
2023 rok ma być jednym z najtrudniejszych gospodarczo i społecznie okresów do życia. Ekonomiści nie pozostawiają złudzeń. Po pierwsze, będziemy mieli kontynuację ogromnej drożyzny, po drugie, czeka nas także spowolnienie gospodarcze, a może nawet recesja.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w listopadzie inflacja bazowa wyniosła 17,5 proc., licząc rok do roku. Od kilku już miesięcy utrzymuje się ona na poziomach, niewidzianych jak dotąd, od 25 lat. Jak ostrzegają jednak ekonomiści z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, szczyt inflacji dopiero przed nami i w lutym przekroczy ona nawet 20 proc. Podobnie wygląda projekcja Narodowego Banku Polskiego, wskazująca na to, że w pierwszym kwartale 2023r. inflacja wyniesie średnio 19,6 proc. Ekonomiści są zgodni, że za podwyższoną inflację, w pierwszych miesiącach nowego roku, odpowiadać będzie przywrócenie standardowych stawek VAT na energię elektryczną, paliwo oraz gaz ziemny.
Wysokie ceny na stacjach paliw
Już pierwszego dnia Nowego Roku czeka nas zapewne podwyżka cen paliw. Wraz z końcem 2022 r. nastąpi koniec pakietu antyinflacyjnego, a to oznacza, że od 1 stycznia stawka VAT na paliwa wzrośnie z 8 do 23 procent. Niektórzy analitycy rynku paliwowego zwracają uwagę, że skok o 15 punktów procentowych stawki VAT, może przełożyć się na podwyżki rzędu od 40 do 70 groszy na każdym litrze. Tak druzgocąca podwyżka na pewno przełoży się na wszystkie produkty i usługi, podczas których istnieje konieczność produkcji lub ich transportu. Prezes Orlenu Daniel Obajtek zapewnia jednak, że zrobi wszystko, aby druzgocących podwyżek cen paliw przy dystrybutorach uniknąć. Jego słowom ufają m.in. analitycy rynku paliw z serwisu e-petrol.pl. – Wydaje się dość mocno prawdopodobne, że nie zobaczymy istotnych zmian na polskich stacjach – takie deklaracje składali operatorzy rynku paliwowego, a może wynikać to z dość wysokich marż detalicznych, jakie mamy w tej chwili
– mówi dr Jakub Bogucki i dodaje, że „ceny nie będą rosnąć o całą stawkę podatkową, wynoszącą około 1 zł, ale raczej o maksymalnie kilkanaście groszy”. Czy zapewnienia Daniela Obajtka okażą się prawdziwe? To już zweryfikuje najbliższy czas. Póki co, jak wynika z analiz ekspertów, nie ma także mowy o powrocie cen do ich pułapu obowiązującego przed wybuchem wojny w Ukrainie. – Do nieco wyższych cen na razie będziemy chyba zmuszeni się przyzwyczaić, dopóki nie ustalą się nam jakieś konsekwentne nowe drogi zaopatrzenia w ropę inną niż rosyjska – ocenia dr Jakub Bogucki.
Gigantyczne rachunki dobiją przedsiębiorców
Tutaj sytuacja jest nieco skomplikowana. Chcesz płacić mniej za energię elektryczną, zużywaj mniej prądu. Dlaczego? Przyjęta ustawa o zamrożeniach taryf za prąd na ich poziomie jak w 2022 r. dot. tylko gospodarstw domowych, które w nowym roku nie przekroczą zużycia łącznie 2 megawatogodzin (MWh), 2,6 MWh dla gospodarstw domowych z osobami z niepełnosprawnością i 3 MWh w przypadku rodzin z Kartą Dużej Rodziny oraz rolników. Po przekroczeniu tych limitów stawka za każdą 1 MWh wyniesie 693 zł. Jest jedno, ale… Podobnie jak w przypadku paliw od nowego roku wraca standardowa stawka VAT z 5 proc. obecnie na 23 proc. Czyli na starcie prąd będzie droższy o 18 proc. Niestety zamrożenie cen prądu nie dotyczy wszystkich. Najgorzej będą mieli przedsiębiorcy, zwłaszcza małych i średnich firm, którzy zostali pominięci w tarczy antykryzysowej w nowym roku. Z rozmów z podkarpackimi przedsiębiorcami z branży cukierniczej i piekarskiej wynika, że od początku przyszłego roku niektóre firmy dostaną nawet o 30 tys. zł wyższe rachunki za prąd. Gdy do tego dojdą kilkakrotnie wyższe (od 4 do 6 razy) opłaty za gaz, to zrujnuje to piekarnie, podobnie jak i cukiernie. Nawet znaczne podniesienie cen za chleb, sięgające poziomu 15 zł za bochenek, bułki czy ciasta nie pomoże w uratowaniu sklepów należących do właścicieli tych firm. Problemy odczują także samorządy, „ponieważ będą dodatkowo płacić VAT, a dla samorządów, np. za energię elektryczną nie jest taryfowana, więc wzrost kosztów dla konkretnych gmin może być inny” – przekazuje Forum Energii.
