
Jeździ na rowerze, biega, pływa i tańczy. Nie tylko forma fizyczna prawie 90-letniej Sławy Przybylskiej może zadziwiać. Jej siłą pozostają niesamowity głos i niebanalna interpretacja piosenek. Artystka zdaje się nie poddawać upływowi czasu,
o czym można było przekonać się na żywo podczas spotkania w Rzeszowie czy koncertu pieśni i piosenek żydowskich
w Kolbuszowej.
„Pamiętasz była jesień…”, „Nie kochać w taką noc to grzech” czy „Gdzie są kwiaty z tamtych lat” – przeboje Sławy Przybylskiej nucą kolejne pokolenia. Sama artystka, która mieszka obecnie pod Otwockiem, też nie zwalnia tempa. W ubiegłym tygodniu odwiedziła Podkarpacie. Przyjechała z akompaniatorem, znakomitym pianistą kompozytorem, Januszem Tylmanem. To on towarzyszył jej podczas kolbuszowskiego recitalu. Artystka zaśpiewała aż 20 utworów i to bez żadnej przerwy.
Kultura żydowska nieprzypadkowo znalazła się w dorobku Sławy Przybylskiej. Urodziła się w Miedzyrzecu Podlaskim, gdzie w czasie wojny Niemcy utworzyli getto, by później bestialsko wymordować jego mieszkańców. To odcisnęło piętno na życiu pieśniarki. – Każde dzieciństwo jest rajem, niezależnie od okoliczności zewnętrznych – zauważa. – Dziecko jest szczęśliwe, bo ma wyobraźnię, chce się bawić i cieszyć. A ja widziałam śmierć. Przy mnie zabijali moje koleżanki, sąsiadów. To poczucie tragedii zapisało się we mnie na całe życie.
Dlatego nauczyła się jidysz i promuje kulturę żydowską. Sława Przybylska śpiewa również po hebrajsku, rosyjsku. Z mężem, Janem Krzyżanowskim, nauczyli się hiszpańskiego, by podczas wyjazdów móc podziwiać nie tylko piękne uliczki.
Na zadziwienie rewelacyjną formą fizyczną i duchową, legenda sceny odpowiedziała, że wiele zawdzięcza naturze.
– Przytulam się do dębów, brzóz – zdradziła. – Czerpię radość od drzew, kwiatów, ptaków, zwierząt, wszelkich, jak mawiała moja mama, stworzeń. A dopytywana o wielość wykonywanych zajęć ruchowych tłumaczyła: – To nie wynika z racjonalizmu. Robię wszystko, ale jeśli to lubię. Do niczego się nie zmuszam.
Więcej z przepisu na piękne życie zdradziła w rozmowie z Super Nowościami.
– Jak znaleźć w sobie, odkryć to, co jest naszym powołaniem?
– Powołania się nie szuka, ono jest. Kiedy ma się pasję, coś się lubi, to właśnie jest powołaniem. Człowiek się temu oddaje, bo czuje taki imperatyw. Kiedy śpiewałam, nie myślałam, czy mam do tego powołanie. Ja po prostu kocham to robić.
– Wiele osób nie potrafi pogodzić się z przemijaniem. Czy dystansu do upływu czasu można się nauczyć?
– Czas się nie zmienia, to my się zmieniamy. On jest wieczny. W związku z tym nie ma co się obrażać, mieć do niego pretensji. Czas musi płynąć. A kiedy on płynie, my bądźmy radośni, cieszmy się życiem i pięknem świata. Przemijanie? To tylko my przemijamy, i jest to naturalną koleją rzeczy.
– Przyjaźniła się Pani z prof. Bartoszewskim, znała Czesława Miłosza…
– Ważne osoby są, nie odchodzą, są ciągle ze mną. Jeśli się kogoś ceniło, z kimś przyjaźniło, to nie przemija, to pozostaje w pamięci. Moja mama, choć przeminęła, cały czas jest ze mną, bo wciąż czuję jej obecność. Ona miała poczucie piękna, była pełna dobroci i takich wartości, z których czerpałam przez całe życie. Także jeżeli nawet szanowanych postaci nie ma przy nas, nie żałujmy ich odejścia, tylko się cieszmy, że były.
– A tekstów Osieckiej czy Młynarskiego nie brakuje?
– Brakuje, ale… „Cóż – pisał Bułat Okudżawa – każda epoka ma własny porządek i ład” i każda epoka wnosi coś nowego. Teraz mamy epokę, taką: skorumpowaną techniką, dlatego te melodie, które obecnie powstają, są też wynikiem techniki. Młodzi piszą muzykę, teksty za pomocą urządzeń, narzędzi, a mało jest w tym wszystkim ducha, mało miłości.
– á propos miłości… Jak stać się dla mężczyzny „ozdobą rzeczywistości” czy „księżniczką codzienności”, bo tak m.in. zwraca się do Pani mąż, Jan Krzyżanowski, w listach?
– Trzeba polubić wady drugiego człowieka. Nie zmieniać go, nie szantażować: miłością ani niewolą. Zakochana kobieta wszystko zrobi dla tego, kogo kocha, ale czuje się później niewolnicą. To największy błąd, wada kobiet. Trzeba zachować swoją osobowość i przestrzeń dla siebie. W życiu musi być miejsce na to, co się lubi, kocha. A miłość do drugiego człowieka nie polega na zniewoleniu, na tym, żeby go zmieniać. Każdy jest inny.
– Skąd brać siły, by każdy dzień był piękny?
– Należy być szczęśliwym, niezależnie od tego co los zsyła, jakie tragedie szykuje – choroby nasze, bliskich. Trzeba wierzyć w siebie, mieć szczęście w sobie, mimo wszystko. Wtedy to co złego nas spotyka, jest jakby obok. Jeśli się zdarzyło, widocznie musiało. A siły można czerpać z przyrody, ze świata. Każdy dzień może być piękny, bo każdy dzień jest pełen ptaków, drzew i kwiatów. To jest najpiękniejsze i ja sobie to najbardziej cenię. Teraz ludzie pędzą za pieniądzem, kiedyś nie miał wartości. Współcześnie trudno znaleźć harmonię. Aby nie dać się przytłoczyć materialną dosłownością, należy zachować piękno ducha i wyobraźnię…
Rozmawiała Beata Sander


