
Są zespoły, z którymi bez względu na prezentowaną formę i okoliczności, gra się dobrze i zdobywa punkty. Dla PGE Stali takim rywalem jest Legia Warszawa. Odkąd mielczanie awansowali do PKO BP Ekstraklasy, nie przegrali ze stołeczną drużyną. Passę tę udało się podtrzymać w sobotę. Co więcej, dzięki wygranej, ekipa Adama Majewskiego zrobiła milowy krok na drodze do utrzymania się w gronie najlepszych zespołów w Polsce.
– Nie dostałem ultimatum z klubu, że jeśli ten mecz przegramy, to będzie zmiana trenera. Nie uciekam od mojej odpowiedzialności, jednak uważam, że w Stali trener nie jest największym problemem, a nasze możliwości. W Mielcu w tym sezonie wcale nie pracuje się spokojnie, ale mimo ubytków nasza gra wygląda nieźle. Muszę podziękować kibicom za to, że dziś było święto w Mielcu – mówił po końcowym gwizdku szkoleniowiec PGE Stali. O tym, jak ważny jest to mecz zarówno dla niego, jak i jego piłkarzy, nikogo w Mielcu specjalnie nie trzeba było przekonywać. Świadczyć o tym może również rekordowa, jak na mieleckie warunki frekwencja na stadionie przy ul. Solskiego. Miejscowi kibice już po niespełna 5 minutach gry mieli powody do radości. Z rzutu rożnego dośrodkował kapitan, Krystian Getinger, a piłka wrzucona przez niego tzw. rogalem odbiła się od murawy i nie zatrzymując się w gąszczu nóg piłkarzy obu drużyn wpadła do bramki Legii. Szybko zdobyty gol wprowadził wiele spokoju w poczynania piłkarzy PGE Stali i… rozochocił ich do kolejnych ofensywnych akcji. A że dobrego dnia nie miał stojący między słupkami bramki warszawskiej Legii Richard Strebinger, raz za razem na jego polu karnym robiło się gorąc. Jakież było zatem zdziwienie i zaskoczenie wszystkich, gdy niespełna pół godziny później goście… doprowadzili do remisu. Jedna z ich nielicznych akcji zakończyła się skutecznym strzałem Pawła Wszołka, który wykorzystał podanie Macieja Rosołka. Mielczanie tego wieczoru byli jednak niezwykle zmotywowani i już chwilę później ponownie wyszli na prowadzenie. Miejscowi gola ponownie zdobyli po rzucie rożnym, z którego dośrodkował Maciej Domański, a celną główką popisał się Arkadiusz Kasperkiewicz. – To była kolejna nasza porażka, kontynuacja kuriozalnych błędów i bramek, które tracimy. Dziś straciliśmy gola z rzutu rożnego, można to nazwać bramką samobójczą. Akcja przy sytuacji, gdy padł gol na 1-1 to za mało, by powalczyć tutaj o remis. Gratulujemy zespołowi gospodarzy ważnego zwycięstwa, które odnieśli zasłużenie – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Aleksandar Vuković, trener Legii. Jego podopieczni, podrażnieni faktem, że po 45 minutach przegrywali 1-2, po zmianie stron śmielej ruszyli do ataku. Chcieć a móc to jednak dwie różne sprawy. Znakomicie rozumiejąca się defensywa PGE Stali tworzyła dla stołecznych piłkarzy mur nie do rozbicia. Coraz większa liczba zawodników, jaką atakowała Legia, zupełnie nie przekładała się na stworzone przez nią dogodne sytuacje. A nawet gdy piłka wpadła do mieleckiej bramki, jak to miało miejsce po strzale Tomasa Pekharta, to sędzia
– zresztą jak najbardziej słusznie – odgwizdał spalonego. – Dzięki zwycięstwu mielczanie znacznie poprawili swoją sytuację w kontekście walki o uniknięcie degradacji i w dobrych humorach mogą się oni udać w daleką podróż, gdzie już w najbliższą niedzielę (godz. 12.30) zagrają z tamtejszą Lechią. Jeśli nie w tym, to w kolejnym meczu przed własną publicznością (15 maja, godz. 12.30 ze Śląskiem Wrocław), PGE Stal może sobie zapewnić utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie i nie czekać z tym do ostatniej kolejki bieżącego sezonu, kiedy to zagra na wyjeździe z Wisłą Płock (21 maja – godz. 17.30). – Musimy „doczłapać się” do końca sezonu i w trzech meczach, jakie nam zostały powalczyć o trzy punkty. Dziś celem nadrzędnym była wygrana i wreszcie to uczyniliśmy. Wcześniej ciągle czegoś nam brakowało. To nie jest tak, że już się utrzymaliśmy, ale to zwycięstwo doda nam wiary i spokoju. Świadomie wybraliśmy wysokich zawodników, aby mieć przewagę wzrostu i to się sprawdziło. Przy prowadzeniu 1-0 nasza gra się nie kleiła, ale zdajemy sobie sprawy z presji, jaka ciąży na naszych zawodnikach. Dziękuję, że nie cofnęliśmy się głęboko, a staraliśmy się też wyjść wysoko, próbować pressingu. Można powiedzieć, że mamy patent na Legię, czasami jest tak, że pewne drużyny nam leżą. Jeśli mamy wygrywać, to możemy z Legią grać co tydzień – zakończył nieco z przymrużeniem oka Adam Majewski.
PGE STAL – LEGIA w liczbach
40 Posiad. piłki (proc) 60
3 Strzały celne 5
6 Strzały niecelne 1
6 Rzuty rożne 2
1 Spalone 6
10 Faule 16
W innych meczach: Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Wisła Płock 1-0, Górnik Zabrze – Radomiak 0-0, Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 1-1, Lech Poznań – Górnik Łęczna
3-0, Pogoń Szczecin – Raków Częstochowa 1-2, Warta Poznań – Piast Gliwice 2-3, Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 2-2, Cracovia – Wisła Kraków zakończył się po zamknięciu numeru.
1. Raków 31 65 56-28
2. Lech 31 65 61-21
3. Pogoń 31 62 60-28
4. Lechia 31 53 49-34
5. Piast 31 50 42-34
6. Wisła P. 31 45 45-45
7. Radomiak 31 44 36-31
8. Górnik Z. 31 41 44-45
9. Cracovia 30 41 36-38
10. PGE Stal 31 36 36-45
11. Warta 31 36 30-36
12. Legia 31 36 36-43
13. Jagiellonia 31 35 36-48
14. Śląsk 31 33 37-46
15. Zagłębie 31 32 35-56
16. Termalica 31 30 33-52
17. Wisła K. 30 29 35-49
18. Górnik Ł. 31 27 26-54
1-3: europejskie puchary. 16-18: spadek. W następnej kolejce: Lechia – PGE Stal (8.05. – godz. 12.30).
Marcin Jeżowski


