
Przez lata był lekceważony i postrzegany w cieniu marszałka Józefa Piłsudskiego. Tymczasem Ignacy Mościcki wiele osiągnął własną pracą, żelazną konsekwencją i odwagą. Choć życie nie zawsze układało mu się jak w bajce…
Jeszcze podczas zaborów jako jeden z ochotników wziął udział w zamachu na rosyjskiego generała gubernatora, Josifa Hurko, który był zajadłym rusyfikatorem i niszczycielem polskiego szkolnictwa oraz prześladowcą unitów. Zamach nastapić miał w jednym z warszawskich soborów prawosławnych, a do wybuchu miano wykorzystać kilogram nitrogliceryny wyprodukowanej w mieszkaniu prywatnym przez Mościckiego. Nasz bohater oraz Michał Zieliński mieli wtargnąć na nabożeństwo w mundurach carskich wojskowych i zdetonować ładunek. Zakładano, że gubernator, jego przyboczni doradcy, ale także Mościcki i Zieliński zginą. Przygotowania zamachu wyszły jednak na jaw i Mościcki zmuszony był ratować się ucieczką przez pół Europy do Anglii. Tam, zarabiał na życie, m.in. jako fryzjer, początkowo nie znając nawet angielskiego. Tu także zmarła jego córeczka, której śmierć przypłacił załamaniem nerwowym.
Znajomość niemieckiego zadecydowała, że wybrał Szwajcarię i rozpoczął uzupełniającą naukę, a potem karierę naukową we Fryburgu. Mościcki osiągnął wszystkie stopnie kariery naukowej. Był autorem ponad 40 patentów polskich i zagranicznych, których użytkowanie – po wyborze na prezydenta RP – nieodpłatnie przekazał państwu polskiemu. W początkach 1912 roku odrzucił lukratywną propozycję pracy w prywatnym laboratorium w Zurychu. Wiedziony tęsknotą za ojczyzną skorzystał z oferty Politechniki Lwowskiej. Przywiózł ze sobą kilkanaście ton aparatury, które zakupił w szwajcarii i podarował lwowskiej uczelni. Tu, poznał m.in. znakomitego matematyka, profesora Kazimierza Bartla, zwolennika obozu sanacyjnego.
Po przewrocie majowym Piłsudski poparł kandydaturę Mościckiego na stanowisko prezydenta II RP. Ignacy Mościcki został głową państwa 4 czerwca 1926 roku. Podczas sprawowania urzędu często go krytykowano. Koła opozycyjne zarzucały, że jest tylko narzędziem w rękach Piłsudskiego. A Bartel, już sam będąc premierem, złośliwie cytował ludową piosenkę: „Tyle znacy, co Ignacy, a Ignacy g… znacy”. Po śmierci Józefa Piłsudskiego część obozu „piłsudczyków” uważała, że Mościcki powinien zrezygnować z pełnionego urzędu. On sam uważał, że Marszałek sugerował mu rezygnację, ale kiedy on sam poczuje zmęczenie pełnionym urzędem…
II Przy książęcym stole
W 1929 roku prezydent Ignacy Mościcki przybył na ziemie obecnego Podkarpacia. 19 lipca 1929 roku o piątej po południu stanął na ziemi przeworskiej. Na jego przyjazd przygotowano kompanię honorową 39 pułku piechoty. W bramie tryumfalnej – jak relacjonowała ówczesna Gazeta Lwowska – prezydenta Mościckiego powitali przedstawiciele władz ze starostą Adamem Remiszewskim. W trakcie wizyty prezydent zwiedził m.in. cukrownię, folwark w Gorliczynie i serownię. Wieczorem ordynat przeworski, książę Andrzej Lubomirski wydał na cześć dostojnego gościa uroczysty obiad w swoim pałacu. Wzniósł też toast słowami: „Za czasów niewoli (…) nigdy nie traciłem nadziei, że powiewać będą nad nami własne sztandary narodowe. Z życzeniem, by Ci dostojny Panie Prezydencie, Pan Bóg dał uwieńczyć Twoje znoje największym powodzeniem dla Państwa, piję Twoje zdrowie winem, które widziało króla Jana Sobieskiego i wznoszę okrzyk: Najjaśniejsza Rzeczpospolita i Prezydent Mościcki niech żyją!”. Orkiestra wojskowa odegrała następnie hymn państwowy. Po obiedzie odbył się w salonach raut, na którym obecni byli przedstawiciele ziemiaństwa z przeworskiej ziemi. Prezydent zanocował w pałacu.
