Nic nie stanie na drodze jego pasji do Kosmosu

W prezentacji Marcinowi Kaczmarzykowi pomagał specjalny sprzęt. Fot. Wit Hadło

Nie da się nie wierzyć w potęgę spełniania marzeń i ciężkiej pracy, kiedy patrzy się na historię i dokonania rzeszowianina Marcina Kaczmarzyka. Mimo poważnego wypadku, nie poddał się i właśnie obronił pracę doktorską, która może mieć wpływ na przyszłe misje na Księżyc.

Na Wydziale Budownictwa, Inżynierii Środowiska i Architektury Politechniki Rzeszowskiej w środę dr Marcin Kaczmarzyk przedstawił swoją pracę doktorską pt. „Modelowanie energetyczne mieszkalnych obiektów budowlanych lokalizowanych na powierzchni Księżyca”. Sala pękała w szwach, bo ten ciekawy i innowacyjny temat przyciągnął profesorów, studentów i bliskich Marcina Kaczmarzyka. – Było dużo emocji, które powoli odchodzą. Najbardziej czułem je przed prezentacją, ale jak zacząłem, to już z górki – powiedział Marcin Kaczmarczyk. – W tym temacie czuję się dobrze i mogło się wydawać, że znam odpowiedzi na zadawane po prezentacji pytania, bo były ustawione, ale nie były – śmieje się doktorant.

Zaczęło się od encyklopedii…

Kosmonautyką Marcin interesuje się od dawna – W trzeciej klasie dostałem od rodziców szkolną encyklopedię. Zacząłem ją czytać i znalazłem tam informacje Układzie Słonecznym i podróżach kosmicznych. Bardzo mnie to zafascynowało, zacząłem wtedy więcej czytać książek popularno-naukowych i literatury since fiction – wspomina naukowiec. Później, zdobył meteoryt i tak zaczęła się jego przygoda ze światem naukowym.
W 2007 roku, kiedy miał 21-lat, Marcin stracił lewą dłoń, trzy palce w prawej i wzrok. Stało się to przez potężny wybuch podczas obróbki meteorytów. Podczas włączania światła, znajdujące się w pokoju opary chemikaliów, podpaliła elektryczna iskra. Mimo swojej niepełnosprawności, Marcin nie zrezygnował z marzeń, czego dowodem jest praca doktorska, którą jeden z recenzentów, określił, jako bardzo dobrą, „nie dlatego, że napisała ją niepełnosprawna osoba, ale dlatego, że po prostu taka jest”. Choć naukowiec przyznaje, że nie obyło się bez wyzwań. – Najtrudniejsze było to, aby pokonać swoje własne ograniczenia. Analiza danych zabiera mi sporo czasu. Widzącemu wystarczy, że popatrzy na wykres i widzi jak to się wszystko rozkłada, ja muszę przez punkty przejechać, a czasami było ich np. 500 i sobie to wyobrazić, jak ta krzywa wygląda. Muszę ją sobie w głowie narysować – precyzuje Marcin Kaczmarzyk. Dodaje też, że nie wszystkie programy komputerowe są kompatybilne z czytnikiem ekranu, który umożliwia niewidomym interakcję z komputerem. – To narzędzie czyta wszystko na głos. Ja, wydaję mu polecenia z klawiatury – dodaje. Nierzadko naukowiec potrzebował pomocy drugiego człowieka. I tu pomogła żona, która jest inżynierką budownictwa i projektuje mosty. – Ktoś musiał mi przeczytać wzory, czy obrazki – podkreśla.

Księżyc bazą do podbijania Kosmosu?

Kiedy więc obiekty budowlane mogą pojawić się na Księżycu? – Tak realnie, to albo pod koniec tej dekady albo początek przyszłej, biorąc pod uwagę obecny klimat. To jest krótki czas. Mamy teraz najlepszy klimat od 50 lat, czyli od ostatniego lądowania na Księżycu, do wypraw załogowych. W tej chwili ruszył amerykański program NASA – Artemis, w który jako Polska jesteśmy w pewnym stopniu zaangażowani. To już nie ma być taki kowbojski rajd, jak to było w latach 70. kiedy była to głównie kwestia polityczna, teraz stawiamy na zrównoważony rozwój księżycowej infrastruktury i trwałego pobytu tam człowieka – podkreśla naukowiec. – Na Księżycu jest dużo zasobów, które możemy wykorzystać, aby misje w dalsze części Układu Słonecznego budować taniej. Jeśli na Księżycu wybudujemy ośrodek, który będzie w stanie wydobywać np. żelazo i tytan i budować z tego satelity czy statki kosmiczne, to będzie je łatwiej organizować z Księżyca, niż z Ziemi. Jest mniejszy i nie ma atmosfery. Innymi słowy, Księżyc może być platformą do podbijania Kosmosu.
Mgr inżynier obronił pracę doktorką z wyróżnieniem.

Kinga Dereniowska