Niedźwiedź w przedszkolu. O włos od tragedii!

Niedźwiedzie pojawiły się w ostatnim czasie m.in. w Wołkowyi i Bukowcu. W Wielki Piątek i Wielką Sobotę jeden z nich postanowił wejść na teren szkoły i przedszkola. Fot. Pixabay (zdjęcie ilustracyjne)

– Mieszkańcy są przerażeni! Gdzie się nie pojawię, to mnie pytają, czemu te niedźwiedzie jeszcze u nas są – mówi Adam Piątkowski, wójt gminy Solina. Bieszczadzkie miejscowości terroryzuje nie jeden, a kilka niedźwiedzi. Poczynają sobie śmiało, bo odwiedzają m.in. szkoły i przedszkola. – Jak on potraktuje przedszkolaka jak królika, to co wtedy będzie? Kto weźmie to na swoje sumienie? – pyta nie bez racji wójt.

Niedźwiedzie pojawiły się w ostatnim czasie w miejscowościach m.in. Wołkowyi i Bukowcu. W Wielki Piątek i Wielką Sobotę jeden z nich postanowił wejść na teren szkoły i przedszkola. Na szczęście dzięki przerwie wielkanocnej dzieci były w domu. – Jeśli chodzi o przedszkole w Bukowcu, nie był to pierwszy raz – mówi Adam Piątkowski, wójt gminy Solina. – Po raz pierwszy był rok temu, a wtedy dzieci były na placu zabaw, a on przechodził przez siatkę, która nie stanowiła dla niego żadnego problemu – dodaje wójt. Niedźwiedzie zatruwają życie mieszkańców od dwóch lat. Samorządowiec wylicza, że w tamtym roku tylko w Gminie Solina było 57 zgłoszonych zdarzeń z udziałem zwierząt. Na szczęście wyjątkowo obrodziła buczyna w lesie, która uchodzi za niedźwiedzi przysmak, więc mieszkańcy mieli chwilę spokoju. Do czasu.
Ledwie zima się skończyła, drapieżniki wróciły. Jeden z nich, kiedy stanie na dwóch łapach, to mierzy ze dwa metry. Zjadały kaczki, króliki kury, gołębie. – Jak się skończyły, to szuka następnego gospodarstwa – dodaje wójt. – One się nikogo nie boją, idą jak do siebie, i po swoje – rozkłada ręce wójt. Na razie zwierzęta straszone są kołatkami. – A te niedźwiedzie staną, popatrzą i odejdą parę metrów. Sam w sobotę widziałem, jak to się dzieje. Staliśmy blisko samochodu, aby mieć możliwość ucieczki. On podszedł, widział, że nic mu nie możemy zrobić z tak daleka. Odszedł, ale pewnie wróci za parę dni – mówi Adam Piątkowski. I zaznacza, że każda czynność, np. płoszenie, odstraszanie, odławianie zwierząt wymaga zgód. Adam Piątkowski przyznaje, że przez całą sytuację zmaga się z negatywnymi komentarzami dotyczącymi odstrzału niedźwiedzi. – Nie mam władzy, aby odstrzelać zwierzęta. Na to jest potrzebne wydanie zezwolenia od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – mówi.
W płoszeniu pomagają przedstawiciele Fundacji Bieszczadziki , którzy robią to społecznie i leśnicy. – Ale to zabawa w chowanego. Raz nawet wywoziliśmy go za Barwinek. A on i tak wrócił do nas… – informuje Adam Piątkowski. Zapewnia, że wykorzystał już wszystkie środki i bierze pod uwagę możliwość eliminacji niebezpieczeństwa. – Ale to ostateczność – podkreśla.
Gmina złożyła wniosek do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Rzeszowie na zakup sprzętu do odstraszania drapieżnych natrętów. Wśród nich są także obroże telemetryczne, pozwalające na namierzenie niedźwiedzia. – W przypadku zagrożenia zwierząt chronionych, gdzie trzeba będzie je odłowić, odpłaszać czy monitorować, to wszyscy będą korzystać z tego, co znajdzie się w wyposażeniu naszej gminy. Będziemy go użyczać samorządom, które będą mierzyć się z podobnym problemem – deklaruje wójt. A czas nagli, bo sezon turystyczny za pasem, a wówczas bieszczadzkie miejscowości zaroją się od turystów…

Kinga Dereniowska