
Ogień trawił dom. W środku gęstniał dym, a 75-letni mężczyzna nadal był wewnątrz. Nie było czasu na kalkulację i szukanie aparatu tlenowego. Sierż. szt. Daniel Madejowski wskoczył do płonącego budynku, wydostał seniora i przekazał post. Marcinowi Tomace. Dzięki szybkiej reakcji policjantów z jarosławskiej jednostki nie doszło do tragedii. Mundurowi dziwią się gratulacjom oraz medialnemu szumowi. – Czy to bohaterstwo? Każdy, kto ma w sobie trochę altruizmu, zrobiłby to samo – mówią prosto.
Chwilę po północy dyżurny jarosławskiej jednostki został powiadomiony o płonącym domu jednorodzinnym w Woli Roźwienickiej. Pod wskazany adres natychmiast wysłano patrol wydziału prewencji.
– Dostaliśmy informację, że pali się dom wolnostojący, a w środku jest 8 osób. W drodze zauważyliśmy, że ochotnicy z OSP Roźwienica jadą już na miejsce. Dotarliśmy na miejsce równocześnie z nimi. – relacjonuje sierż. szt. Daniel Madejowski.
Ogień wybuchł w kotłowni, lecz przedostawał się już na wyższe kondygnacje. – Zobaczyliśmy wydostające się z domu kłęby dymu – opisuje post. Marcin Tomaka. – Wybiegliśmy z radiowozu. Podbiegliśmy do otwartego okna. Jeden z mężczyzn próbował wyciągnąć starszą kobietę – jak się okazało – matkę.
Funkcjonariusze pomogli w ewakuacji seniorki. Potem usłyszeli, że sześciu osobom udało się już wydostać z budynku.
– Zapytałem, czy ktoś jeszcze jest w mieszkaniu? „Ojciec!” – usłyszałem – relacjonuje szierż. szt. Madejowski. Dym gęstniał, jednak nie było czasu na zastanawianie się. – Daniel wskoczył do środka przez okno na parterze. Miałem iść za nim, ale dowiedzieliśmy się, że została tam tylko jedna osoba, więc nie było takiej konieczności – zaznacza posterunkowy.
Policjant minął jeden pokój, kolejny. – Zacząłem się dusić. Nic dziwnego, w takich warunkach wchodzi się z aparatem tlenowym – przyznaje. Chwilę później dostrzegł w przedpokoju starszego mężczyznę. Miał pokaleczone nogi. Na podłodze leżało szkło, fragmenty stłuczonych przedmiotów. – Potem się okazało, że próbował gasić płomień wydostający się z pieca i poparzył. Na szczęście, był przytomny, choć zdezorientowany. Poprosiłem, żeby ze mną wyszedł. Mimo niebezpieczeństwa, zaczął nakładać na siebie ubrania. Chwyciłem 75-latka i wyprowadziłem. Podniosłem na parapet. Przekazałem go swojemu koledze – opowiada.
Post. Marcin Tomaka, który relacjonował dyżurnemu zdarzenie, przekazał uratowanego seniora ratownikom. Podano mu tlen, przykryto kocem termicznym. Mężczyzna został przetransportowany karetką do szpitala. – Podtruł się dymem. Miał zewnętrzne oparzenia, według medyków mógł mieć poparzone także drogi oddechowe. Wiemy, że pozostawiono go na obserwacji – słyszymy.
W dwóch formacjach
Dzięki opanowaniu mundurowych nie doszło do tragedii. – Czy to bohaterstwo? Uważam, że każdy kto ma trochę odwagi cywilnej, by to zrobił. Dlatego mocno mnie zdziwiły gratulacje ludzi i zainteresowanie mediów – mówi sierż. szt. Daniel Madejowski. – Sukces zawsze ma wielu ojców. Tym razem też. W akcji brało udział również ponad 20 strażaków i ratownicy – podkreśla.
Na miejsce zadysponowano łącznie sześć zastępców straży pożarnej: PSP z Jarosławia, OSP Roźwienica, PSP Jarosław oraz OSP Pawłosiów. – Dobrze, że szybko przybyli. Strażacy otworzyli drzwi, odcięli prąd i szybko ugasili pożar. Po ok. 1,5 godziny skończyli akcję. Dzięki nim nie było większych szkód – nie ma wątpliwości sierż. szt. Madejowski. – Szczególnie duży ukłon dla chłopaków z ochotniczych straży pożarnych, którzy to robią za darmo. Kiedyś patrzono na nich z przymrużeniem oka. Dziś też nie zawsze są doceniani. Niesłusznie, bo bardzo często ryzykują swoje zdrowie i życie.
