim za brak zapewnienia Polakom bezpieczeństwa energetycznego. Najzabawniej chyba „politykę” rządu w tym zakresie podsumował poseł KO, Mariusz Witczak. – Gdyby wysłać PiS na Saharę, to zabrakłoby tam piasku – powiedział w sierpniu na antenie Polsatu w programie „Debata Dnia”. Byłoby to bardzo zabawne, gdyby nie było prawdziwe. Przed nami jesień i zima, a węgla – kolokwialnie mówiąc – ni ma…

Monika Kamińska