Niedziela będzie dla nas!

Przed niedzielnym meczem z Lechią Gdańsk w Mielcu panuje pełna mobilizacja. Fot. Stal Mielec

W Mielcu nikt nie wyobraża sobie, aby już w tę niedzielę piłkarze PGE Stali nie zapewnili sobie utrzymania w PKO BP Ekstraklasie. Okazja ku temu jest wyśmienita, bowiem na Solskiego 1 przyjeżdża zdegradowana już Lechia Gdańsk. Ciekawostką jest fakt, że w sprzyjających okolicznościach mielczanie jeszcze przed niedzielnym meczem mogą być pewni pozostania w gronie najlepszych drużyn w Polsce.

Na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu 2022/2023 PGE Stal z dorobkiem 39 pkt zajmuje 11. miejsce. Nad strefą spadkową (miejsca 16 – 18) ma obecnie 7 pkt przewagi. Zajmujący 16. lokatę Śląsk Wrocław zagra w sobotę (godz. 15) z Wisłą Płock. Jeśli przegra, mielczanie będą już wówczas pewni utrzymania. W przypadku remisu w stolicy Dolnego Śląska, ekipa Jacka Magiery wygrywając dwa następne mecze i przy jednoczesnych trzech porażkach PGE Stali, może się zrównać punktami z ekipą z Podkarpacia (po 39 pkt). Szansę na taki sam dorobek będzie miało także kilka innych zespołów, a wówczas o miejscach w tabeli decydowałaby „mała tabelka”. To jednak wyższa matematyka, która raczej nie będzie wcielona w życie. Wszystko zatem w rękach, głowach, a przede wszystkim nogach mieleckich piłkarzy, którzy przy odrobinie szczęścia mogą skończyć ten sezon nawet w górnej połówce tabeli. Podstawy ku temu są, bowiem po niedzielnym meczu z Lechią, później czeka ich wyjazdowe spotkanie z Zagłębiem Lubin i zamykający sezon pojedynek przed własną publicznością z Wartą Poznań. W przypadku zdobycia w tych meczach kompletu 9 pkt, mielczanie skończyliby zmagania ligowe z 48 „oczkami” na koncie, co raczej na pewno zagwarantowałoby jej miejsce w pierwszej części tabeli. – Trzeba do tego podchodzić tak, że cały czas jesteśmy jeszcze pod bronią, bo kwestia naszego podstawowego celu nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Musimy skupić uwagę na tych trzech ostatnich spotkaniach pod takim kątem, żeby zdobyć maksymalną liczbę punktów, żeby zająć jak najwyższe miejsce, bo to na pewno będzie interesowało kibiców – mówi w rozmowie z klubową TV Kamil Kiereś, trener PGE Stali. Ta przed tygodniem bezbramkowo zremisowała na wyjeździe z Wisłą Płock, dzięki czemu zrobiła kolejny krok, a w zasadzie kroczek na drodze do realizacji celu, jakim jest utrzymanie się w PKO BP Ekstraklasie. – Dla nas sezon w żaden sposób się nie zakończył, zdobyliśmy kolejnych punkt w ostatnim spotkaniu, ale musimy być bardzo czujni i skoncentrowani oraz skupić się na tym, żeby wygrać najbliższe spotkanie z Lechią – dodaje opiekun mielczan.
Lechia przyjedzie na Podkarpacie w minorowych nastrojach. „Biało-Zieloni” po 15 latach żegnają się bowiem z piłkarską Ekstraklasą. Czara goryczy przelała się po ostatniej porażce 1-3 z Zagłębiem Lubin, która definitywnie przesądziła o degradacji klubu z Trójmiasta. – Można szukać wymówek, ale po prostu byliśmy słabsi od rywali. Czasami pojawiało się światełko w tunelu, była jakaś nadzieja. Myślałem, że wyjdziemy z tego w momencie, gdy najpierw na koniec 2022 r. pokonaliśmy Górnika Zabrze, a potem na początku rundy rewanżowej Wisłę Płock. To wciąż nie wyglądało jednak dobrze. Istotnym, negatywnym momentem była kontuzja Conrado. To nasz najlepszy zawodnik w ofensywie, z którego nie można było korzystać od meczu z Radomiakiem w lutym. Jego brak był bardzo odczuwalny. Trudno mówić jednak tylko o tym. Źle było już na początku sezonu, ale wszyscy byliśmy spokojni, bo to się przecież zdarza. Myślałem sobie: niemożliwe, żeby z ligi spadła ta sama drużyna, która przed chwilą skończyła sezon tuż za podium. Mieliśmy grupę pełną doświadczonych piłkarzy. To aż niewiarygodne… – mówi w rozmowie z TVP Sport Mario Maloca, chorwacki obrońca gdańskiej drużyny. Jej spadek to być może m.in. pokłosie trudnej sytuacji finansowej klubu, którego piłkarze, wg nieoficjalnych informacji, ostatnie pensje mieli dostać w styczniu br. – Spadek z Ekstraklasy to jedna z największych porażek, jakie przeżyłem. Jestem wkurzony i rozczarowany całą sytuacją. Dla mnie to kumulacja niewiarygodnej liczby błędów popełnionych przez zarząd klubu, dział sportowy, szkoleniowy i drużynę. Do poziomu dopasowały się absolutnie wszystkie działy w klubie. Ale przyznaję, że osobiście też popełniłem błędy! Teraz jednak proszę was, żebyśmy skończyli lamentować i tworzyć spiskowe teorie. Spadek jest bardzo bolesny, ale to nie jest koniec świata! Lechia przeżyje ten spadek finansowo i sportowo. Ważne są teraz praca nad startem do nowego sezonu w I lidze i jak najszybszy powrót do Ekstraklasy – przekonuje Adam Mandziara, współwłaściciel Lechii, która obecny sezon – w co dziś aż trudno uwierzyć – rozpoczęła od… gry w eliminacjach europejskich pucharów, a konkretnie Ligi Konferencji.

PGE STAL – LECHIA
niedziela, godz. 12.30
(transmisja Canal+ Sport)

Marcin Jeżowski