Wie, co mówi. Przed 4 laty postanowił założyć kolejny mundur – strażacki. – To dzięki moim młodszym braciom. Już jako 16-latkowie wstąpili do OSP, a kiedy uzyskali pełnoletność, zaczęli jeździć do akcji. Wziąłem z nich przykład i zrobiłem to samo – tłumaczy.
Tak dołączył do druhów Ochotniczej Straży Pożarnej Kramarzówka. – Mamy świetny sprzęt. Nowy samochód, który dostaliśmy z funduszu sprawiedliwości. Nastąpiła zmiana pokoleń. Około 20 strażaków ma przeszkolenie. W ciągu 4 minut od zawycia syreny strażacy wyjeżdżają z remizy. Trzeba się spieszyć, żeby móc wziąć udział w akcji. Często kilku musi jechać własnymi samochodami, bo już jest cały zastęp – mówi druh.
Nierzadko to właśnie druhowie na miejscu zdarzenia są jako pierwsi. Mają spore doświadczenie w walce z płomieniami. – Zazwyczaj jeździmy do pożarów budynków gospodarczych. Wyprowadzamy zwierzęta, gasimy pożar, usuwamy jego skutki, zabezpieczamy miejsca zdarzenia. Bywa, że ewakuujemy ludzi. Paradoksalnie mieszkańcy terenów wiejskich potrafią sobie radzić w takich sytuacjach. Wielu chłopaków służy w OSP i wie, jak postępować – wyjaśnia strażak ochotnik.
A czy wcześniej zdarzało mu się ratować ludzkie życie?
– Wielokrotnie próbowałem. Jako funkcjonariusz policji – przy próbach samobójczych czy nagłych wypadkach – prowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową. Niestety, zazwyczaj było już za późno – mówi sierż. szt. Daniel Madejowski.
Mieć oparcie w partnerze
Post. Marcin Tomaka stosunkowo niedawno dołączył do policji. W styczniu miał pierwszą służbę, ale zdaje sobie sprawę z tego, czego może się spodziewać. – Nasz zawód cechuje się tym, że albo ciągle się z czymś walczy, albo komuś pomaga. Jeśli chora osoba wyjdzie z mieszkania i zniknie, to się jej szuka. A gdy ktoś chodzi z nożem po domu i inni się go obawiają, to się ją od nich odseparowuje bądź udziela pomocy – tłumaczy. – Ryzyko jest wpisane w tę służbę. Zaciągając się do policji, liczyłem się z tym. Również narażaniem życia, gdy trzeba wejść do budynku objętego pożarem, albo miejsca, w którym przebywa człowiek zagrażający innym – dodaje.
Dlatego nie ma czasu na zastanawianie się nad procedurami, zwłaszcza, gdy chodzi o czyjeś życie. – Podczas działań trzeba być zdecydowanym – nie ma wątpliwości sierż. szt. Daniel Madejowski. – Nie można się zastanawiać, co powinno się w danej chwili robić, tylko działać, zaufać wyszkoleniu, instynktowi – przekonuje post. Tomaka. – Pracuję w Jarosławiu od stycznia tego roku, ale to nie była moja pierwsza służba z Danielem. Najważniejsze to mieć oparcie w partnerze, dlatego nie zawahałbym się pójść za nim w ogień.
– Każdy człowiek, który ma w sobie trochę altruizmu, zrobiłby to samo. Życie składa się na dobre i złe uczynki. Każdy robi jedne i drugie. Grunt, żeby na końcu było więcej tych dobrych – stwierdza Daniel Madejowski. – Marcin jest młodym funkcjonariuszem. Wdraża się w arkana zawodu i myślę, że będzie dobrym policjantem. A ja tylko wykonałem swoją robotę. Dopóki jestem w formacji – jednej czy drugiej – to staram się spełniać swoje obowiązki profesjonalnie. Ale za bohatera się nie uważam!
Wioletta Kruk


