Nie będzie miejskiego Sylwestra

Rzeszów zaczyna oszczędzać. W połowie października zapadła decyzja o tym, że bożonarodzeniowe dekoracje będą świecić o dwa tygodnie krócej, a teraz postanowiono, że mieszkańcy nie przywitają wspólnie Nowego Roku. – Dobra decyzja – mówią nasi Czytelnicy.

O trudnej sytuacji finansowej prezydent Konrad Fijołek dużo mówił podczas ostatniej sesji Rady Miasta, prezentując założenia budżetu na przyszły rok.
– Nie ma pieniędzy na dotacje dla klubów sportowych, nie ma na żadne światełka, nie ma na większe wydarzenia. Wszystko jest obcięte – zapowiedział.
Oszczędności na światełkach zaczęły się już w tym roku. Zamiast świecić do końca stycznia dekoracje zgasną w połowie miesiąca. Z planowanych 1,7 mln zł, które miasto miało wydać, uda się dzięki temu zaoszczędzić ok. 400 tys. zł. – To być może faktycznie jest ostatni rok, w którym będziemy się nimi cieszyć – przyznaje Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa. – Prace nad ostatecznym kształtem przyszłorocznego budżetu cały czas trwają, jednak już teraz możemy powiedzieć, że jest on tak dopięty i tak skrojony, żeby miasto jakoś mogło funkcjonować. Na większe ekstrawagancje nie ma szans.
Noc sylwestrowa jest tego dobrym przykładem. W poprzednich latach, jeszcze przed pandemią, Rzeszów na przywitanie Nowego Roku wydawał średnio ok. 300 – 350 tys. zł. Dwa lata temu, z powodu obostrzeń związanych z koronawirusem impreza w ogóle się nie odbyła, rok temu były pokazy laserów i tańczących dronów. W tym nie będzie nic. I nie jesteśmy tu wyjątkiem. Z Sylwestra z powodów oszczędnościowych zrezygnowały m.in.: Warszawa, Kraków, Kielce, Wrocław i Białystok.
– W normalnych, bezpiecznych dla finansów czasach, bez problemu zrobiliśmy dużą imprezę, część mieszkańców lubi przyjść na Rynek, żeby wspólnie przywitać Nowy Rok. Ale mamy szalejącą inflację, potężny wzrost obsługi długu i zmiany podatkowe, które niekorzystnie wpływają na budżet Rzeszowa. Na samą energię już w tym roku wydamy kilkadziesiąt dodatkowych milionów. Musimy więc na razie zacisnąć pasa – tłumaczy Artur Gernand. – A w przyszłym roku wszystko zależeć będzie od tego, jak zmieniać się będzie sytuacja finansowa. Cały czas niepewne są losy KPO i innych środków unijnych, które byłyby dla miasta dużym wsparciem. Jeśli się pojawią, budżet będzie można modyfikować.
Z trudnej sytuacji zdają sobie sprawę mieszkańcy. Komentarze, które pojawiły się po decyzji Ratusza są w większości pozytywne i przychylne. Ludzie chwalą dobrą decyzję miasta, twierdzą, że powinno być takich więcej. – Podoba mi się to, w końcu to pieniądze z naszych podatków – mówi pan Zbigniew z osiedla Wilkowyja, który zadzwonił do nas po ostatnich podwyżkach cen w strefie płatnego parkowania. – Z tych światełek też można było całkowicie zrezygnować. I może nie trzeba by było podnosić cen za postój w centrum.

Grzegorz Król