
Stali bywalcy kultowego baru poczuli wczoraj suchość w gardle, bo w Internecie pojawiła się informacja o jego zamknięciu. „Lokal mieszczący się przy ul. Kościuszki 7 niedługo też zniknie z mapy Rzeszowa” – napisano na Facebooku. Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy, a zszokowani klienci zaczęli szturmować kultowy lokal, działający od 26 lat w Rzeszowie.
Klienci dzielą się w sieci wspomnieniami związanymi z Murzynkiem. „Dziadziu zabierał mnie tam po ważnych wydarzeniach na galaretkę, wspinałam się na wysokie hakery i zajadałam pucharek wypełniony galaretką i bitą śmietaną” – opowiada pani Jola. „Trzykrotnie celebrowałem urodziny w Murzynku i za każdym razem było cudownie. W tym roku trzydziestka i nie wyobrażam sobie jej bez Murzynka”- wspomina pan Maciek. Pan Grzegorz mówi, że jak chodził na wagary w liceum, to już rano mógł napić się tam z kolegami browarka.
Pani Katarzyna zauważa, że w Rzeszowie, w ostatnim czasie, wiele lokali zostało zamkniętych. „Wszystko, co miało wieloletnią tradycję i kawał historii w naszym mieście znika, wszystko, co znaliśmy od dziecka, bezpowrotnie kończy swoją działalność. To jest przykre” – ubolewa. Pan Arek wspomina, że klientem lokalu był wielokrotnie. „Szkoda! Oby tak się nie podziało. Nieraz tam przychodziłem. Ale w ostatnich latach padło wiele takich miejsc, które były znane w Rzeszowie. Restauracja Rzeszowska na pl. Ofiar Getta, Markowianka przy ul. Sokoła. Przemijania jednak nikt nie zatrzyma. Prywatny biznes ma to do siebie, że nie znosi próżni. Coś się kończy, a coś się zaczyna. Dużo zdrowia dla właściciela” – życzy. „I tak długo. Jedyną zaletą tego miejsca był widok na całą ulicę Grunwaldzką” – pisze natomiast pani Beata.
Innych informacja zmotywowała do odwiedzenia baru. „Spróbujmy im trochę pomóc. Sam nie pamiętam, kiedy tam byłem, ale od dziś będę przy każdej okazji choćby na piwo” – deklaruje pan Paweł.
W Murzynku zdziwieni
Choć miasto szumi od plotek o zamknięciu „Murzynka”, to panie barmanki na pytanie o zamknięcie lokalu reagowały z oburzeniem. – Dowiedziałyśmy się o tym z internetu. My o tym nic nie wiemy – zarzekają się. Nie chciały też przekazać kontaktu do właściciela. – Bardzo się zdenerwował, jak to usłyszał i nie chce z nikim rozmawiać
– usłyszeliśmy.
Lokal ok. godz. 12.30 tętni życiem. Pan Michał siedział przy barze i sączył złocisty napój. Przy innym stoliku siedziała grupa znajomych w szampańskich nastrojach. Co chwila ktoś wchodzi i przy zamawianiu pyta: – To kiedy zamykacie? Lekko poirytowana kolejnym pytaniem barmanka odpowiada żartobliwie, że: – O dwudziestej drugiej.
Skąd zatem wzięła się plotka o zamknięciu Murzynka? Skontaktowaliśmy się z panią Magdaleną Gdulą, córką jednego ze współwłaścicieli lokalu. – Nie zamykamy lokalu – zaprzecza plotkom kobieta. – Nie podjęliśmy ze wspólnikami decyzji, że zamykamy firmę i nie przekazywaliśmy takiej informacji pracownikom. Ale nie jest też tak, że go nie zamkniemy. Na razie rozważamy jeszcze, co zrobić
– podkreśla. Wskazuje, że właściciele są starsi i nie wiedzą, czy będą nadal prowadzić biznes. Być może lokal ktoś zgodzi się wynająć. Inną opcją jest prowadzenie działalności przez panią Magdalenę z kuzynami. – Zastanawiamy się nad tym, bo obecnie nie jest tak, że z gastronomią jest rewelacja, a lokal wymaga remontu – zaznacza.
Kinga Dereniowska