Ceny żywności wyczyszczą nasze portfele!
Drożejące podstawowe nośniki energii, czyli paliwa, energia elektryczna czy gaz, poprzez powroty do dawnych stawek VAT, tylko podkręcą ceny żywności, która i tak drożeje w tempie, niespotykanym od kilkudziesięciu lat. Już teraz żywność drożeje na niespotykaną od lat skalę, przekraczając miesięcznie 20 proc. rok do roku. Niestety analizy wielu ekonomistów nie pozostawiają nadziei – w przyszłym roku będzie podobnie, bowiem na ceny „oddziałują rosnące koszty produkcji owoców i warzyw, związane m.in. z wysokimi cenami nawozów oraz energii (problem szczególnie obserwowany w produkcji szklarniowej). W konsekwencji uważamy, że w najbliższych kwartałach dynamika cen owoców i warzyw pozostanie w trendzie wzrostowym” – czytamy w raporcie ekonomistów Credit Agricole. Analitycy banku wskazują także, że przetwórstwo żywności w Polsce opiera się przede wszystkim na firmach zatrudniających co najmniej 250 pracowników, które nie zostały objęte regulacją o maksymalnych cenach za prąd.
Ekonomiści biją na alarm!
Rząd „uparł się” na powrót do najwyższych stawek podatkowych, wskazując, że wynika to z poleceń Komisji Europejskiej. Owszem, zaleca ona powrót do wyższych podatków za prąd, gaz czy paliwa, ale nie narzuca konieczności stosowania najwyższych ich wartości. – Narracja rządzących, jakoby wymagała tego od nas Unia Europejska, jest kłamliwa, ponieważ przykładowo podstawowa stawka VAT nie może być niższa niż 15 proc., a u nas wynosi 23 proc. Warto zauważyć, że są kraje w Europie, które mają niższy VAT niż w Polsce, jak choćby Niemcy czy Rumunia
– mówi Dominik Łazarz, ekonomista z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. – Pamiętajmy dodatkowo, że inflacja będzie bardzo duża, mimo że będzie liczona od wyższej stawki bazowej, w której wliczone będą rekordowe wzrosty z tego roku. To dodatkowo pokazuje, jaki ogromny problem mamy z inflacją, gdzie już dziś jest u nas najwyższa pośród większości państw UE. Jedynie małe kraje bałtyckie i Węgry mają trochę wyższą – wskazuje Dominik Łazarz. Ekspert ekonomi uważa, że mści się nieodpowiedzialna polityka rządu, choćby praktycznie zmarnowane ostatnie lata pod względem modernizacji polskiej energetyki.
– Przypomnę, że z emisji CO2 do polskiego budżetu, za obecnej władzy, wpłynęło ok. 60 mld zł, które niestety w większości zostały „przejedzone”, a powinny zostać przeznaczone na zieloną i niskoemisyjną energię. Dziś mamy tego efekty w postaci drogiego prądu – mówi, dodając także, że wpływ na inflację mają też czynniki zewnętrzne, takie jak np. wojna w Ukrainie. – Jednak jest pewna nadzieja, którą upatruje w środkach unijnych i to jednakowo z budżetu strukturalnego UE, ale także tych, w ramach Krajowego Programu Odbudowy. Mimo to, obecny rząd łamie cały czas zasady zapisane w art. 2. Traktatu o UE, zwłaszcza dotyczące praworządności i tym samym blokuje unijne wsparcie, tak potrzebne całej gospodarce – mówi ekonomista z WSIiZ w Rzeszowie.
Dominik Bąk


