
ale także godność i dobre imię – podkreśla przemyślanin Jacek Mykita. Fot. Monika Kamińska
Jackowi Mykicie obniżono emeryturę o ponad 60 proc. Mężczyzna wystąpił na drogę sądową. Po niemal 5 latach walki w sądzie wygrał. Zakład Emerytalno-Rentowy MSW musi zwrócić mu pieniądze. – Nie jestem jedynym, który został „podciągnięty” pod tę ustawę na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej – komentuje przemyślanin. – Wielu tak potraktowanych emerytów mundurowych zwraca się do sądu i wygrywa. Niestety, wielu nie doczekało końca swoich procesów.
O tym, że PiS zechce obniżać świadczenia emerytalne osobom, które były zatrudnione w służbach bezpieczeństwa PRL, politycy tej partii „trąbili” jeszcze w kampanii wyborczej w 2015 r. A po wygranych wtedy wyborach rozpoczął się prawdziwy „festiwal” przygotowujący Polaków do ustawy dezubekizacyjnej. Co i rusz słyszeliśmy, że rządzący zabiorą pieniądze ubeckim bandytom, że owi bandyci będą żyć z groszowych emerytur oraz, że tak będzie dobrze i sprawiedliwie. W końcu większość Polaków uważała, że wysokie świadczenia emerytalne nie należą tym, którzy w czasach PRL-u pracowali w służbach zajmujących się głównie gnębieniem społeczeństwa. Pomysł PiS-u padł zatem na bardzo podatny grunt. Na tyle podatny, że lwia część Polaków nie interesowała się specjalnie, jak w praktyce będzie wyglądało egzekwowanie ustawy dezubekizacyjnej.
Miała dotyczyć kilku tysięcy ludzi, dotyczyła ok. 40 tysięcy
W lipcu 2016 roku na specjalnej konferencji prasowej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przedstawiło założenia ustawy. Zaprezentowany projekt dotyczył bardzo wąskiej grupy emerytów i sprawiał dobre wrażenie. Tyle, że ów projekt został przekazany do konsultacji Instytutowi Pamięci Narodowej. A IPN dokonał w nim zmian, ustalając wykaz instytucji i pionów resortu spraw wewnętrznych do 1990 roku, których ówcześni funkcjonariusze mieli podlegać ustawie obniżającej świadczenie. Do tego wprowadzono termin „służba na rzecz totalitarnego państwa”, ale bez sprecyzowania, co ów termin oznacza. Te zmiany sprawiły, że ustawa, której początkowo miało podlegać kilka tysięcy osób, finalnie dotyczyła ok. 40 tys. Polaków. – Ale motyw sprawiedliwości społecznej żył sobie w najlepsze – mówi nam dziś Jacek Mykita z Przemyśla, który jest, jak to określa wprost, jedną z ofiar tej ustawy. – W sierpniu 2017 roku otrzymałem decyzję obniżającą świadczenie emerytalne o ponad 60 proc. począwszy od 1 października 2017 roku do poziomu 1716 zł z powodu wejścia w życie nowelizacji z 16 grudnia 2016 roku Ustawy z 1994 roku o zaopatrzeniu emerytalnym służb mundurowych podlegających pod Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – opowiada mężczyzna – Od decyzji odwołałem się do sądu w Warszawie, gdzie po 55 miesiącach trwania procesu odzyskałem 31 marca bieżącego roku prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie swoją wypracowaną uczciwe emeryturę – podkreśla.
Dlaczego uznano go za „ubeka”?
Dlaczego przemyślaninowi obniżono drastycznie świadczenie emerytalne i musiał walczyć w sądzie o przywrócenie poprzedniego jego poziomu? – Każdy objęty ustawą miał swoją historię zawodową do 1990 roku. W moim przypadku za służbę za rzecz totalitarnego państwa uznano 3 – letnie studia stacjonarne w Akademii Spraw Wewnętrznych – wyjaśnia J. Mykita. – Zdobywanie wiedzy, którą później wykorzystywałem przez 15 lat służąc ludziom i państwu z narażeniem zdrowia i życia uznano za zbrodnicze działanie. Dotychczas przy stanowieniu prawa było tak, że w ustawie powinna się pojawić definicja, co to jest „państwo totalitarne”. Ale twórcy uznali, że to jest niepotrzebne wystarczy obniżyć i już jest sprawa załatwiona – kontynuuje przemyślanin. – Zauważyć należy, że w 1994 roku uchwalono już w nowym ustroju ustawę emerytalną dla służb mundurowych i żołnierzy przetwarzając istniejący ówcześnie system emerytalny. Potoczny przekaz o oprawcach i zbrodniarzach został umocowany w nowelizacji, która została przegłosowana w sali Kolumnowej 16 grudnia 2016 roku i to był koniec etapu tworzenia sprawiedliwości społecznej. Wyprodukowano bandytów, którymi można wycierać każdą fałszywą w swojej istocie informację. Objęto śledztwem prokuratorskim grudniowe głosowanie i efekcie sprawę zamieciono pod dywan. Na drodze tego zamiatania stanął pan sędzia Igor Tuleya, który, służąc prawu, uchylił postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie głosowania w sali Kolumnowej – przypomina. – Władza postanowiła za wszelką cenę przykleić mu łatkę „obrońcy ubeków” i pognębić.
Nie wszyscy mają siły i pieniądze, by walczyć o sprawiedliwość
Nasz rozmówca nie poddał się i zwrócił do sądu, który w obu instancjach uznał, że obniżono mu emeryturę bezprawnie i nakazał zwrot pieniędzy. – Wiem, że wielu tak potraktowanych emerytów mundurowych kieruje sprawy do sądów i wygrywa je – mówi przemyślanin. – Ale nie wszyscy mają na to pieniądze i zdrowie – podkreśla. – Wielu nie doczekało się sprawiedliwego wyroku. Około 4 tys. osób podlegających ustawie dezubekizacyjnej zmarło
– przypomina J. Mykita, dodając, że: – W tych procesach nie chodzi jedynie o pieniądze. Ludzie tacy jak ja zostali przez władzę pozbawieni nie tylko części emerytur, ale też po prostu godności i dobrego imienia. Zrobiono z nas bandytów służących zbrodniczemu systemowi – podkreśla. – Wielu z naszych rodaków uwierzyło w tę retorykę władzy i staliśmy się w ich oczach „ubekami”, którzy zostali słusznie ukarani zmniejszeniem świadczeń emerytalnych. – Takie wyroki jak mój to także rehabilitacja w oczach społeczeństwa – zauważa Jacek Mykita.
W istocie nie jest on pierwszą ani ostatnią osobą, której sąd przywrócił należne jej, a odebrane wskutek ustawy dezubekizacyjnej pieniądze, a także godność. Co rusz słyszymy o kolejnych takich wyrokach. Jednak nikt takim ludziom nie zwróci zszarpanych nerwów ani nie zrekompensuje im upokorzenia, na które naraziła ich ta władza, wprowadzając ustawę, która miała rzekomo przywracać sprawiedliwość społeczną, a jest modelowym przykładem na niesprawiedliwość i bubel prawny.
Monika Kamińska