W sobotę, 21 lipca 1929 roku gościł w Łańcucie. Opis tejże wizyty zachował się w pamiętnikach hrabiego Potockiego. Prezydent wjechał na ulice miasta w odkrytej limuzynie witany przez mieszkańców miasteczka. Przejechał pod utworzonym na jego przybycie Łukiem Tryumfalnym. Witany był m.in. przez biskupa przemyskiego Karola Fischera oraz przedstawicieli władz miasta.
W łańcuckim pałacu podejmowany był uroczystym śniadaniem, w którym uczestniczyło 28 zaproszonych gości. W kolejnych dniach prezydent Mościcki zwiedził w towarzystwie hrabiego Alfreda Potockiego klasztor bernardynów w Leżajsku (witany i oprowadzany przez gwardiana), oglądał konie w majątku hrabiego, a także podejmowany był obiadem w pałacyku myśliwskim w Julinie. W Julinie Mościcki także „zapolował”. Jak w swoich pamiętnikach wspominał Alfred Potocki – „ prezydent ustrzelił pięknego daniela”. W czasie deseru w Julinie – jak relacjonowała Gazeta Lwowska – Alfred Potocki wzniósł na cześć dostojnego gościa specjalny toast. Drugiego dnia pobytu w Łańcucie prezydent uczestniczył w nabożeństwie w tutejszym kościele. Wzdłuż drogi z zamku do kościoła mieszkańcy wiwatowali na cześć prezydenta, a przed samym kościołem orkiestra odegrała hymn narodowy.
Podczas wizyty w Łańcucie prezydent zwiedził poradnię przeciwgruźliczą, zakłady spirytusowe, a w parku odebrał defiladę Straży Pożarnej z okolicznych miejscowości.
II Dotknąć prezydenta
Mościcki pojawiał się na obecnym Podkarpaciu jeszcze kilkakrotnie. W 1932 roku przybył do Rzeszowa w związku z odsłonięciem pomnika Lisa-Kuli (do projektu figury pozował Leon Kula, młodszy brat Leopolda). Prezydentowi RP towarzyszyła małżonka Józefa Piłsudskiego – Aleksandra, wraz z córkami, gen. Kazimierz Sosnkowski, oraz matka młodziutkiego pułkownika Elżbieta Kulowa. 18 września plac Farny udekorowany był trybuną o biało-amarantowych barwach. Defilada garnizonu rzeszowskiego wojska oraz 5 tysięcy strzelców trwała na placu Farnym przeszło dwie godziny. Ale w opinii rzeszowskich gazet… ludziom zabrakło bezpośredniego kontaktu z głową RP: „Wszystko było tamowane szczelnymi kordonami policji, którzy nie pozwalali ludziom na bliższy kontakt z Mościckim, gdyż wnet ukazywały się gumowe pałki, chwytanie za bary i tarmoszenie opornych”. Ponoć przejście prezydenta od samochodu pod pomnik było bardzo ciche i niemal niezauważalne z obawy… srogich min policji, która jakby obawiała się, że wśród publiczności znajduje się potencjalny zamachowiec z bombą; podobnie wyglądał przejazd do Starostwa. Uroczystości odsłonięcia zebrały ponad czterdzieści tysięcy osób, czyli więcej niż wówczas mieszkało w Rzeszowie…
7 maja 1938 roku Mościcki odwiedził miasto nad Wisłokiem przy okazji wizytacji Centralnego Okręgu Przemysłowego. Po spożyciu obiadu w specjalnym pociągu prezydent w towarzystwie wojewody lwowskiego Biłyka oraz dowódcy okręgu wojskowego Wieczorkiewicza, udał się na zwiedzanie fabryki obrabiarek H. Cegielskiego oraz wytwórni silników lotniczych pod Lisią Górą. Uroczyste powitanie w rzeszowskim ratuszu nastąpiło o godz. 18. Mościckiego przyjmował prezydent miasta Niemierski, a specjalny gość usiadł na krześle, na którym siadywał ponoć jeszcze król Jan III Sobieski. Wiceprezydent Pelc zwrócił uwagę, że w archiwum miejskim przechowuje się dokument z 1578 roku, w którym król Stefan Batory udzielił Rzeszowowi przywilej odbywania jarmarków. Na dokumencie widnieje podpis Marcina Mościckiego, notariusza królewskiego, dalekiego krewnego prezydenta…
Arkadiusz Bednarczyk


