
Aż 20 żubrów zginęło od początku 2022 roku w Polsce. Osiem w ciągu ostatnich tygodni było ofiarami myśliwych lub kłusowników. Czy podkarpackie żubry mogą czuć się bezpiecznie?
Polowania na żubry nie są legalne i grozi za to kara nawet 5 lat więzienia. Ale wielu się tym nie przejmuje. Tak było na Pomorzu Zachodnim. We wrześniu leśnicy znaleźli żubrzycę w bardzo złym stanie. Jak podało OKO.press, nie było dla niej ratunku. Sekcja zwłok wykazała, że 12-letnia żubrzyca została postrzelona z gwintowanego sztucera.
W październiku na poligonie w Drawsku Pomorskim myśliwy zabicie żubrzycy tłumaczył, że pomylił ją ze stadem dzików. Ale Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze nie daje wiary w to tłumaczenie. „Strzały zostały oddane z odległości ok. 100 metrów na otwartej przestrzeni w uprawie topinamburu sięgającej do kolan” – podało. Żubrzyca była w trakcie karmienia. Z jej ciała wyjęto 3 pociski.
W tym samym miejscu, kilka godzin później znaleziono kolejną żubrzycę. W jej przypadku kula przeszła na wylot. Kolejnego żubra zabił Irlandczyk. Kiedy obcokrajowiec polował, z lasu wybiegło stado żubrów, a mężczyzna miał do nich strzelić w obronie własnej. Jak spekuluje OKO.press, może przyjechał na tzw. polowanie dewizowe, jak w PRL-u, kiedy myśliwi za pieniądze przyjeżdżali na polowania do krajów z bloku wschodniego. Teraz podobnym procederem organizowania polowań zajmują się ponoć specjalne biura. Koszt takiej wyprawy – jak czytamy w materiale OKO.press – to 1500 euro.
Żubry w Mucznem mogą spać spokojnie?
Na Podkarpaciu ostatni przypadek kłusowania na żubry miał miejsce na szczęście kilka lat temu. – Żubrzyca zaplątała się wtedy we wnyki, czyli linki kłusownicze – poinformował Edward Marszałek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. W naszym regionie nadal jednak jest problem z nielegalnym kłusownictwem. Choć, jak przyznaje leśnik, jest w regresie. Co roku straż leśna znajduje w lasach nawet kilkaset narzędzi kłusowniczych. – Robimy nawet akcje przeszukiwania lasów w okresie przedświątecznym czy zimowym – dodaje. Bo w tym okresie jest najwięcej przypadków kłusownictwa. Większość poluje dla sportu, głównie na sarny czy dziki. Wykrywa się jedynie kilku – kilkunastu sprawców i są to wtedy sprawy sądowe. – Jednak udowodnienie tego jest bardzo trudne – informuje Edward Marszałek. – Bo kłusownika trzeba przyłapać niejako na gorącym uczynku albo znaleźć dowody, świadczące o kłusownictwie.
A co dzieje się ze znalezionymi pułapkami czy wnykami? Trafiają na złom, a jeżeli są ciekawe, to można je oglądać w ekspozycji na posterunkach Straży Leśnej. W izbie edukacyjnej w Nadleśnictwie Brzozów znajduje się ogromna paść, w którą mógłby się złapać nawet słoń. Edward Marszałek przypomina, że pozostawiane pułapki przez kłusowników są zagrożeniem także dla ludzi. – Zwłaszcza, gdy jest to zastawiona linka na naprężonym drzewku. Jeżeli zaś jest przy samej ziemi, to człowiek może się przewrócić, ale krzywdy sobie nie zrobi – ostrzega. – Niestety, dziki zwierz złapany we wnyk, instynktownie zaciska pętlę i w efekcie ginie.
Kinga Dereniowska


