Nowy stadion przy Wyspiańskiego i wieżowce albo… nic

Podkarpackie Centrum Lekkiej Atletyki ma powstać na bazie obecnego stadionu przy ul. Wyspiańskiego. Fot. Wit Hadło

Gdyby budowa Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki szła z takim zapałem, jak toczące się od lat rozmowy
o jego powstaniu, stadion Resovii już dawno zostałby zastąpiony nowoczesnym obiektem. Wygląda jednak na to, że na razie raczej powinniśmy o nim zapomnieć. Chyba że radni zgodzą się dziś na postawienie obok kompleksu wieżowców. Najwyższy z nich miał będzie 100 metrów wysokości.

Pomysł na PCLA zakłada, że na miejscu dzisiejszego stadionu przy ul. Wyspiańskiego powstanie nowoczesny obiekt, na którym będzie można organizować ogólnopolskie zawody sportowe. Ma mieć m.in. sześciotorową krytą bieżnię, strefy siłowni i fizjoterapii oraz trybuny na prawie 10 tys. kibiców. Rok temu miasto dysponowało już projektem, chwaliło się, że jest w posiadaniu wszystkich działek potrzebnych do rozpoczęcia inwestycji i pozwoleniem na budowę. Na starym stadionie pojawił się nawet wicepremier Piotr Gliński, który zapewniał o współfinansowaniu obiektu, a europoseł Tomasz Poręba zapewnił, że budowy PCLA „już nic nie zatrzyma”. Sprawa wydawała się przesądzona, a wyczekiwana od lat inwestycja miała ruszyć w tym roku.

Działka za wieżowce?

Tyle że dziś rzeszowscy radni, zamiast ogłaszać sukces i wbijać pierwszą łopatę pod inwestycję, znów… będą o niej rozmawiać. Okazuje się bowiem, że miasto jednak nie ma wszystkich działek. Brakuje jednej, której właścicielem jest Resovia Residence. To deweloper, który obok PCLA chce wybudować kompleks wieżowców. Żeby mógł to zrobić niezbędna jest zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. I to na jego wniosek radni zagłosują, czy to zrobić. Jeśli powiedzą „tak”, firma będzie mogła postawić wymarzone budynki. W projekcie uchwały czytamy, że „dopuszcza się jeden wieżowiec o wysokości nie większej niż 126 m”.
O co chodzi z brakującą działką i dlaczego wcześniej miasto zapewniało, że może startować z inwestycją? Zapytaliśmy o to w ratuszu. – Zgadza się. Mamy projekt i pozwolenie na budowę. Tylko że dotyczą one stadionu czysto lekkoatletycznego. W międzyczasie zapadła decyzja, żeby w tym projekcie dokonać zmian, dzięki którym centrum będzie miało także funkcję piłkarską i możliwość organizowania tam wydarzeń kulturalnych. Tak, żeby ten obiekt miał więcej możliwości, żeby mógł zarabiać na siebie. A w myśl tej nowej koncepcji potrzebujemy więcej miejsca na budowę nowych trybun i drogi od strony zachodniej. Dlatego potrzebujemy dodatkowej działki – tłumaczy Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
Jeśli miasto zgodzi się na wieżowce i zdobędzie działkę będzie można przystąpić do nowego przetargu nazywanego tu roboczo „Zoptymalizuj i wybuduj”. Firma, która go wygra na bazie istniejącej dokumentacji, będzie musiała zmodyfikować projekt, dołożyć wspomniane funkcje i rozpocząć budowę.
A co, jeśli radni się nie zgodzą? – Jest procedura wywłaszczeniowa, ale to może potrwać kilka kolejnych lat. Na istniejący w tej chwili projekt wyłącznie lekkoatletyczny, nie ma szans. Obstajemy przy tym, żeby tam była piłka nożna i żeby ten obiekt był dostosowany do rozgrywek najwyższej klasy – słyszymy w Ratuszu.

To niebezpieczny precedens

A zgoda radnych wcale taka pewna nie jest. Przypomnijmy tylko, że o zmianie miejscowego planu zagospodarowania dyskutowali już na początku ubiegłego roku. O planach dewelopera negatywnie wypowiedziała się wtedy Miejska Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna, protestowali też okoliczni mieszkańcy, którzy nie wyobrażają sobie drapaczy chmur w tym miejscu. – Szczerze, to mam wrażenie, że radni znów się nie zgodzą, a ta cała sprawa to takie alibi, żeby tego centrum w ogóle nie budować – mówi nam jeden z miejskich działaczy, który zanim nie zapadną ostateczne decyzje, chce pozostać anonimowy. – Wie pan co się stanie, jeśli będzie inaczej? Wystarczy zobaczyć co zrobił Hartbex, stawiając płot na ścieżce nad Wisłokiem, a tu mamy układ z kolejnym deweloperem. Jeśli ta uchwała przejdzie, to wszyscy kolejni zaczną rozmawiać z miastem podobnie, tylko z pozycji siły. Stworzy to niebezpieczny precedens, a prezydent straci kontrolę nad wszelkimi inwestycjami.

Grzegorz Król